Filozofia towarzyszy naszemu życiu częściej niż
zdajemy sobie z tego sprawę. Codzienne zadawanie sobie pytań (pod warunkiem, że
je sobie zadajemy) o to, co jest dobre, a co złe, poszukiwanie prawdy i fałszu,
demaskowanie nielogiczności, manipulacji oraz przepisu na szczęśliwe życie to
też filozofia, dlatego wychowanie dzieci nie może być wolne od niej. Każdy z
nas ma jakieś wyobrażenie o wychowaniu dobrego i szczęśliwego człowieka. I w
nazwaniu dziecka człowiekiem też mamy do czynienia z filozofią, bo nie zawsze w
historii było to takie jasne, ale to temat na długą rozprawę, a ja chcę Wam
opowiedzieć o naszej codziennej filozofii, w której ważniejsze jest szczęście
niż osiągnięcia. Nie bierzemy udziału w wyścigach szczurów, porównywaniu się.
Oczywiście jesteśmy zmuszani przez systemy kształcenia do analizowania własnych
postępów i stwierdzania, ile punkcików zdobyliśmy, ale nie przykładamy do nich
wagi. Ważniejsze jest samospełnienie, czyli ciągłe dążenie do samodoskonalenie,
rozwijania własnych umiejętności, refleksja, spojrzenie na różne problemy z
innej perspektywy. Mnie w tym ostatnim pomaga podzielenie się różnymi
wątpliwościami na portalach społecznościowych. To często pozwala mi się zdystansować
do własnej oceny różnych zjawisk.
Jeśli chodzi o codzienność to w naszych
kontaktach dominuje filozofia rodzicielstwa bliskości, czyli coś, co znane jest
od wieków, a zyskało modną nazwę i stało się przeciwwagą do „zimnego chowu”
(kto w ogóle wpadł na pomysł zimnego chowu?). Szacunek do dziecka, rozpoznawanie
i zaspokajanie jego potrzeb oraz korzystanie z rodzicielskiej intuicji to
elementy, które pozwalają dotrzeć do niemówiącej Oli. Silne więzi pomagają w
tworzeniu zaufania oraz autorytetu. Większe zrównoważenie emocjonalne. To
pomogło mi na opanowaniu wybuchów w czasie przestymulowania oraz otwarło na
poszukiwanie terapii dążących do zmniejszenia bólu z powodu nadmiaru bodźców.
Tulenie i zatrzymanie, pozwolenie dziecku na jeżdżenie wózkiem tak długo jak
tego potrzebuje oraz zachęcanie do udziału w codziennych zajęciach pomaga w
dążeniu do większej samodzielności, a podążanie za zainteresowaniami dziecka i
traktowanie ich tak samo poważnie jak własnych pozwala na rozwijania talentów.
Wolne od przedszkola to czas intensywnego dbania
o więzi i intensywniejszej pracy, zachęcania do innych aktywności i
analizowania, jakie postępy dziecko zrobiło w ostatnim czasie. Szczerze mówiąc
jestem pełna pozytywnego spojrzenia, bo Ola otwarta jest na wszystko, co jej
proponuję. Podąża z taką dziecięcą ciekawością i ufnością, że to będzie świetna
zabawa. I nie ważne, że w tym czasie bawiąc się domkiem przerabiamy naprawdę
bardzo trudny dla niej materiał, ponieważ uczy się wymawiać słowa. Z mówienia robimy
zabawę, próbujemy śpiewać wyrazy (to Oli wychodzi dużo lepiej) z różnych
języków, aby ćwiczyć aparat mowy, bo zasób słownictwa ma bogaty.
Moje dziecko (tak jak inne dzieci) z różnych
miejsc przynosi też negatywne zachowania. Przerabiałyśmy plucie, szczypanie,
kopanie, drapanie. Wtedy zawsze przypominają mi się statystyki na temat tego
jak wiele rzeczy my ludzie uczymy się od grupy rówieśniczej. To sprawia, że i
ja bardziej się pilnuję, bo przecież moje złe zachowanie -tak samo jak dobre -
może być przykładem dla innych. Rodzicielstwo bliskości to pouczające
doświadczenie, w którym szacunek dla innych to zwyczajny odruch, a nie
wymuszona poza. Rodzicielstwo bliskości z dzieckiem niepełnosprawnym to też ciągłe
otwieranie się na innych niepełnosprawnych. Nie ma się, co oszukiwać, że jestem
tu idealna, bo nikt nas w szkołach nie nauczył, że osiągnięcia nie są
najważniejsze. Okres mojej edukacji był przepełniony nabijaniem się z osób
gorzej się uczących. Mimo, że sama w takim szkolnym nabijaniu nigdy nie uczestniczyłam
to ślad tego pozostawał także w czasie, kiedy na studiach w ramach wolontariatu
pomagałam niepełnosprawnym. Patrzyłam wówczas na nich przez pryzmat ich braków.
Ola uczy mnie patrzenia przez pryzmat talentów, bo każdy z nas ma jakiś mniej
lub bardziej oczywisty talent. Niepełnosprawni nie różnią się w tym niczym od
nas. Mimo tego czasami łapię się na błędnym postrzeganiu ludzi przez ich bariery, ale najważniejsze jest zauważyć te
błędy i dążyć do poprawy niż ślepo tkwić w nieomylności i przekonaniu o swojej
wspaniałości. Ostatnie dni to dla mnie czas refleksji na temat tego, czego
nauczyłam się przy Oli. Jest tego dość długa lista, więc mogę z dumą
powiedzieć, że moje dziecko mnie uczy.
Z takich codziennych spraw zauważyłam, że Ola
ma dużo większe dążenie do zachowań społecznych niż rok temu. Decyzja o zwiększeniu
ilości godzin w przedszkolu była trafna. Opłacało się powalczyć przez kilka miesięcy
z systemem, który próbował objaśnić nam, że przepisy zabraniają. Pamiętajcie,
że zgodnie z przepisami to rodzic decyduje, na ile godzin ma iść dziecko do
przedszkola i niepełnosprawność oraz orzeczenie o nauczaniu specjalnym nie mogą
w żaden sposób na to wpływać. Te orzeczenia są jedynie wyznacznikiem, w jaki
sposób pracownicy placówek oświatowych mają zapewnić dziecku bezpieczeństwo
oraz dobry rozwój. I tylko tyle. Zwiększona ilość godzin sprawiła, że Ola
chętniej sięga po lalki. Rok temu kupowała i ignorowała, po czym zabierała je
do przedszkola, gdzie bawili się rówieśnicy. Obserwacja zabawy innych dzieci sprawiła,
że Ola obecnie nie tylko chce sobie kupić lalkę, ale też jest w stanie bawić
się nimi tak jak większość rocznych dzieci, czyli jest karmienie lalek, lalki
dbają o swoje zwierzątka, zabawki są czesane, smarowane kremami, przebierane,
kładą się spać, wchodzą po schodach. Taka aktywność pozwala nam na ćwiczenie
wymawianie znanych słów, opowiadanie o tym, co robią bohaterzy naszej zabawy
oraz do przekazywania informacji o własnych doświadczeniach i celach, czyli
wszystko to, co rok temu wydawało mi się nie do przeskoczenia.
Z książkowych rzeczy: dziś dotarła do mnie
kolejna książka, którą częściowo już znam z podczytywania oryginału. Tym razem
już będę czytała po polsku „Dom oswojony. Jak stworzyć bezpieczną przestrzeń
dla dziecka z ASD” wydane przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Warto
zajrzeć na jego strony, ponieważ mają spory wybór wartościowej literatury dla rodziców
i specjalistów pracujących z dziećmi z autyzmem.
Jestem pod wielkim wrażeniem. Świetny artykuł.
OdpowiedzUsuń