Etykiety

poniedziałek, 22 lipca 2024

Książeczka ze zdrapkami


Wydrapywanki czy drapanki to jedna z ciekawszych form twórczości. Wymaga sporych umiejętności i zapewnia bardzo zróżnicowane aktywności, bo wymaga rysowania, malowania, a później wydrapywania. Pierwsze dwie czynności bywają dość trudne na początkowym etapie rozwijania umiejętności, więc warto wówczas sięgać po gotowe książki z drapankami. Tych jest na rynku bogaty wybór. Większość bazuje na kreatywnym podejściu jak w tradycyjnych drapankach: można z nich tworzyć wymyślone obrazy. Z tym najmłodsi jednak mają spory problem i świetnym rozwiązaniem są szablony z ilustracjami, a to znajdziemy w fantastycznej serii „Książeczka ze zdrapkami” wydawanej przez Wydawnictwo MD Creative.
Co w nich znajdziemy? Opowieści, zadania i oczywiście zdrapki, ale tu mamy szablony zapowiadające, co kryje się pod ciemnym tłem. Zadanie dziecka polega na stopniowym odkrywaniu ilustracji, dążeniu do wydrapywania poszczególnych elementów, czyli ćwiczenia precyzji w posługiwaniu się patykiem.
Takie ćwiczenie świetnie rozwija wyobraźnię, zachęca do pracy z przedmiotami, które trzeba trzymać tak jak kredkę, pisak czy długopis. Dzięki prostej zabawie przygotowujemy dzieci do pisania. A wszystko dzięki urozmaiceniu ćwiczeń, wprowadzeniu elementu zaskoczenia, zabawy i pewnego rodzaju magii.
Każdej stronie zdrapywanki towarzyszy niedługi tekst wprowadzający do ilustracji oraz zachęcający do rozwiązywania zagadek, obliczania, wskazywania przedmiotów. W ten sposób mamy ciekawą publikację do aktywnego czytania, która po odkryciu zdrapek patyczkiem jeszcze długo posłuży jako czytanka. Wielkim plusem są tu solidne, kartonowe, śliskie strony, które sprawiają, że książeczki są trwałe i można po nich rysować pisakami suchościeralnymi, czyli mieć kolejną zabawę z zakrywaniem i odkrywaniem różnych elementów, a przy okazji ćwiczeniem umiejętności pisania. Dzięki niewielkim rozmiarom doskonale sprawdzą się w czasie podróży, spacerów, pobytów w szpitalach i zabaw w domu.
Zapraszam na stronę wydawcy












Jana Inna "Co by było, gdyby..."


Życie jest sinusoidą z całym mnóstwem niespodzianek. Czasami miłych, czasami przykrych. Szczęście daje poczucie błogości i satysfakcji. Porażki natomiast skłaniają do rozpamiętywania, analizowania doświadczeń, wyborów życiowych, wpływu bliskich na nasz los. I właśnie tak jest w książce Jany Innej „Co by było, gdyby…”.
Bohaterką jest tu czterdziestoletnia kobieta, która właśnie rozwiodła się z mężem. Ten przełom skłania ją do zastanawiania się, w jaki sposób losy bliskich zdeterminowały jej życie. Zosia jest typem bohaterki silnej, mającej cele w życiu. Jej próba wyzwolenia się z losu bliskich.
„Co by było, gdyby Zosia nie była w swoich marzeniach tak powściągliwa? Do końca życia będzie się zastanawiała, jak mogłoby wyglądać ich wspólne życie na trzeźwo...".
Zmiana statusu prawnego skłania bohaterkę do przyglądania się historii całej rodziny. Śledzimy bliższych i dalszych krewnych pochodzących z chłopskiej rodziny, ich marzeniom, wartościom, jakimi się oddawali, pracy i powolne staczanie się w alkoholizm. Niewinne młodzieńcze picie zmienia się w codzienne zalewanie się, kończące się śmiercią przed przejściem na emeryturę. Zadaje sobie pytanie jak wyglądałoby jej życie, gdyby wcześniej zauważyła symptomy, wcześniej zawalczyła o krewnych. Tylko, czy my mamy wpływ na innych? Czy każdy sam dokonuje w życiu wyborów i musi ponieść konsekwencję obranych dróg?
Zosia przekonuje się, że każda decyzja może prowadzić do zła, będzie początkiem staczania się. Zostanie w domu skończyłoby się piciem ze starszymi męskimi krewnymi, edukacja w mieście też kończy się alkoholizmem. Dostrzega jak bardzo rodziny i społeczeństwo jest zależne od używek dających pozorną wolność. Złudne poczucie szczęścia jednak szybko mija przynosząc rozczarowanie, kaca, przepijanie majątku, stratę pracy, społeczne staczanie się. Czy powinniśmy takim osobą pomagać, ciągnąć ich jak balast za sobą.
Zosia pochodząca z wielodzietnej rodziny chłopskiej, w której alkohol był jedyną formą rozrywki to przykład heroicznej bohaterki, nad którą właśnie przez wielopokoleniowe wybory wisi fatum. Z tego powodu próba wyrwania się ze swojego środowiska, znalezienie sobie celu jest utrudnione. Ciągnięta w dół próbuje utrzymać się na powierzchni, której kontakt pozwala jej na spojrzenie na bliskich z dystansu, zadania sobie pytań o to, czym jest uzależnienie i jak mu zapobiegać. Czy uda jej się pójść inną drogą i nie zostać porwaną przez ostry nurt alkoholizmu? Czy ten dystans uchroni ją przed błędami? Czy posiadanie celów w życiu wystarczy?
Alkoholizm pokazany jest tu jako choroba społeczna, czyli wciągająca kolejne jednostki w swoją sieć, uniemożliwiającą wydostanie się z niej. Zobaczymy jak zdradliwa jest to przypadłość, jak degraduje relacje międzyludzkie, niszczy ludzi, prowadzi do biedy, agresywnych zachowań. Obserwujemy jak całe wsie ulegają wpływowi etanolu, ludzie dają się porwać poalkoholowemu pijaństwu.
„Co by było, gdyby” to nie tylko opowieść o życiu Zosi i Mateusza, ale też o ich bliskich, determinowaniu losu człowieka przez wybory krewnych. Przeplatających się drogach, miłości, walce o wyzwolenie z wielopokoleniowej choroby niszczącej społeczeństwo oraz wybaczanie w imię rodzinnego szczęścia i świętego spokoju. W społeczeństwie pijaków trudno trafić na połówkę, która pomogłaby w wyzwalaniu się z błędów przodków.
W powieści mamy wszystkowiedzącego narratora trzecioosobowego. Z jednej strony możemy zachować dystans wobec bohaterki, a z drugiej intensywnie wchodzimy do jej codzienności, poznajemy losy rodziny, jej stosunek do zachowań bliskich, myśli bliskich, zachowania, o których nie wie. Mimo dystansu mamy wrażenie intymności, poznawania skrywanych tajemnic. Historia porywa od pierwszych stron i trzyma w napięciu do ostatniej, pozwala na prześledzenie powodzeń i niepowodzeń rodzinnych, historii miłosnych, radykalnych decyzji, współpracy, wsparcia.


niedziela, 21 lipca 2024

Seria "Magiczny flamaster. Malowanie wodą"


Malowanie wodą ma w sobie coś z magii: coś czego nie widać pojawia się. Zwykle do dzieciaków trafiają proste malowanki wodne, w których elementy posiadające czarne kropki nabierają kolorów, pozwalają zabrać w świat kolorów, uczą operowania pędzlem. Zwłaszcza, że na początku nauka malowania nie jest sztuką łatwą. Dzieci zwykle mają problem z maczaniem pędzla w wodzie, później w farbkach, nanoszeniem w odpowiednich konturach farby. To sprawia, że szybko się zniechęcają do tworzenia, a tym samym ćwiczenia nowych umiejętności: od koncentracji po motorykę małą, bardzo ważną na kolejnych etapach kształcenia. Pierwsze zabawy z pędzlami i malowaniem powinny być bardzo proste, zawierać element magii zaskakującej dzieci i zachęcać do kolejnych eksperymentów z pędzlami. Tu świetnie się sprawdzają malowanki wodne. Mają one jeden minus: raz pomalowany obrazek już na zawsze jest kolorowy. I koniec magii. Do tego kolory się nieco rozmazują, bo nasączone kropeczki to źródło koloru, który może być roztarte pędzlem na inne elementy ilustracji i wówczas mamy małe rozczarowanie. Innym sposobem na podsuwanie takich zachęcających do ćwiczenia rąk są książeczki suchościeralne, ale i one mają pewne ograniczenia: pisak ma tylko określony kolor i to, co stworzą dzieci powstaje dzięki nanoszeniu koloru na matowe, ale nieprzemakalne strony. Tym razem przychodzę do Was z absolutnie fenomenalnymi książeczkami do kolorowania wodą.
Książeczki z magicznym flamastrem to publikacje zabierające nasze pociechy w różne obszary życia. Mamy spotkanie z maszynami, pieskami, kotkami, pojazdami, zwierzętami gospodarskimi. W każdej publikacji znajdziemy piękne ilustracje na śliskich stronach oraz kartę ze szkicem zapowiadającym, co zobaczymy na ilustracji. Po tej drugiej stronie należy pisać wodnym pisakiem, aby ukazał się obrazek. Wielkim plusem tych książeczek jest to, że po wyschnięciu na nowo można po niej „bazgrać”, a w pisaku nigdy nie skończy się woda, bo ją zawsze można uzupełnić. Kiedy białe strony są nawilżone naszym oczom ukazuje się piękny obrazek, który doskonale wprowadza nas w tematykę czytanki. Każdej publikacji towarzyszą proste zadania. Mamy tu wyszukiwanie przedmiotów, wskazywanie czynności, liczenie, nazywanie. Te proste ćwiczenia będą punktem wyjścia do opowiadania, co dziecko widzi na ilustracji. Po wyschnięciu wilgotnych stron zabawa zaczyna się na nowo. Taka zabawa to nie tylko mniej sprzątania dla rodziców, ale także wspomaganie dziecka w pierwszych próbach rysowania i pisania. Białe plany pod wpływem wody zmieniające swój wygląd skutecznie zachęcają do brania do rąk pisaków i mazania, a tym samym ćwiczenia i przygotowywania się do trudnej sztuki pisania.
„Książeczki z magicznym flamastrem to publikacje bezpieczne, kartonowe książeczki  ze śliskimi i matowymi stronami. Odpowiedni format sprawia, że bez problemu mieszczą się one w matczynych torebkach i dziecięcych plecaczkach. Będzie świetną pomocą w spędzaniu czasu w poczekalniach, na piknikach, ale też idealnym materiałem pozwalającym rodzicom wytchnąć, bo tu dziecko praktycznie samo sobą się zajmuje skupiając uwagę na magii pojawiających się obrazków. W czasie zabawy papier nie przemięka, a tusz użyty w książeczkach nie rozpuszcza się i nie plami. Do tego po wyschnięciu można użyć książeczkę ponownie i ponownie. Jak długa będzie jej żywotność? Trudno stwierdzić, ale na pewno zapewni sporą dawkę zabawy. Nawet tym dzieciakom, które już niechętnie sięgają po kredki i pisaki. Magiczne pisaki skutecznie zachęcają do powrotu do zabaw z kredkami i pisakami, czyli pomagają motywować dzieci do pracy.
Poza magicznymi ilustracjami w publikacjach znajdziemy czytanki. I to też jest świetna, aktywizująca pomoc, bo możemy, czytać, angażować dziecko w pokazywanie i odpowiadanie na pytanie, a także ćwiczyć rysowanie. Każdy tom ma inny motyw przewodni, podsuwa inny element naszego otoczenia. Takie książeczki pomagają wzbogacić słownictwo oraz tworzą miłe skojarzenia z książkami.
Zapraszam na stronę wydawcy















sobota, 20 lipca 2024

Bruno Janiszewski "Kręte drogi arkadyjskich zamierzeń"


Życie składa się na ciąg doświadczeń, w których możemy się pogubić, odczuwać z różną intensywnością. Przeżycia rodzą spostrzeżenia i skojarzenia zmieniające się w labirynt pełen zwodnych zakamarków, ślepych uliczek. I tak właśnie ukazany jest los bohatera w książce Bruna Janiszewskiego „Kręte drogi arkaryjskich zamierzeń”.
Użycie słowa „arkadyjski” sugeruje sielankowość, rajskość i taka tu się pojawia. Mamy wędrówkę przez różne bogate w tajemnice miejsca. Doświadczanie znajduje się pomiędzy snem, a jawą, co czyni powieść oniryczną opowieścią drogi. Narrator wydaje się przepływać przez miejsca mu znane. Na nowo nawiedza przestrzenie obrosłe we wspomnienia, napotyka na swojej drodze ludzi, którzy go pamiętają. Jego spotkanie z Innym to zderzenie się, że światem, który zapamiętało się inaczej, ludźmi zatartymi w pamięci i ożywiającymi na nowo wspomnieniami. Przemierzanie bliskich przestrzeni jest niczym pielgrzymka: ma w sobie coś uduchowionego. Z doświadczeń bohatera będącego pierwszoosobowym narratorem przebija nostalgia. Podróżujemy przez pełne zieleni miejsca, ulice, zaułki miast. Trafiamy do Warszawskich Bielan, Sandomierza i Zamościa. W każdym z tych miejsc napotyka postaci podsuwające mu temat natury, egzystencji, trwania, doświadczania życia. Wszystkim wizjom-miejscom towarzyszy kobieta-jawa będąca tajemniczą postacią zagubioną w bólu i rozczarowaniu. Letnie miesiące, intensywność bodźców połączonych z tajemniczymi wydarzeniami i zaskakującymi przejściami sprawia, że mamy wrażenie wchodzenia do świata magicznego, tętniącego wokół tajemnic i przerysowanych skojarzeń.
Powieść Bruna Janiszewskiego przywodzi na myśl twórczość Brunona Schulza, Wojciecha Wyganowskiego, Tadeusza Konwickiego, Alberta Camusa czy Antoine de Saint-Exupery’ego. Tak jak w ich powieściach i opowiadaniach świat się rozmywa i jest tylko zbiorem subiektywnych odczuć mogących prowadzić do zaburzonego postrzegania, wplatającego magię do zwyczajnego życia, czyniącego z niej normalny element. Można stwierdzić, że „Kręte drogi arkadyjskich zamierzeń” to powieść w nurcie realizmu magicznego. Nie ma tu wyrazistej akcji tylko mnogość doświadczeń.
Zapraszam na stronę wydawcy











Szczepan Jeleński "Lilavati"


W matematyce wszystko wydaje się proste i logiczne oraz wolne od niespodzianek, co kojarzy nam się z nudą. Czy tak musi być? Pierwsze doświadczenia z liczbami mogą okazać się fascynującą zabawą przenoszącą do świata wyobraźni i różnorodnych opowieści. Udowadnia to Szczepan Jeleński w swojej książce „Lilavati”. Publikacja jest zbiorem matematycznych anegdot oraz przykładów zadań. Matematyka przedstawiona jest tu jako fascynująca zabawa.
Samym tytułem autor nawiązuje do imienia córki dwunastowiecznego indyjskiego matematyka Bhaskary Aćarja, Lilavanti, która była matematyczką i filozofką. Szczepan Jeleński matematykę prezentuje jako zbiór zagadek, wyjaśnia, w jaki sposób uzyskano określony wynik. Każde zadanie to kilkustronowa opowieść. Autor pokazuje tu, w jaki sposób formę opowiadania można połączyć z matematyką, przeplatać treści, równolegle podsuwać ćwiczenie różnych umiejętności. Z jednej strony osoby sięgające po książkę uczą się czytać ze zrozumieniem, z drugiej koncentrację, trzeciej umiejętność wyłaniania istotnych danych, czwartej analizować je, piątej liczyć.
Każde zadanie pokazuje jak bardzo matematyka może zadziwiać, że czasami dodanie jednego elementu może bardzo zaburzyć ilości cząstek. Mamy tu sporo wskazówek jak się dzielić, jak zyskać na szybkich obliczeniach. Liczby pojawiają się w kontekście realnych przedmiotów, więc wydają się być pozbawione matematycznej abstrakcyjności.
„Lilavati” jest zbiorem opowieści matematycznych, dlatego nie jest to lektura do czytania. To książka do ćwiczenia swojej spostrzegawczości, intelektu, wprawiania się w obliczeniach. Nie będzie to publikacja, którą przeczytacie od deski do deski tylko taka, po którą będziecie sięgać, a po wejściu w kolejną opowieść poświęci się czas na obliczenia, myślenie, czy można było rozwiązać problem inaczej. Piszę o „problemie”, bo każdy bohater stoi przed życiowymi wyzwaniami: podziałem różnych dóbr. Wyzwanie zaczyna się w postaci trudności dokonania takiego podziału. Czasami sprawiedliwość wymaga pożyczenia czegoś od innych. Widzimy tu umiejętność twórczego myślenia, co przekłada się na sporą pomysłowość, współpracy, co wiąże się na włączaniu innych osób do pomocy w zakończenie dylematu, umiejętności dzielenia się i zapłaty za usługę, zgadzanie się na warunki zawartej umowy.
Książka ta podzielona jest na siedem części składających się na rozdziały zawierające anegdoty pozwalające na ćwiczenie bardzo różnorodnych umiejętności matematycznych. Razem z bohaterami przenosimy się do różnych części świata, poznamy różne właściwości liczb. Pojawi się tu też pojęcie liczby magicznej, złudzenia optyczne, dowiemy się jak nasz umysł potrafi nas zwodzić, wejdziemy do świata takich popularnych gier jak szachy, domino, gry karciane, łamigłówki, figle matematyczne.
Dużym plusem tej publikacji jest lekkość wprowadzania do świata matematyki, uświadamiania czytelników, że jest ona wszędzie. Do tego proste wyjaśnienie pozwala na spokojne wchodzenie w zagadnienie, co pozwoli zrozumieć omawiane zagadnienie ubrane w płaszczyk anegdoty. Szczepan Jeleński podsuwając te anegdoty jako spójny zbiór zrobił kawał fantastycznej roboty.
Całość dopełniają bardzo dobrze zszyte strony umieszczone w solidnej oprawie, dzięki czemu książka jest trwała. Zdecydowanie polecam.
Zapraszam na stronę wydawcy









Katarzyna Maludy "Saga warszawska": Panny na wydaniu" i "Podwójne zaręczyny"


Wprowadzanie zmian zawsze jest trudne. Zwłaszcza, kiedy mają one naruszyć wielowiekową tradycję odbierającą prawo głosu osobom, które chcą zrewolucjonizować różne obszary życia. Wymaganie równego traktowania spotyka się z silnym oporem, zniesmaczeniem, złością, frustracją. Neutralizowanie tych emocji nie wymaga użycia siły i agresji tylko konfrontacji, pokazania umiejętności, pewności siebie oraz wiedzy i otwartości na dyskusję. I taką właśnie postawę rewolucjonistek znajdziemy w „Sadze warszawskiej” Katarzyny Maludy przenoszącej nas do XIX wieku. „Panny na wydaniu” i „Podwójne zaręczyny” to historie kolejnych pokoleń silnych kobiet. Niedługo ukaże się „Dom trzech wdów”.
Pierwszy tom, czyli „Panny na wydaniu” pozwala nam na przeniesienie się do czasów tuż po wojnach napoleońskich. Przegrana francuskiego cesarza sprawia, że wielu Polaków jest rozczarowanych i zmuszonych do powrotu do swoich upadających majątków. Wojaczka nie sprzyjała polepszaniu bytu rodzin. Tylko nieliczni w czasie kampanii napoleońskiej nie dali się porwać owczemu pędowi i optymistycznym wizjom, a zamiast tego dostrzegali jak wiele Polacy muszą z siebie dać, jak bardzo są wykorzystywani przez francuskiego wodza. Dla nich patriotyzm to nie bezmyślna walka tylko rozsądne gospodarowanie majątkiem i ciążka praca. Jednym z nich jest mieszkający w Kiernozi hrabia Hieronim Żarski, który z powodu pozostania w majątku przyjął pod opiekę także okoliczne. Dało mu to duże możliwości wprowadzenia zmian, polepszenia warunków życia chłopstwa, zadbania o lepsze rezultaty ich pracy oraz zmniejszenie przemocy. Walki jednak się skończyły i nastał czas powrotów oraz rozliczeń, a także zmierzenia się z opiniami mieszkańców okolic. Żarski czuje, że może mieć z tym duży problem i to nie przez spowodowanie strat, ale powiązaniach rodzinnych z jedną z największych skandalistek, czyli Marią Walewską, a później hrabiną d’Ornano, która była kochanką Napoleona Bonapartego, ale jeszcze przed ślubem zyskała złą sławę. Podobieństwo jedynej córki do tej siostry jego żony sprawia, że hrabia na wszelki wypadek umieszcza dziecko w szkole przyklasztornej z myślą o uczynieniu z niej zakonnicy. Szyki krzyżują mu warunki testamentu, dlatego ściąga bogobojną Helenę do domu. Jakby złych doświadczeń było mało do majątku zajeżdża Florentyna Glińska, która była damą do towarzystwa zmarłej Marii Walewskiej i żąda wglądu do prowadzonych przez hrabiego ksiąg. Czeka go też rozliczenie się z Łączyńskimi z zarządzania majątkiem.
Początek powieści to zderzenie światów: patriarchalnego (w którym mężczyzna musi dbać o pozory i dyskryminuje kobiety, zarządza nimi jak elementem majątku), wyemancypowanego (w którym kobieta nie boi się tego, co sobie o niej myślą inni tylko dąży do bycia szczęśliwą oraz niezależną), a także bogobojnej panienki tresowanej na posłuszną przez zakonnice. Wprowadzony do dworku powiew nowości, dystansu, umiejętności spojrzenia na drugiego człowieka przez pryzmat jego zalet i korzystania z doświadczenia pozwala na dokonanie wielu zmian oraz stawienie czoła czekającym ich w niepewnych czasach niespodziankom serwowanym przez zaborcę. Akcja jest ciekawa, podsuwa ważne problemy społeczne, pozwala na inne spojrzenie na przyzwyczajenie, modę, dbanie o pozory, uprzedzenia, współpracę, szacunek, motywowanie innych, zarządzanie majątkiem oraz pracującymi. Bohaterzy wprowadzają w swoim życiu i otoczeniu wiele zmian. Każda postać jest tu inna, wyrazista, ma własny bagaż doświadczeń, miejsce w skomplikowanej drabinie społecznej oraz stosunek do tradycji i nowości. W czasie akcji ewoluują. Szczególnie wyraziste jest to w przypadku staroświeckiego hrabiego Żarskiego dbającego o pozory i przywiązanego do starych zasad oraz mody. Panna Florentyna jest tu całkowitym przeciwieństwem. Jej pojawienie się w dworze wywołuje sporo zamieszania. Spokojne życie mieszkańców majątku zostaje ożywione. Oceniana przez otoczenie jako stara panna jest tu kobietą dojrzałą oraz doskonale wiedzącą, czego oczekuje od życia, a także potrafiącą kochać, pomagającą młodej panience w wyzwalaniu się z wpojonych w szkole nawyków. Na horyzoncie pojawia się tajemniczy mężczyzna, drukarnia ulotek patriotycznych oraz pierwsza miłość.
„Podwójne zaręczyny” pozwala nam na poznanie kolejnego pokolenia niezależnych kobiet. Tym razem na plan pierwszy wysuwa się Magda Żarska, której ubogą rodziną kilkanaście lat wcześniej hrabia się zaopiekował dając szansę na wykształcenie i pracę w charakterze nauczycielki. Pierwsze strony opowieści zaczynają się bardzo optymistycznie, ponieważ panienka zarobiła pierwsze pieniądze, z czego jest bardzo dumna. Powrót do domu we mgle zakłóca tę radość, ponieważ Magda staje się świadkiem „wypadku” Klementyny Tańskiej. Razem z Julianem Sucheckim (wykładowcą i publicystą) zaczyna śledztwo, aby wyjaśnić zepchnięcie słynnej nauczycielki pod koła pędzącego powozu. Kolejne zdarzenia utwierdzają ich, że wcześniejsze nie były przypadkiem i komuś zależy, aby przebojowa i kontrowersyjna nauczycielka zginęła. Do śledztwa włączają się niesforni bracia Feliś i Maryś (uczniowie gimnazjum, wnuki hrabiego Kazimierza Walewskiego), którzy swoimi pomysłami wprowadzą sporo zamieszania i humorystycznych sytuacji.
Akcja staje się pretekstem do pokazania nam jak przed 200 laty wyglądała Warszawa, jakie postacie były znane. Poznajemy polityków, żołnierzy, artystów, aktywistów. Szczególnie dużą rolę odgrywają sufrażystki i przyszłe pisarki. Widzimy realia życia tuż przez powstaniem listopadowym (1828-1830), nastroje społeczne, gromadzenie się wokół osób mogących wspomóc zmiany. Zauważamy jak bardzo ostatnia wojna zmieniła sytuację kobiet i wyzwoliła w nich chęć intensywniejszej walki o dostęp do wartościowej edukacji, możliwości zarabiania, samodzielności. Katarzyna Maludy podsuwa tu też problem wartości edukacji, pokazuje jak wiedza może pomóc w zdobywaniu środków do życia. Tło historyczne nakreślono ciekawie, podsunięto ważne wydarzenia. Obserwujemy konspirację, reakcję ludzi na politykę Nowosilcowa, postawy patriotyczne Polaków.
Katarzyna Maludy w „Sadze warszawskiej” w ciekawy sposób pokazała codzienność różnych grup ludzi. Akcja od pierwszych stron trzyma w napięciu, bohaterzy doświadczają wielu wyzwań, muszą stawać czoła przeciwnościom losu. Pisarka przemyca tu też opowieści o XIX wiecznej kuchni, upodobaniach kulinarnych, napitkach, zabawach, nowinkach i reakcji ludzi na nie. Pisarka świetnie oddała klimat tamtych czasów.
Ważnym tematem w obu tomach jest sytuacja kobiet w społeczeństwie, walka z ubezwłasnowolnianie przez męskich członków rodziny. Katarzyna Maludy przypomina jak bardzo szkodliwa jest zależność od kaprysów mężów i ojców, brak możliwości dysponowania własnym majątkiem oraz decydowania o wykształceniu i pracy. Pięknie nakreślono tu sylwetki takich kobiet jak Klementyna Tańska oraz zbuntowana uczennica Narcyza Żmichowska. Pisarka uświadamia, że zmiany nie pojawiają się same. O prawa trzeba walczyć. Do tego dobitnie pokazuje, że równouprawnienie zaczyna się w domu, w relacjach z domownikami, ich umiejętnością docenienia wiedzy i talentów.
„Saga warszawska” Katarzyny Maludy to wciągająca i poruszająca opowieść o zmianach, patriotyzmie, pracy, zaangażowaniu w dobro społeczne, dążeniu do różnorodnych wyzwoleń.





czwartek, 18 lipca 2024

Ada Kussowska "O, Ida!"


Pandemiczne obostrzenia zmieniły biurowy dress code z eleganckiego na wygody, aby szybko zamienić go zaniedbanym. Powrót z pracy zdalnej do biurowej może być trudny. Zwłaszcza, kiedy otaczają nas przez lata oglądane twarze, a w firmie nie mamy co liczyć na awans, więc nie ma sensu się starać. Pozostaje rozdarcie: tkwić w tych realiach czy dać sobie szansę na zmiany? Co może się stać kiedy opuścimy strefę komfortu? To możemy zobaczyć w książce Ady Kussowskiej „O, Ida!”.
Do powieści wprowadza nas obraz popandemicznej bylejakości, zapuszczenia się, domowego zdziczenia i powolne próby wyjścia z tego. Nie jest to łatwe. Do tego bohaterki są nieco zniechęcone pracą. Oczywiście do czasu, kiedy nadarza się okazja do zmiany miejsca zatrudniania, znalezienie nowego celu, dania sobie szansy na awans. Trzy przyjaciółki Ida, Natalia i Bernadetta razem pracują w korporacji. Są inteligentne, ironiczne, przebojowe i wiele osiągają w życiu zawodowy. O prywatnym niewiele wiadomo. Jedno jest pewne: są zadowolone z własnych osiągnięć i wsparcia bliskich. Dzięki temu mają sporą samodzielność, bo ich życie wolne jest od trosk o czynsz lub raty kredytu. Własne mieszkania dają im swobodę i prywatną przestrzeń. Ciasne, ale własne. Wolność finansowa pozwala im na luźniejsze zarządzanie finansami, czyli mogą pozwolić sobie na małe i duże podróże. Po powrocie do pustych mieszkań muszą podjąć decyzję, czy są wolne czy samotne. Wychodzi jednak na to, że do pełni szczęścia czegoś im brakuje i może to dać tylko druga osoba: czułość, bliskość, miłość. Tylko jak to znaleźć, kiedy nawet się nie szuka i dawno pogodziło się ze swoją sytuacją? Co zrobić jeśli zegar biologiczny tyka i każda przypomina sobie, że jednak chciałaby mieć dziecko, ale nie ma z kim? Tymi pytaniami nie zawracają sobie za bardzo głowy. Skupiają się na codzienności i wyzwaniach jakie ona niesie. A pojawi się ich sporo. Zwłaszcza, że do polskiej filii zajrzą zagraniczni goście. Na drodze kobiet staną też mężczyźni, z którymi zaczną się umawiać w tajemnicy przed przyjaciółkami.
„O, Ida!” to lekka, zabawka lektura. Słowotok bohaterek wciąga od pierwszej strony i podsuwa ironiczne spojrzenie na świat. Bohaterki potrafią popatrzeć na siebie z ironią. Język jest żywy, niesie za sobą sporo skojarzeń, a szybka akcja obfituje w humorystyczne elementy podkreślone autoironią. Celne riposty, ciekawie podsumowane zachowania osób należących do różnych pokoleń i wplatanie przeszłości w postaci licznych dygresji sprawia, że jest to powieść pędząca niczym nurt górskiego strumienia, aby z czasem lekko spowolnić i połączyć się z innymi. A tu tylko innymi jest akcja tocząca się wokół wszystkich przyjaciółek i ich planów.
Do historii wprowadza nas zabawna scena z teleturnieju, w którym pada pytanie o korpożula. I właśnie od tego Ida zaczyna snuć opowieść o sobie i swoim korporacyjnym życiu, które nie jest ani nudne, ani przewidywalne. Podsuwany przez Adę Kussowską humor jest subtelny. Autorka nie rzuca wulgaryzmami by zaskoczyć lub zszokować czytelnika, ale trafnymi porównaniami, zestawieniem pragnień z czynami. Akcja z biurowego życia przesuwa się w kierunku oprowadzania gości z Niemiec, randek z aplikacji, by wylądować na wakacjach. A tam wszystko może się zdarzyć. Łącznie z przesunięciem komediowej obyczajówki w kierunku lekkiego erotyku, a mężczyźni zaczynają do bohaterek lgnąć. A wszystko po to, aby wyjaśnić podsunięte na początku pojęcie korpożula. Dokąd nas te objaśnienia zaprowadzą? Przekonajcie się sami. A ja nie mogę doczekać się kolejnego tomu.
Dużym plusem tej książki jest pokazanie Katowic jako miejsca ciekawego, obfitującego w nowe budynki, dającego spore szanse młodym ludziom. Aż chce się tam pojechać i zobaczyć opisane w powieści miejsca.
Zapraszam na stronę wydawcy