Etykiety

poniedziałek, 11 kwietnia 2022

Katarzyna Barcikowska "Tajemnica szopy nad Wigrami"


Wstawanie na wakacyjną wyprawę jest dużo przyjemniejsze niż w czasie roku szkolnego, kiedy każdy dzień to całe mnóstwo wyzwań. I tak też uważa Józefinka, które nie może zwlec się z łóżka do czasu, kiedy mama przypomni jej, że czeka ją wyprawa w ulubione miejsce, czyli nad Wigry, gdzie mają spędzić wakacje pod namiotem. Znajdujące się na terenie Wigierskiego Parku Narodowego to miejsce odwiedzane przez rodzinę każdego roku. Jednak dopiero tym razem będą mieli okazję poznać dawnych mieszkańców okolic jeziora.
W sielankowo zapowiadających się wakacjach pojawia się tajemnica. Nad jeziorem pojawia się tajemnicza szopa, która przyciąga uwagę przyjezdnych. Spędzanie czasu na łonie natury to świetny pretekst do zabaw, ale też i odkrywania tajemnic, poznawania przeszłości. Razem z dzieciakami dowiadujemy się sporo ciekawostek o Jaćwingach, ich pokrewieństwie z Prusami i Litwinami. Pojawią się tu ciekawe historie o polskich monarchach oraz Krzyżakach i wikingach. A wszystko za sprawą Janka uwielbiającego poznawać historię tych dawnych ludów. Właśnie z tego powodu wszyscy nazywają do Skirmuntem. Kiedy w nowej, dziwnej szopie dzieją się dziwne rzeczy (tajemnicze odgłosy) dzieci postanawiają rozwiązać zagadkę, a przy okazji poznają całkiem spory wycinek historii, o której zwykle w szkole się nie uczymy.
Katarzyna Barcikowska zabiera nas w świat zadziwiających i niekoniecznie bezpiecznych pomysłów młodych bohaterów, którzy będą budowali pułapki, śledzili podejrzanych i w dziwny sposób myli się. Wakacyjną codzienność przeplatają spore dawki wiedzy o przeszłości. Autorka pozwala młodym czytelnikom lepiej poznać zadziwiającą historię tych ziem. Wszystko to okraszone sporą dawką humoru. Akcja odzwierciedla tu zwyczajną codzienność dzieciaków. Nie ma tu skupienia się na głównym wątku. Dzieje się tu wiele różnych rzeczy pobocznych. Ot taka wakacyjna, wolno płynąca codzienność urozmaicona wyobraźnią i pomysłami dzieci. A te potrafią mieć niezłą fantazję. Zwłaszcza, kiedy postanawiają kogoś upolować. Widzimy jak wykorzystują ręcznik, wiadro i olej do schwytania intruza. A to tylko jeden z wielu niekoniecznie bezpiecznych pomysłów.
Opowieść napisana jest bardzo przystępnym językiem. Niezrozumiałe pojęcia wyjaśnione. Młody bohater z całą gamą pomysłów i innym spojrzeniem na świat traktowany jest tu całkiem poważnie. Wyczyny dzieci bywają pokazane jako przestroga dla młodych czytelników.
Pisarka zabiera nas do świata dzieciaków w różnym wieku. Widzimy tu jak pięknie potrafią one ze sobą współpracować i jak bardzo spontanicznie się uczą. Wystarczy dać im sporo przestrzeni i podsunąć zagadkę. Młodzi czytelnicy razem z bohaterami odkryją, że każde miejsce i każde dziwne zjawisko to świetny pretekst do poznawania przeszłości.










Małgorzata Nowodworska "Paparazzi kropka com"


Świat show biznesu nęci. Życie w świetle reflektorów wydaje się atrakcyjne, wygodne i zapewniające dobre zarobki. Sława tworzy pozory lekkości, uwagi wszystkich. Rozrywkowe programy typu talent show były swoistą przepustką do świata gwiazd. Wokalne konkursy pozwalały widzom na zobaczenie osób z różnym poziomem umiejętności muzycznych. Znane konkursy bazowały na opinii jurorów, a w finale oddawały gwiazdy w ręce widzów (to oni mieli podjąć, kto wygrywa). Zwycięstwo zapewniało wydanie płyty i promocję na rynku muzycznym. Właśnie w takiej otoczce toczy się akcja powieści Małgorzaty Nowodworskiej „Paparazzi kropka com”.
Pisarka wprowadza nas do trudnego świata rywalizacji. Patrzymy na to, co dzieje się już od koniec programu. Widzimy sukces młodej kobiety i razem z nią cieszymy się tym jej osiągnięciem. Jesteśmy świadomi jak wiele pracy ją to kosztowało. Utalentowana muzycznie Laura to przeciętna nastolatka, która powoli wchodzi w dorosłość. Wydawałoby się, że to najlepszy moment na karierę i wykorzystanie talentu. Ma szansę na lepszą przyszłość, wspaniałe zarobki. Konkurs angażuje całą rodzinę. Rodzice zawsze ją wspierają, dbają o to, aby na czas docierała na próby, a po wygranej do telewizji na wywiady. Początki kariery mają jednak swoją cenę. Nią jednak bohaterka się nie martwi, bo studia zawsze można troszkę odłożyć. Szybko okazuje się, że to nie najwyższa cena. Są rzeczy ważniejsze, które można stracić przez wścibstwo paparazzi.
Małgorzata Nowodworska snuje pozornie lekką opowieść. Czytelnik jednak szybko odkryje, że to tylko pozory. Do tego widzimy z jak wieloma zwykłymi dylematami ma do czynienia bohaterka. Pojawia się tu pierwsza miłość, rozterki, problemy wynikające z fantazjowania dziennikarzy. Sen o spełnieniu marzeń szybko przeradza się w koszmar, w którym Laura nie ma chwili wytchnienia, bo każdy jej ruch jest kontrolowany i oceniany oraz często błędnie interpretowany. Do tego dochodzi mniejsza ilość czasu dla bliskich oraz kłamstwa w najbliższym gronie. Laura jednak będzie dbała o to, aby więzi nadal trwały. Do tego pojawią się miłosne dylematy, bo chłopak, który jej się podoba jest w związku z dziewczyną, która jest w ciąży. Dokąd zaprowadzą ją kłamstwa bliskich?
„Paparazzi kropka kom” to z jednej strony opowieść o zdradzie, wyzwaniach, uciążliwych dziennikarzach, a z drugiej o pielęgnowaniu relacji z innymi ludźmi, empatii, docenianiu tego, co dają nam inni. Pozornie lekka i niedługa lektura wciąga, a bardzo życiowe zakończenie zdecydowanie zaskakuje czytelnika.
„Paparazzi kropka com” to słodko - gorzka historia przestrzegająca przed zachłyśnięciem się sukcesem oraz uświadamiająca nam, że z boku świat gwiazd może wyglądać ciekawie. Jednak to mogą być tylko pozory, bo bezwzględni fotoreporterzy wywrócą życie do góry nogami. Przy okazji poruszania kolejnych sensacji z życia dziewczyny nie zabraknie pokazania mechanizmu hejtu. Utalentowana nastolatka ufnie wchodzi w świat gwiazd i trudno jej przywyknąć do tego, że teraz każdy jej krok jest obserwowany przez czujny obiektyw aparatu fotograficznego potrafiącego wychwycić najbardziej ciekawe tematy.
Małgorzata Nowodworska porusza wiele ważnych i trudnych tematów. Wchodzimy tu w świat problemów młodzież, widzimy jak sobie z tymi wyzwaniami radzą. Ich świat wcale nie jest prostszy od tego dorosłych. A i rodzice potrafią dostarczyć wielu rozterek.



















Bożena Bobrzyk-Stokłosa "Niedźwiedzi świat Olmisi" il. Magdalena Babińska


Dorastanie to ciągła nauka wielu cennych umiejętności i mierzenie się z licznymi wyzwaniami, które są pretekstem do uczenia się innych rzeczy niż nam się na pierwszy rzut oka wydaje. Bożena Bobrzyk-Stokłosa uświadamia nam, że rozwój zawsze jest pojęciem bardzo szerokim i obejmującym wiele nieoczywistych aspektów.
„Niedźwiedzi świat Olmisi” to siedem ciepłych opowieści pokazujących nam dylematy, z jakimi mierzy się mała bohaterka, którą poznajemy przy okazji wątpliwości związanych z cechą szczególną. Olmisia ma kilka lat, chodzi do przedszkola i ma specyficzną bliznę, na którą ktoś z rówieśników zwrócił uwagę. Rodzice tłumaczą jej, że każdy jest inny, każdy ma swoje wyjątkowe cechy i nie ma dwóch takich samych misiów. Młodzi słuchacze lub czytelnicy odkryją, że każdy z nas miewa znaki szczególne. Jedne są mniej, inne bardziej widoczne. One nie sprawiają, że jesteśmy lepsi lub gorsi. Ważne, aby akceptować swój wygląd oraz wiedzieć, że on nie wpływa na to jacy jesteśmy, bo jedni mogą mieć blizny, znamiona, plamki, a inni wolniej lub szybciej rosnąć, nosić okulary. Do tego poruszono tu temat samodzielności, przygotowywania się do ruszenia w świat, ale bez nacisku, że trzeba to zrobić już, teraz i z pokazaniem, że takie wyjście pozwala na poznanie drugiej osoby, która będzie nam bliska i z którą będziemy szczęśliwi. Misie muszą same dojrzeć do tej poważnej decyzji, więc nie muszą martwić się na zapas, bo mają sporo czasu na naukę. Olmisia odkrywa też, że czasami zdobywanie nowych umiejętności bywa długie i bolesne, ale to nie znaczy, że musimy się poddawać, bo to, co nas przeraża dla innych może być łatwe, a to, co dla nas jest łatwe może przerażać innych. Mała bohaterka uczy się też, że złe jest śmianie się z cudzych porażek oraz gniewanie z powodu przegranej jest złe, bo nie istotne jest to, jak nam określona czynność wychodzi, ale to, co nam daje, czyli możliwość spędzenia czasu z bliskimi, uczenia się od innych.
Każdą z opowieści poprzedza wyjaśnienie, o czym ona jest. Podobnie jest też w spisie treści, dzięki czemu łatwiej będzie nam sięgać po publikację w przypadku trudniejszych chwil, wykorzystywanie jej jako pomocy terapeutycznej, wsparcia w wyjaśnieniu trudnych tematów oraz nauce akceptacji siebie i innych. Opowieści o Olmisi zabierają nas do świata ciepłych relacji i cierpliwości.
Publikację wzbogacono pięknymi, prostymi ilustracjami Magdaleny Babińskiej. Duża czcionka, niedługie teksty i piękna strona graficzna sprawiają, że dzieci chętnie sięgają po czytankę. Całość dopełniają zszyte strony i solidna, kartonowa oprawa, dzięki czemu książka jest trwała i estetyczna.
Jest to jedna z tych publikacji, która powinna znaleźć się w gabinecie psychologa dziecięcego, pedagoga i w dziecięcych biblioteczkach, ponieważ poruszane w niej tematy są uniwersalne i chyba każde dziecko musiało zmierzyć się z takimi problemami jak bohaterka. Czytanka terapeutyczna pozwoli na nieco inne spojrzenie na własne problemy.












Niepełnosprawność wyklucza

Terapie terapiami, wizyty wizytami, ale największy przemilczany problem w przypadku niepełnosprawności to ten związany z finansami. Większość opiekunów niepełnosprawnych osób (nie tylko dzieci), którymi trzeba opiekować się całą dobę nie ma możliwości podjęcia zajęcia zarobkowego, bo jeśli się opiekują to zwyczajnie nie mają możliwości wyjścia z domu i zostawienia takiej osoby. Niepełnosprawny to nie kot czy pies, którego zamknie się i pójdzie na 8 h do pracy (z dojazdami robi się 10). Niestety sytuacja finansowa często zmusza ludzi do podjęcia takiej decyzji. A później całe tłumy oburzonych, że jak rodzina mogła zostawić. Jeszcze, o ile w przypadku dzieci takie decyzje nie są podejmowane ze względu na obowiązujące przepisy to już w przypadku dorosłych niepełnosprawnych wymagającej całodobowej opieki (praca na 3 etaty!) ludzie częściej kierują się aspektem finansowym, bo terapie i lekarstwa oraz dowóz do specjalistów tani nie jest, a samemu też z czegoś trzeba żyć. Niby istnieje możliwość otrzymania świadczenia pielęgnacyjnego za takiego rodzaju pracę, ale obłożone jest to wieloma wymogami: brak innego zajęcia zarobkowego i konieczność spokrewnienia. Patrząc na badania socjologów, którzy zauważają, że w kwestii opieki nad starszymi nic się nie zmieniło, bo w większości przypadków (nadal ponad 98%!) opiekują się kobiety. O ile rodzice córek mogą spać spokojnie, bo one mogą dostać świadczenie (wymóg pokrewieństwa) i same kobiety zarabiają mniej, więc zmiana źródła dochodu nie wydaje się, aż tak bolesna to już teściowie niestety nie, bo coraz więcej kobiet jednak odkrywa, że wcale nie musi się poświęcać. Zwłaszcza, że jako niespokrewnionym świadczenie się nie należy, więc zostają bez jakiegokolwiek źródła dochodu. Coraz więcej bierze pod uwagę, co będzie z nimi, kiedy po takim poświęceniu zostanie z niczym, bo ani nie dostaną wypłaty, ani nie będą miała wypracowanych odpowiedniej ilości lat składkowych, a jeszcze przecież po takim obciążeniu psychicznym mąż może stwierdzić, że woli młodszą i bardziej spontaniczną i pozytywniej nastawioną do życia. Kulturowo nadal jesteśmy krajem, w którym mężczyźni wolą chodzić do pracy niż opiekować się innymi. Przepisy powinny zachęcić ich do innego postępowania (to synowie mogą dostać świadczenie, a nie synowe), ale który mężczyzna zrezygnuje z kilkukrotnie wyższej pensji niż proponowane świadczenie, do którego nie można dorobić i zwyczajnie w ramach rodziny wymieniać się obowiązkiem opieki? Dlaczego opieka przypisywana jest do jednej osoby? Myślicie sobie, że można oddać taką osobę do zakładu opieki/ domu starców? To zorientujcie się, ile trzeba czekać na miejsce i za nie zapłacić. Dlaczego takiej kwoty nie dostaje rodzina opiekująca się niepełnosprawnym? Dlaczego, kiedy żyje dwoje rodziców to dzieci na ich opiekę nie mogą dostać wsparcia? A co jeśli ta dwójka wymaga całodobowej opieki? Tych pytań zwykle nikt sobie nie zadaje dopóki nie ma w rodzinie osób potrzebujących pomocy.
Ale to jeden z problemów. Innym jest wysokość rent, emerytur oraz ilości osób niepełnosprawnych na rynku pracy. To sprawia, że dostając głodowe wsparcie coraz mocniej wypychani są poza margines. Rodzina z osobą niepełnosprawną jest kilkanaście razy bardziej narażona na ubóstwo niż taka, w której owego problemu nie ma.
I tu bardzo dobrze sprawdzało się wsparcie w postaci 1% z podatku, które powoli zaczyna być systematycznie likwidowane przez miłościwie nam panujących. Ponoć ma być zastąpione pomocą przyznawaną przez urzędy. A jak owa pomoc urzędów wygląda to już każdy z Was wie najlepiej.
Kolejna rzecz: nawet jeśli dostało się ten 1%, darowizny to zwykle na niepełnosprawną osobę wydaje się takie kwoty, że starcza od wypłaty do wypłaty. I tu bardzo łatwo stracić płynność finansową. Wystarczy jeden czy dwa wydatki, które zaskoczą rodzinę, a nawet kilka źle wystawionych faktur, które pomogłyby rozliczyć się z fundacją i uzyskać zwrot pieniędzy na zakupione rzeczy, usługi.


Katarzyna Wierzbicka "Duże troski małych zwierzątek"


Czasami wydaje nam się, że problemy naszych dzieci są małe, nieistotne. Nic bardziej mylnego. Są one olbrzymie, bo organizują ich świat. Do tego kształtują to, w jaki sposób nasza pociecha w przyszłości będzie sobie radziła z różnymi wyzwaniami. Każdy dzień niesie nowe doświadczenia, staje się pretekstem do nauki nowych rzeczy. Nawet jeśli wydaje nam się, że niczego poza zabawą nie ma w codzienności naszych pociech, ale to właśnie w ten sposób dzieci uczą się najwięcej. Bardzo wiele zależy od nas czy będą mogły pozbywać się lęków, przepracować swoje postawy, otworzyć się na innych i rozwinąć cierpliwość i asertywność. Katarzyna Wierzbicka uświadamia nam z jak wieloma wyzwaniami mamy do czynienia. Uczy także rodziców, w jaki sposób powinni pracować ze swoim dzieckiem, bo czymże innym są opowieści o dobrych relacjach w rodzinach jak nie wzorcami dla wszystkich czytelników?
„Duże troski małych dzieci” to ciepłe opowieści pokazujące, że każdy rodzic wychowuje swoje dziecko najlepiej jak potrafi. Nie zawsze się to udaje, bo czasami dziecko ponoszą emocje, a czasami dorośli nie mogą nad nimi zapanować, ale najważniejsze jest staranie się, dawanie poczucie ciepła, bezpieczeństwa, miłości i budowanie pewności siebie. Pisarka pokazuje nam dziecięcy świat pełen różnorodnych wyzwań, które nam – dorosłym – mogą wydawać się banalne, ale tak naprawdę są bardzo ważne i niesamowicie duże znaczenie ma nasze odpowiednie podejście do przepracowania tych problemów.
„Różnimy się od siebie. Wszyscy jednak jesteśmy równie ważni i potrzebni. A różnice między nami sprawiają, że życie jest ciekawsze”.
Bohaterami opowieści są różnorodne zwierzęta uosabiające odmienne charaktery oraz talenty dzieci. „Duże troski małych zwierzątek” to przede wszystkim opowieści o tym jak niesamowicie ciekawie jest w takim różnorodnym świecie i co nam te różnice dają. Poza różnicami mamy wiele cech wspólnych, przeżywamy podobne dylematy i to one są tematami kolejnych przygód. Kolejne tematy, na których skupia się pisarka to pokazanie uniwersalnych lęków oraz trosk. Z tego powodu opowieści te są świetnym materiałem terapeutycznym , który możemy wykorzystać, gdy ono lub rówieśnik ma problem z zasypianiem, pojawia się temat dyskryminacji, wykluczania, dokuczania, dziecko jest rozczarowane utratą najlepszego kompana zabaw oraz brakuje mu cierpliwości oraz maluch mocno przeżywa relacje między rodzicami.
Przygodę z bohaterami zaczynamy od poznania zajączka bojącego się ciemności. Świat, którego nie może dostrzec po zgaszeniu światła wydaje mu się groźny. Ale czy na pewno taki jest? Oczywiście, że nie! W kątach nie kryją sią żadne stwory, a pokój nie zmienił się, kiedy zgaszono światło. Widzimy tu rodziców tłumaczących mu, że to, czy mamy włączone czy wyłączone światło nie wpływa na wygląd otoczenia, a później dostajemy scenkę czułego usypiania z lekturą przed snem. Kiedy zajączek nie skupia się na tym, czego się boi szybko zasypia.
Poznamy tu też wiewiórkę porównującą się do innych i z tego powodu jednych traktuje lepiej, a przez innych sama traktowana jest gorzej. Czy na pewno tak musi być? Z kolei miś odkryje, że prawdziwego przyjaciela nie poznaje się wtedy, kiedy on nie ma się, z kim bawić, ale wtedy, kiedy wszyscy mogą się bawić. Rodzice tłumaczą mu też jaką pułapką jest zmienianie się tylko po to, aby inni nas lubili. Natomiast mały bóbr przestraszy się kłótni rodziców i odkryje, że dorośli też czasami mają problem z emocjami, ale to nie znaczy, że przestają go kochać. Mały pająk pomoże przybliżyć problem niecierpliwości i podpowie naszym dzieciom jak łatwiej czekać na daną rzecz. Wspólne spędzanie czasu niekoniecznie musi być tylko zabawą.
Widzimy, że każdy dzień przynosi tu cenną lekcję, którą warto wykorzystać, aby przepracować naprawdę bardzo ważne tematy. Na 56 stronach znajdziemy 5 pouczających opowieści, w których pisarka pokazuje, w jaki sposób negatywne emocje zastąpić pozytywnymi, jak uporać się z lękami i poczuciem samotności, odrzucenia, a także potrzebą skupiania na sobie uwagi i przeświadczeniem, że możemy kogoś gorzej traktować tylko dlatego, że wydaje nam się nie mieć ważnych dla nas cech.
„Duże troski małych dzieci” to opowieści edukacyjne zabierające młodych słuchaczy i czytelników do świata pozytywnych postaw. Dorastanie tutaj wiąże się z uczeniem się otoczenia oraz akceptowaniem własnych emocji, a także dostrzeganie w sobie i innych osób ważnych i wyjątkowych. Katarzyna Wierzbicka znana jest z takich właśnie pouczających opowieści. „O królewiczu, który się odważył” było nagrodzonym w konkursie Piórko debiutem. W „Elfie do zadań specjalnych” wprowadziła nas w świat dziecięcych wyzwań i dylematów. „Duże troski małych zwierzątek” doskonale wpisują się w jej twórczość i mam nadzieję, że już niedługo pojawią się kolejne jej książki. Dla dorosłych czytelników trafiło urban fantasy „Tajne przez magiczne”, a sama autorka prowadzi też bloga „Madka roku”
Poza tymi merytorycznymi zaletami mamy tu dużą czcionkę, dobrze zbudowane zdania, dzięki czemu czytanie na głos sprawiało mi wielką przyjemność. Całość dopełniają piękne ilustracje, które skutecznie przyciągną wzrok przedszkolaków oraz zachęcą do samodzielnego czytania. Moja córka każe sobie czytać w czasie tworzenia i widziałam, z jakim zainteresowaniem zerkała, aby przyjrzeć się rysunkom. Proste ilustracje Magdaleny Babińskiej pełne są ciepłych kolorów i pomagają młodym czytelnikom przenieść się do świata bohaterów. Całość dopełniają bardzo dobrze zszyte strony oraz piękna, solidna, kartonowa okładka.










sobota, 9 kwietnia 2022

Smycz automatyczna


Jestem uczulona na właścicieli psów prowadzących czworonogi na automatycznej smyczy sznurówkowej (wiecie, tej rozwijanej i mogącej osiągnąć 10 m). Idzie zwykle taki właściciel i udaje, że nie widzi, co robi jego pies, a kochany psiaczek pędzi, żeby spróbować zaatakować 6 razy większego psa terapeutę. Tutek sobie radzi pacając go łapą (z kotami sobie radzi, więc z czymś takim bez pazur tym bardziej). Jakiś czas temu szłam sąsiednią ulicą z Olą w wózku i Tutkiem przy wózku. Godziny dopołudniowe, więc nie było zaparkowanych na jezdni samochodów. Po drugiej stronie ulicy pańcia z miniaturka na 10m automacie. Minaturka (z tendencyjnym ułożeniem miniaturek, czyli zerowym) podbiega do nas (czyli smycz przez całą jezdnię), próbuje Tutka ugryźć. Ten ją paca łapą. Psiak wplątuje mi się w kółka. Właścicielka psa stoi po drugiej stronie ulicy i czeka na rozwój sytuacji. Prośba o wzięcie psa olana. Widzę jadący samochód. Smycz przez całą szerokość jezdni się ciągnie i wkręcona w wózek, w którym siedzi dziecko i do którego przyczepiony jest nasz pies. To, że jeszcze agresywny mały rasowiec to już dla mnie nieistotne. Co zrobilibyście w takiej sytuacji? Czasu na przebiegnięcie na drugą stronę jezdni nie ma. Wyskakiwać pod koła samochodu też się nie powinno. Smycz automatyczna cienka i raczej kierowca nie zwróciłby na nią uwagi.
Sięgnęłam nożyczki (nożyczki, śrubokręty i dwa klucze to zestaw podstawowy naszego wyposażenia) i przecięłam smycz. Samochód przejechał, ja złapałam agresora za grzbiet, przycisnęłam do chodnika, wyplątałam smycz i wręczyłam psa właścicielce. Padły słowa.
-Pożałuje tego pani jeszcze!
Wiecie, kto je wypowiedział? Nieodpowiedzialna właścicielka prowadząca psa na smyczy automatycznej. Wyjaśniłam jej, że naraziła moje dziecko i psa na utratę życia. Grzecznie wytłumaczyłam, że gdybym tej smyczy nie przecięła to jej pies udusiłby się przy pierwszym szarpnięciu smyczy przez samochód, bo kierowca musiałby mieć niesamowity wzrok, żeby ją dostrzec. Na pożegnanie postukała się w głowę.
Minęły ponad dwa lata, a ja musiałam jej kolejną smycz przeciąć, bo znowu puściła psa, wplątał smycz w kółka. Tym razem już psa nie wręczałam. Odczepiłam i po prostu zaczęłam szybko maszerować. A pies za nami, a za psem jego właścicielka, która niczego się przez ponad 2 lata nie nauczyła i żadnych wniosków ze swojego zachowania nie wyciągnęła.
Zamiast prowadzić zwierzaka na 10 m smyczy lepiej po prostu zabrać go na naprawdę długi spacer. Bezpieczniej dla psa i przechodniów.
Mnie dziwi to, że w naszym kraju nadal przymyka się oko na terroryzowanie innych swoimi agresywnymi zwierzętami.
A z dobrych wieści to kupiłam Oli takie cudeńka i nasza kochana Sikoreczka niesamowicie szczęśliwa. Dziś pierwsza odsłona, czyli pierwsza figurka. Są jeszcze z Psiego Patrolu i innych seriali animowanych. Będziemy kleić jutro. Początek był trudny, bo tu trzeba jednak precyzji i rozprowadzania masy na dość dużej powierzchni, więc warstwa musi być cienka. Oli na początku starczyło masy na połowę. Później pokazałam jej jak się uporać z tym problemem i dała radę. Troszkę się przy tym zmęczyła, ale była zainteresowana, żeby robić kolejne figurki. Świetna rzecz do ćwiczenia rąk, terapii SI.


Sławomir Wernikowski "Passacaglia"


Zapraszam na spotkanie autorskie ze Sławomirem Wernikowskim (http://www.wforma.eu/wernikowski-slawomir.html) oraz wydanym przez FORMĘ zbiorem opowiadań „Passacaglia” (http://www.wforma.eu/passacaglia.html)

Książka była nominowana do Nagrody Literackiej „Jantar” 2019
13 kwietnia 2022 (środa), godzina 17.00
Gorzów Wlkp., ul. Teatralna 49, Klub Na Zapiecku

piątek, 8 kwietnia 2022

Dan Zettwoch "Samochody i ich fascynujące silniki"


Czytanie komiksów wydaje się niezobowiązującym, lekkim zajęciem nic nie wnoszącym do życia czytelnika. Nic bardziej mylnego. Popularyzatorzy wiedzy coraz częściej korzystają z tej formy, aby przemycić czytelnikom sporą dawkę wiedzy oraz rozbudzić zainteresowanie nauką, otaczającym nas światem. Patrząc na bogactwo publikacji edukacyjnych dla dzieci i młodzieży zazdroszczę, że w czasach mojego dzieciństwa nie było takich książek i różnorodnych zajęć. Autorzy materiałów prześcigają się w sposobie przyciągnięcia widza i czytelnika. I myślę, że robią to dobrze, ponieważ bardzo dużo młodych odkrywców sięga po różnorodne materiały. Moja córka jest jedną z takich czytelniczek. Tworząc publikacje popularnonaukowe dla dzieci i młodzieży i sięgając po nie trzeba pamiętać, że nic tak skutecznie nie przyciąga dziecięcej i młodzieżowej uwagi jak komiksy. Jak wykorzystać ten fakt do przemycania informacji naukowych? Wydawnictwo Nasza Księgarnia ma na to sposób: przetłumaczyło bardzo popularną serię „Science Comics”, w której możemy znaleźć opowieści o dinozaurach, rekinach, zjawiskach cieplarnianych, wodzie, kotach, drapaczach chmur, niedźwiedziach polarnych, robotach, psach, chorobach, maszynach latających, nietoperzach, rafach koralowych, samochodach i wielu, wielu innych. Tematyka jest szeroka i różnorodna. Każdy tom napisał specjalista w danej dziedzinie, a treści skonsultowano z naukowcami, dlatego mamy pewność, że nasze pociechy mają do czynienia z wiedzą, a nie uprzedzeniami czy przekonaniami. Do tej pory na polskim rynku pojawiły się trzy tomy: „Dinozaury. Skamieliny i pióra”, „Rekiny. Najlepsi myśliwi w przyrodzie”, „Roboty i drony”, „Koty. Natura i wychowanie” i „Samochody i ich fascynujące silniki”. Dwa pierwsze tomy łączy przekonanie o niebezpieczeństwie i agresji opisanych zwierząt. Dinozaury najczęściej kojarzą się z tyranozaurem, a rekiny z żarłaczem białym i często zapominamy, że jest wiele gatunków zbyt małych i za bardzo nastawionych na tryb życia niezagrażający nikomu. O ile w przypadku prehistorycznych gadów jest nam to łatwo przyjąć do wiadomości to chrzęstnoszkieletowe ryby jednak nadal wywołują w nas skojarzenie z żarłaczami i filmami grozy. Poczucie zagrożenia nie jest też obce w kontekście robotów. Wizje autorów filmów science fiction (fantastyki naukowej) wcale nie sprawiają, że czujemy się bezpieczniejsi. Wręcz przeciwnie: roboty kojarzą na się tak samo źle jak dinozaury i rekiny. A może nawet jeszcze gorzej, bo o ile zwierzęta możemy jakoś poskromić to armii drapieżnych robotów już nie. Nawet miłe kotki mogą okazać się tymi groźnymi. Wszystko zależy od rozmiaru i predyspozycji. A jak wyglądają początki powstawania samochodów i jakie uprzedzenia oraz niebezpieczeństwa się za tym kryły? O tym dowiecie się z tomu zatytułowanego „Samochody i ich fascynujące silniki” Dana Zettwocha.

Najnowszy komiks o skomplikowanej budowie pojazdów, a także historii poszczególnych pomysłów opowiada w tak przystępny sposób, że śmiało mogą po niego sięgnąć dzieciaki potrafiące czytać. Do tego nie ma tu podziału odbiorców na płeć. Dan Zettwoch pokazuje, że także kobiety miały duży wkład w wynalezieniu i ulepszaniu samochodów i bardzo szybko samodzielnie prowadziły te pojazdy. Dzięki tej publikacji młodzi czytelnicy uświadomią sobie jak bardzo samochody zrewolucjonizowany nasze życie.
Publikację podzielono na cztery części. W pierwszej dowiadujemy się o początkach istnienia koła i jego symbolice, stopniowej ewolucji wyglądu pojazdów, poznamy mechanizmy działania samochodów. Do tego sporo tu informacji o urządzeniach parowych, wykorzystywanych napędach, pomysłach na uniwersalne środki komunikacji. Jedne zaskakują kształtem, inne sposobem działania. Do tego dowiadujemy się w jaki sposób na początku one działały. Pojawią się tu najważniejsi twórcy i zasady działania różnorodnych silników.

W drugiej części dokładniej przyjrzymy się rozwojowi postępu w motoryzacji. Zobaczymy jak każdy element ma duże znaczenie. Zobaczymy z jakimi trudami musieli borykać się pierwsi kierowcy, jak wyglądały pierwsze drogi, a jakie są obecnie. Do tego przyjrzymy się różnym modelom samochodów oraz zrozumiemy znaczenie poszczególnych kształtów. Odkryjemy też ślepe uliczki motoryzacji i zobaczymy jakie projekty były niebezpieczne dla uczestników ruchu. Do tego po raz kolejny przyjrzymy się silnikom. Tym razem bardziej rozbudowane i nowocześniejsze mechanizmy.
Trzecia część poświęcona jest pracy samochodów, zmianach, które spowodowało używanie tych pojazdów zamiast wykorzystania koni. Zobaczymy, że nie tylko skróciły one czas podróżowania, ale też wpłynęły na sposób spędzania wolnego czasu, zachęciły konstruktorów do dalszych eksperymentów i wyznaczenia sobie nowych celów. Do tego w tej części poznamy układ samochodu, przyjrzymy się poszczególnym elementom, rodzajom napędu, działaniu klimatyzacji, przetwarzaniu paliwa na energię.
W czwartej części dowiemy się skąd bierze się paliwo. Mamy tu troszkę geologii i historii, dzięki czemu odkryjemy starożytne zastosowanie ropy i z czasem wprowadzenie jej jako energię napędzającą pojazdy. Poznamy pierwsze stacje benzynowe, niezwykłe podróże, prześledzimy zmiany podejścia do bezpiecznej jazdy, sygnalizację, sposoby budowy coraz bezpieczniejszych pojazdów. Do tego nie zabraknie tu tematu samochodów przyszłości czyli zasilanych ekologiczną energią i prowadzone przez komputer.
Ma końcu oczywiście znajdziemy słownik wprowadzający w świat trudniejszych pojęć.
Wszystkie książki z serii „Naukomiks” to niepozorne lektury pełne ilustracji. Wejście w ich treści zaskakuje czytelnika ogromem przekazywanych informacji nieograniczających się do zamieszczenia ilustracji przybliżających nam wygląd zwierząt, opisu jego funkcji, ale zawierająca sporą dawkę informacji o tym, z jakimi problemami mieli do czynienia naukowcy, w jaki sposób rywalizowali ze sobą, a także pokazaniem jak bardzo kobiety - mimo dyskryminacji – były zaangażowane w naukową pracę, dopracowywanie ważnych projektów. Poznamy znaczenie wkładu każdego z nas w ogólny postęp, a to sprawia, że czytelnik czuje się w pewien sposób odpowiedzialny za zdobytą wiedzę.
Całość barwna, pełna przyciągających wzrok ilustracji, niedługich informacji zachęcających do lepszego poznawania. Bardzo dobrze zszyte strony oprawiono w solidną okładkę, dzięki czemu książka jest estetyczna i trwała.
Osobiście jestem zachwycona książkami. Myślę, że lektura będzie przydatna w edukacji przedszkolaków oraz uczniów szkoły podstawowej. Zdecydowanie polecam.