niedziela, 16 lipca 2017

Fiona Bullen "Malowane ptaki"

Fiona Bullen, Malowane ptaki, tł. Ewa Spirydowicz, Warszawa "Amber"1998
Książka rozpoczyna się banalnie i pensjonarsko: mała dziewczynka będąca półsierotą (matka Ursuli zmarła wkrótce po porodzie) i oczkiem w głowie bogatego tatusia, który ma dla niej mało czasu, ale wynagradza jej to posiadaniem służby: opiekunki i guwerner. Wszystko zaczyna się psuć, kiedy między małą „księżniczkę” a ojca wdziera się sprytna i złośliwa macocha, której zależy na pieniądzach i pozycji. Wojna staje się przełomem. Z lekkiej powiastki dla pensjonariuszek powieść stopniowo przechodzi w poważną literaturę dla dorosłych. Styl przedstawiania wydaje się dojrzewać wraz z bohaterką, a że życie jej nie oszczędza staje się twardą i pracowitą kobietą, która żyje marzeniami.
Owe sny o księciu z bajki realizują się: zostaje nianią, a tam poślubia syna pracodawcy. Los płata jej jednak figla i okazuje się, że jej mąż romansuje z własną macochą, przez co ma z nią dzieci. Jednak jest już za późno, ponieważ sama, wywieziona na wieś boryka się z ciążowymi dolegliwościami, a następnie walczy z dzieckiem o przetrwanie.
Jako osoba pogodna i otwarta poznaje wielu przychylnych ludzi, dzięki czemu żyje jej się lepiej. Jest nawet gotowa odmienić swój los rozstając się ze złym mężem, ale zawsze brakuje jej sił i odwagi, w dodatku niewtajemniczona w małżeńskie sprawy nastoletnia córka oskarża ją o złe traktowanie ojca. Ursula poznaje sporo młodszego mężczyznę, z którym wdaje się w romans, którego owocem jest syn.
Za ukochanym wyjeżdża z córką i poczętym dzieckiem do Australii, gdzie miał na nią czekać. Los jednak znowu się odwraca i ona pozostaje sama na farmie, na której nikt jej nie chce.
„Malowane ptaki” to powieść o zwykłej kobiecie (ani nie wyedukowana, ani nie majętna i jak wiele kobiet nękana przez męża), która z wszystkich sił walczy z przeciwnościami. Jest w niej sporo smutku, ale daje wiele nadziei, że i my sobie poradzimy ze swoimi codziennymi sprawami.
Na pewno nie warto jej odkładać po pierwszych dziesiątkach stron, ale czerpać z niej tyle ile się da. Ja po tych pierwszych stronach byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tej lektury i nawet zaczynałam ją czytać kilka razy. Kilka razy wyłaniałam spod stosu książek odłożonych, jako beznadziejne, ale że mam zły nawyk czytania wszystkiego do końca to na szczęście wracałam do niej. Kiedy przebrnęłam przez strony o rozkapryszonej córeczce bogacza nie mogłam przestać czytać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz