sobota, 15 lipca 2017

Herman Campenhout "Kamień w rzece"

Los lubi płatać nam różne figle. Zwykłe złe samopoczucie lub niechęć do działania może okazać się czymś poważniejszym niż tylko lenistwem. Zwykły ból głowy, tendencyjne przeziębienie może okazać się początkiem końca, czyli objawem śmiertelnej choroby.
„Kamień w rzece” właśnie od takich prostych rzeczy się zaczyna: szesnastoletnia dziewczyna źle się czuje z powodu przeziębienia. Jest rozkojarzona, przez co irytuje nauczycielkę, która odgrywa się na uczennicy zadając dodatkowe wypracowanie. Helen ma inne plany an wieczór i nie ma ochoty pisać dodatkowej pracy w domu. Nie wie jeszcze, że za rok sama będzie chciała się uczyć, że „przeziębienie” przewróci jej życie. "Ale się namieszało! W środku dnia kładę się do łóżka. Nie mam gorączki, gardło nie boli... Nie czuję się chora, ani trochę. Co ja tu robię? To jakaś paranoja".
Po kilku tygodniach choroby zostaje dokładnie przebadana i okazuje się, że choruje na białaczkę. Od tego momentu zaczyna się jej walka o życie, ale traci wszelkie nadzieje, kiedy zaczyna zauważać, że jest pozostawiona sama sobie, że dawca nie chce oddać jej szpiku, że chłopak się oddala, siostra ma tajemnice, a rodzice ważniejsze sprawy.
"Obudziłam się nagle z uczuciem ogromnego strachu. Mam białaczkę, umieram... pomyślałam. Wstrząsały mną zimne dreszcze i znów się rozryczałam. Wydawało mi się, że jestem na przerażającym ogromnym pustkowiu, z którego nie ma ucieczki i nikt nie jest w stanie mnie uratować. Umrę! Ja umrę!".
Bliscy oczywiście się starają, ale oni mają swoje codzienne sprawy, a Helen wyłącznie siebie i chorobę, z którą nie może się uporać.
Książka robi wrażenie bardzo naiwnej powieści dla młodzieży, ale mogę ją śmiało polecić osobom posiadającym nastoletnie dzieci lub chcące zastanowić się nad własnym życiem. Być może doświadczenie Helen zmieni podejście do codziennych spraw. W przypadku bohaterki życie  i nastawienie do niego zdecydowanie uległo zmianie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz