Etykiety

piątek, 8 kwietnia 2022

Maciej Kur "Delisie. Tom 1: Życie ma smak" il. Magdalena Kania


Wielu świetnych polskich twórców zaczynało karierę od podbicia zagranicznego rynku. Seria Delisie, która ukazała się w marcu tego roku najpierw ukazała się w Kanadzie i byłam bardzo ciekawa jej wyglądu. Zwłaszcza, że kanadyjskie studio zainteresowało się nie tylko komiksem, ale też możliwością wypuszczenia różnorodnych gadżetów. Po lekturze muszę przyznać, że ten komiks ma potencjał i szkoda, że nie od Polski zaczyna podbój świata, ale w sumie nie ma to większego znaczenia. Ważne, że ciekawa rzecz trafi do młodych czytelników i być może niedługo doczekamy się różnorodnych maskotek. Postaci ponoć jest koło 200, więc może czekać nas niezła kolekcja laleczek. To ma naprawdę duże zalety, bo można dobrać sobie taką, która reprezentuje ulubioną bohaterkę. Cieszy mnie to, że w zagranicznych mediach można znaleźć spore zainteresowanie tą serią. A to przecież dopiero początek.
Moja przygoda z komiksem zaczęła się dość przypadkowo. Spodobały mi się rysunki i akcja. Na resztę nie zwróciłam uwagi. Muszę przyznać, że „Delisie” było dla mnie szokiem, kiedy spojrzałam na scenarzystę, który nie kojarzył mi się ze słodkimi opowieściami. Maciej Kur zdecydowanie bardziej kojarzył mi się z takimi komiksami jak Kajko i Kokosz oraz Lilem i Putem. Później dopiero uzmysłowiłam sobie, że przecież ma na koncie także „Emilkę Sza” i „Sylwia Sylwester jest niecałopełnista”, czyli te genderowo dziewczęce klimaty jednak są obecne w jego twórczości. Tytuł „Delisie” można prosto przetłumaczyć jako delikatesy albo raczej smakołyki. I właśnie o nich jest ten album nakreślony wprawną ręką Magdaleny Kani.
Autorzy zabierają nas do świata takiego troszkę znanego z serialu animowanego „Truskawkowe ciasto”. Różnica polega na tematyce oraz docelowym odbiorcy. Też tu mamy postacie reprezentujące potrawy, ale są one bardziej zróżnicowane wiekowo. Można powiedzieć, że gdyby inne imiona to byłyby zwyczajnymi postaciami pozwalającymi przyjrzeć nam się osobom o różnorodnych charakterach i zainteresowaniach. Akcja toczy się wokół restauracji rodziny Kluseczki. Każda z dziewczyn jest tu inna, ma odmienne talenty i bohaterki mają okazję zrozumieć, że czasami to, co im wydaje się ciężką pracą dla innych może być miłym spędzeniem czasu. Pod warunkiem, że uwielbiają to robić.
Życie bohaterek jest pełne wyzwań. Muszą przygotowywać to, co robią najlepiej, budować dobre relacje, umiejętnie podchodzić do nowych wyzwań i oczekiwań klientów oraz tego, co niesie ze sobą życie, czyli całego mnóstwa awarii. Ponad to Maciej Kur świetnie przetwarza tu różne baśniowe motywy. Mamy tu chatkę z piernika i wspomnienie Jasia i Małgosi. Tropów oczywiście jest więcej i zabawę z odkrywaniem ich pozostawiam Wam.
Komiks „Delisie” składa się z krótkich humorystycznych historyjek, w czym troszkę przypominają wcześniejsze prace Macieja Kura. Tym razem autorzy zabierają nas do świata, który zarówno treściowo, jak i graficznie wyróżnia sią. Akcja bardzo barwna, a sama strona graficzna przyciąga wzrok zarówno bogactwem postaci, jak ich żywiołowością i pokazywanymi emocjami. Te rysunki troszeczkę przypominają mangę: mamy tu duże oczy i nietypowe włosy, które są odzwierciedleniem imienia bohaterki. Patrząc na komiks widzimy, że seria powstała z myślą o najmłodszych czytelnikach. Mamy tu bardzo delikatne, wręcz cukierkowe ilustracje, ale to nie znaczy, że jest tak niepoważnie. Wręcz przeciwnie. Poruszane problemy są niesamowicie ważne. Do tego osobowości mamy tu aprawdę ciekawe, a do tego nie zabraknie tu „smaczków”, które docenią też starsi fani komiksów. W opowieściach znajdziemy sporą dawkę humoru i ciekawej akcji, chociaż ta pozornie toczy się wokół jedzenia.
„Delisie” to kolejny projekt duetu Meago i Kur. W komiksie widać świetne zgranie twórców. Pięknie wzajemnie się uzupełniają podsuwając najmłodszym czytelnikom zabawne i pouczające przygody bohaterek mających duże poczucie humoru oraz sporą dozę dystansu.
Meago, czyli Magdalena Kania ma świetną kreskę oraz bardzo dobrze na prostych rysunkach przedstawia mimikę i czasami, aby skupić uwagę na bohaterach  "Delisie"  to przygody niezwykłych dziewczyn mieszkających w fantastycznym, bajkowym świecie. Do tego wszystkie postacie są tu dziewczynami będących uosobieniem jakiejś potrawy lub dania. Wyszło to naprawdę bardzo ciekawie, chociaż sam pomysł nie jest oryginalny, bo -jak już wspomniałam- było już coś takiego, ale tamta wersja zdecydowanie jest dla maluchów, a tu mamy nie tylko więcej bohaterek, ale też ciekawsze osobowości i bardziej zróżnicowane postacie. Ciekawa lektura dla uczniów nauczania początkowego.







Piotr Lasota "Cena wyboru. Blizny Wołynia"


Za nienawiściami narodów czasami stoi coś innego niż osobista krzywda. Podsycane z pokolenia na pokolenie, powtarzane półprawdy potrafią zaślepić wykonawców zemsty. Jednak czy na pewno mamy z nią do czynienia. A może chodzi o coś zupełnie innego? Może prawda o przeszłości jest dużo bardziej banalna niż myślimy.
Piotr jest emerytowanym policjantem z doświadczeniem pracy w CBŚ. Tropienie, rozwiązywanie zagadek ma już we krwi. Na emeryturze szuka troszkę zajęcia, ale to los sam podsuwa mu zagadkę do rozwiązania. Ale czy na pewno los? A może to początek wielkiej intrygi, w którą dał się wciągnąć, aby wyjaśnić wszystkie niejasności w relacjach rodziny przyjaciela?
Cała opowieść zaczyna się od znalezienia na drodze przy rowerze poturbowanej babci przyjaciela. Wiezie starszą kobietę do wrocławskiego szpitala, a ona będąc przeświadczoną, że to jej ostatnie chwile wyjawia mu swoją wołyńską przeszłość. Nie jest to delikatna opowieść. Masakra na Polakach w Antonówce przypomina o bestialstwie wojny. Może i Piotr nie złapałby bakcyla wyjaśniania przeszłości, gdyby nie to, że kobieta kilka tygodni później zmarła, a jej prawnuczka jest w związku z chłopakiem pochodzącym ze znienawidzonego rodu. Piotr rozpoczyna śledztwo dotyczące łączącego ich pokrewieństwa. Stopniowo odkrywa zaskakujących rzeczy. Dowiadujemy się o okrucieństwie band „polskich patriotów” i UPA. Nie ma tu niewinnych. Są tylko pokrzywdzeni. Do tego te zależności są bardziej złożone niż nam się może wydawać na pierwszy rzut oka. Są tu związki, miłość, zazdrość i morderstwa, a wszystko przykrywane interesem narodowym tylko po to, aby zatuszować zaskakującą przeszłość obu rodów.
Śledztwo Piotra stopniowo pozwala na odkrywanie tego, co naprawdę wydarzyło się w czasie wojny, ale też i długo po niej. Pojawiają się kłamstwa, mylne tropy, bo cała prawda jest dużo bardziej zaskakująca niż może nam się wydawać.
„Zdarzenia z przeszłości określają teraźniejszość. Dawne tajemnice nigdy nie zostaną zapomniane, wpłyną na losy następnych pokoleń".
Autor uświadamia nam, że nasze życie determinują nie tylko zbrodnie i traumatyczne wydarzenia wojenne, ale i przemilczane związki i ich owoce. Sięgając po tę książkę miałam sporo wątpliwości. Zwłaszcza teraz, kiedy zbrodnie wołyńskie wykorzystywane są jako usprawiedliwianie zaniechań w pomocy ofiarom wojny. Dzięki Piotrowi Lasocie możemy na owe wydarzenia popatrzeć nieco inaczej, uzmysłowić sobie, że historia nigdy nie przekazuje nam wszystkich aspektów zależności między ludźmi. Do tego uświadamia nam, że w małych społeczeństwach i relacjach między różnymi narodowościami patriotyzm nie jest takim ważnym elementem jak uczucia, którymi darzy się sąsiadów. Dlaczego doszło do wielu tragedii? Dlaczego Ukraińcy zabijali Polaków, a Polacy Ukraińców? Czy nadal musimy podsycać koło wzajemnych żali i nienawiści prowadząc do kolejnych tragedii?
„Cena wyboru. Blizny Wołynia” nie jest łatwą lekturą. Mamy tu liczne przeskoki, sporo imion i pokazanie zależności między nimi. Wejście w świat dwóch rodów wymaga dużej koncentracji, ale z drugiej strony, kiedy poznamy historię Jadwigi, która z bratem uciekała z Antonówki, Sobczuków opuszczających Jagodne, aby uniknąć konieczności przynależenia do mściwych band. Uważam, że jest to najlepszy moment na opowiedzenie dawnych zawiłych zależności i uświadomienie sobie jak wiele oba narody łączy, bo właśnie problem relacji i związków jest tu ważniejszy niż ten patriotyczny, który przez lata podsycano, aby nie powiedzieć banalnej prawdy, w której nie miłość do ojczyzny, ale do innej osoby grały najważniejsze skrzypce. Być może, gdyby wiele spraw nie przemilczano w relacjach dwóch rodów nie doszłoby do wielu tragedii. Do tego znamy mały, bo zaledwie osiemdziesięcioletni wycinek z życia rodzin. A co jeśli te zależności są jeszcze bardziej zawiłe i po prostu nikt nie chciał kolejnym pokoleniom uświadomić, gdzie tak naprawdę leży prawda?
Piotr Lasota uświadamia nas, że kłamstwo nigdy nie chroni przed popełnieniem błędów. Wręcz przeciwnie: pakuje kolejne pokolenia w nić niedomówień, rodzinnych mitów, których celem jest ochrona przez nawiązywaniem związków. A co jeśli owa nienawiść prędzej czy później doprowadzi do tragedii i przyczyni się do zabicia kolejnych osób w imię wyimaginowanej zemsty? Jak będzie wyglądał świat młodych, kiedy odkryją prawdę o zależnościach łączących ich rodziny? Niedomówienia są tu fatum prowadzącym do relacji, które powinny wyglądać inaczej. Akcja niczym w greckim dramacie: bohaterzy próbują uciec przed przeszłością i ewentualną przyszłością chroniąc się gdzieś daleko na Ziemiach Odzyskanych, ale szybko okazuje się, że przed przeznaczeniem nie da się uciec i właśnie owe niedomówienia są powodem do powstania związku młodego Ukraińca z Polką. Czy ten związek ma szanse przetrwać próbę odkrywanej przeszłości?
„Cena wyboru” co ciekawa powieść o przesiedleniach. Widzimy Polaków, którzy zamieszkali nowe ziemie na zachodzie Polski i często niewiele mówi się o Ukraińcach przesiedlanych do tych wiosek. Wiezione ze wschodu relacje potrafią zniszczyć relacje między nowymi sąsiadami, którzy w pewien sposób są starzy, bo znają się z okrutnych czasów wojny, w czasie której osobiste poczucie krzywdy napędzało czynione zło.
Mamy tu bardzo realistyczną akcję ze sporą ilością kuzynów, wujków, ciotek, teściów i wielu innych relacji, które najbardziej komplikują łączące oba rody więzi. Autor uświadamia nas, że nie ma tu dobrej i złej strony. Są tylko ludzie z własnymi urażonymi dumami i napędzaną nienawiścią, która prawdopodobnie zaczęła się od mezaliansu mającego być dobrym interesem, w przyczyniającego się do tragedii.
Historia rodów pełna jest niedomówień. Młodzi mają czuć wobec siebie niechęć, dlatego są manipulowani przez starszych. Co z tej sieci kłamstw wyniknie? Dlaczego warto odkryć prawdziwe historie rodzin? Tego dowiecie się czytając książkę Piotra Lasoty.
„Cena wyboru” to powieść zachęcająca do pojednania, schowania dawnych uraz. Odkrywanie historii przez bohatera staje się możliwością zrozumienia jak w owych rodzinach funkcjonowały kolejne kłamstwa i jaką cenę za nie muszą zapłacić dzieci oraz wnuki. Widzimy racje obu stron, ale też odkrywamy, że to nie one są źródłem wzajemnie napędzającego się poczucia krzywdy. Autor uświadamia, że przeszłość jest dużo bardziej skomplikowana niż chcą to pokazać fanatycy wierzący w swoją misję zemsty. Książka Piotra Lasoty to opowieść o miłości i pojednaniu oraz wpływie niedomówień na losy kolejnych pokoleń. Pisarz uświadamia nam jak wysoką cenę muszą płacić dzieci i wnuki za przysłaniającą rozsądek chęć zemsty, nienawiść i ukrywanie prawdy. Polecam.



czwartek, 7 kwietnia 2022

Kami Garcia "Młodzi Tytani: Beast Boy kocha Raven" il. Gabriel Picolo


Tytani to niezwykłe istoty wywodzące się z mitologii greckiej będące poprzednikami bogów olimpijskich i stanowili równie ciekawą i rozbudowaną społeczność wywodzącą się od Uranosa i Gai. Demoniczne dzieci ojciec planował strącić do Tartaru, ale przy pomocy matki udało im się uniknąć tego strasznego losu i dzięki temu sieć zależności rozbudowywała się. Do tego doszły kolejne pokolenia niezwykłych istot płodzonych przez demony i rodzone przez kobiety. Do takich możemy zaliczyć Raven, której ojcem jest potężny demon Trigon stworzony na potrzeby świata DC, w którym jest największym wrogiem własnej córki. O jego losach możemy dowiedzieć się z serii „Młodzi Tytani” („Teen Titans”) i „Nowi Młodzi Tytani”(„New Teen Titans”). Z jego powodu Raven zebrała Młodych Tytanów (Teen Titans), a później powrócił jako główny antagonista wątku fabularnego Terror Trigona (Terror of Trigon). Demon ten jest najbardziej niebezpiecznym złoczyńcą, z jakim kiedykolwiek spotkali się tytani. Czczony jest przez Krwawy Kościół jest jednym z władców piekła. Swoją formę uzyskał dzięki połączeniu z członkinią sekty czczącej jego siłę. Dzięki złączeniu z wyznawczynią uzyskał określoną formę. Jego drogi z Arellą przecięły się dzięki jej przystąpieniu do Kościoła Krwi, który chciał się pozbyć Trogona. On jednak wcielił się w postać przystojnego mężczyznę, uwiódł kobietę, poślubił ją i spłodził córkę Ravenę, która wychowywana jest, aby potrafić tłumić emocje i kontrolować swoje demoniczne moce odziedziczone po ojcu, który zawsze w pewien sposób czuwał nad córką. Ich drogi się rozeszły, kiedy ona poznała jego prawdziwe plany. Dzięki wsparciu Teen Titans walczyła z ojcem., którego w końcu udało się uwięzić w międzywymiarowym więzieniu, z którego nadal ma wpływ na Raven. Owo więzienie to medalion. Zmęczona ciągłym zmaganiem się z ojcem szuka pomocy i właśnie w tym celu jedzie pociągiem na spotkanie z kimś, kto ma jej pomóc. Wtedy właśnie zaczyna się akcja „Młodych Tytanów”.
Druga z postaci, którą tu spotkamy to Beast Boy z przygód o Doom Patrol. Stworzona w latach 60. XX wieku postać to Garfield Logan będący nadczłowiekiem obdarzonym mocą przeobrażania się w dowolne zwierzę jakie ujrzy (także jego zdolności). Po rozstaniu z Doom Patrol dołącza do odnowionej Nowych Młodych Tytanów (New Teen Titans), złożonej przede wszystkim z nastoletnich superbohaterów. W Polsce jest znany również jako Besia i pojawił się w Młodych Tytanach (Teen Titans). I w animacjach Liga Młodych (Young Justice), oraz Młodzi Tytani: Akcja! (Teen Titans Go!).
Już wiemy z kim mamy do czynienia, więc możemy przyjrzeć się komiksowi.
Bestia i Raven w końcu się spotykają. Zaczyna między nimi iskrzyć, ale każde jest nieufne i stara się zachować dystans, ponieważ skrywa wielką tajemnicę. Po ostatniej akcji uwięzienia ojca Raven powoli odzyskuje pamięć i postanawia zabezpieczyć się na przyszłość i na stałe pozbyć się Trigona. Jest gotowa jechać w nieznane i zaufać osobie, która twierdzi, że wie, w jaki sposób jej pomóc.
Garfield Logan  przyjeżdża do Nashville, aby spotkać się z kimś, kto pomoże mu kontrolować nowo odkryte moce. Powoli coraz lepiej wychodzi mu panowanie nad niezwykłymi zdolnościami, które rodzice ukrywali przed nim.
Drogi Garfielda Logana i Raven przeplatają się w nowym miejscu. Spędzają wspólnie sporo czasu, w czasie którego oczekują na spotkanie z osobą, która ma im pomóc. Okazuje się, że oboje mają trafić do Slade’a Wilsona. Jednak coś staje na ich drodze i zostają porwani. Wówczas wychodzą na jaw tajemnice, które przed sobą ukrywali. Muszą mierzyć się z eksperymentami prowadzonym przez szalonych naukowców. Tajemnica, która ich łączy sprawia, że są gotowi walczyć jedno za drugiego. Na ich ratunek ruszają bohaterzy, którzy ich śledzili. Oboje mają niezwykłe moce.
„Młodzi Tytani. Beast Boy kocha Raven” to ciekawie opowiedziana historia o odkrywaniu tajemnic, wyzwaniach i ucieczce przed zagrożeniem. Kami Garcia snuje lekką i bardzo szybką opowieść o budzących się emocjach. Można by powiedzieć, że są to pociągnięcia urywkami najbardziej znaczących dialogów, dzięki czemu komiks nie jest przegadany i akcja jest bardzo szybka, co świetnie podkreśla tempo wydarzeń, w których biorą udział bohaterzy. Dialogi dopełniają rysunki Gabriela Picolo, w których kładzie nacisk na emocje bohaterów. Tło nie zawsze się pojawia, a jeśli już to w kolejnych odsłonach zanika, aby czytelnik mógł się skupić na tym, co dzieje się między bohaterami. Rysownik w piękny sposób przedstawia emocje (zwłaszcza tęskne spojrzenia).
„Młodzi Tytani. Beast Boy kocha Raven” to słodki dodatek do powieści graficznych „Młodzi Tytani” zapewniających długoletnim miłośnikom Gara i Ravena miłe spotkanie. W opowieści spotkamy również Max i Wilsona, którzy przychodzą z pomocą uwięzionym bohaterom. Podobało mi sią zachowanie równowagi między odkrywaniem postaci i rodzącym się uczuciem, nawiązywaniem relacji. Z jednej strony mamy niezwykłe moce i nietypowe kłopoty, a z drugiej typowe nastoletnie dylematy. Polecam.








Anna Sakowicz "Za przyjaźń" z 50% zniżką


ZA PRZYJAŹŃ!-50%

Przedpremierowa AKCJA RABATOWA

Od czwartku do niedzieli (7-10 kwietnia) nową poruszającą powieść Anna Sakowicz - strona autorska będziecie mogli zamówić z 50% rabatem

 

Wystarczy wejść na stronę księgarni Empik i przy składaniu zamówienia wpisać hasło: SAKOWICZ

* Hasło wpisujemy dużymi literami. Miejsce na wpisanie hasła znajduje się w pozycji "Posiadasz kod rabatowy?" pod przyciskiem "Wybierz sposób dostawy".

Dla ułatwienia zostawiamy bezpośredni link do zakupu https://bit.ly/ZaPrzyjazn

------

Cztery dawne przyjaciółki spotykają się w małym miasteczku, w którym mieszkały jako dzieci. Wpadają na siebie, umawiają się na ognisko, piją, wspominają przeszłość. Chwalą się, jak świetnie układa im się w życiu. To jednak nie do końca jest prawdą. Każda z nich przyjechała do rodzinnych Sęplic w konkretnym celu. Im dłużej trwa spotkanie, tym więcej prawdy ujawniają. Jest coś jeszcze. Tajemnica sprzed lat, która kładzie się cieniem na życiu wielu osób.

Mariko Tamaki "Supergirl. Jak być super" il. Sandu Florea, Joëlle Jones


Superman zrobił oszałamiającą karierę. Samo powstanie i kreowanie takiej postaci ma dość kontrowersyjne korzenie. Pierwowzór to złoczyńca o telepatycznych zdolnościach. Wydany w 1933 roku „The Reign of the Superman” (Panowanie Supermana) autorstwa Shustera i Siegela fanzinu Science Fiction czerpał z koncepcji nadczłowieka (Übermensch), opisanej przez Friedricha Nietzschego w „Tako rzecze Zaratustra” (Also Sprach Zarathustra), która w tamtym czasie cieszyła się sporym powodzeniem. Także wśród kreatorów narodowych potęg. Pierwowzór był zły, ale później Siegel i Shuster postanowili uczynić z tej postaci herosa. Zwłaszcza, że trwała era powoływania do życia takich postaci jak Zorro (1920), Robin Hood (1922), czy Hugo Danner z „Gladiatora” (1930). Połączenie tych pozytywnych cech stało się punktem wyjścia do stworzenia przybysza z planety Krypton (1939). Z powieści Wylie’a „When Worlds Collide” (1933) zaczerpnięto motyw ucieczki z planety zagrożonej zagładą. Ważną inspiracją była taż powieść science fiction, Edgara Rice’a Burroughsa, autora powieści o przygodach Johna Cartera na Marsie m.in. Księżniczka Marsa (A Princess of Mars,1912). Jeśli dokładnie przyjrzymy się postaci zobaczymy też motywy z judaizmu i mitologii greckiej (herosi). Prawdziwe, kryptońskie nazwisko Supermana brzmi Kal-El (oryginalnie Kal-L), co przypomina hebrajskie „głos Boga”. Postać bardzo szybko zyskała duże zainteresowanie i stała się ikoną amerykańskiej popkultury XX wieku. Jest obok Batmana i Spider-Mana najbardziej rozpoznawalną postacią komiksową. Jako przybysz z innej planety jest uosobieniem przedstawiciela obcej kultury, imigranta, który zaaklimatyzował się w amerykańskim społeczeństwie, co jest zresztą twórców. Obdarzony nadludzkimi zdolnościami heros staje w obronie słabszych. Do tego rozpoznawany jest po specyficznym stroju, który wówczas kojarzy się z kostiumem cyrkowego siłacza.
Z czasem ta postać doczekała się żeńskiej wersji, ale już bez tych mrocznych początków. Mamy tu opowieść o Superdziewczynie, Karze Danvers, która trafiła na Ziemię w małej kapsule kosmicznej ozdobionej rozpoznawalnym symbolem z literką S. Dziewczynkę na swoim polu znalazło bezdzietne małżeństwo. Wychowali ją jak własną córkę i nauczyli ukrywać niezwykłe moce, bo te wychodziły na jaw bardzo szybko. Jej niezwykła siła oraz umiejętności sprawiały, że inni czuli się w jej otoczeniu zagrożeni. Nawet, kiedy zawdzięczali jej życie. Wiemy, że ma ona zdolność latania, ma niezwykłą siłę i bardzo szybko biega. To ostatnie musi dokładnie ukrywać w czasie treningów.
Na tym wydają się kończyć jej niezwykłe umiejętności. Bohaterka nie pamięta też swojego wcześniejszego życia sprzed lądowaniem na Ziemi. Do tego legenda Supermana wydaje się nie dotarła jeszcze na prowincję. Można by przypuszczać, że na amerykańskiej prowincji po prostu zabrakło dostępu do mediów, ale nie w tym tkwi problem, bo przecież dziewczyna korzysta z najnowszych technologii. W końcu z przyjaciółkami rozmawia przez telefon. I to nie stacjonarny! Jest internet, czyli kolejne źródło informacji. Patrząc na całość można stwierdzić, że oni po prostu chcieli mieć dziecko. A jakie to już nieistotne. Dopiero odkrywanie kolejnych mocy i zagrożenie ze strony fanatycznej badaczki pragnącej uratować Ziemie produkując bardzo ekologiczną energię przez wyssanie jej z herosów sprawia, że Supergirl zaczyna szukać swojego starszego „kolegi”, czyli Supermana. Nie są oni jednak jedynymi niezwykłymi istotami z Kryptona. Niektórzy po całej masie złych doświadczeń planują odegrać się na ludziach (pierwszy zły Superman-złoczyńca powraca).
Połączenie opowieści o dwóch Supermanach i pokazanie Supergirl jest ciekawym zabiegiem. Do tego to dziewczyna jest tu postacią najważniejszą. Wokół niej dzieją się mniej lub bardziej dziwne rzeczy.  Pomysł pisarki Mariko Tamaki , dzięki stworzeniu osobnej serii o żeńskiej bohaterce ma luksus opowiedzenia historii nastolatki ściganej przez zapaleńców chcących wykorzystać jej moce bez konieczności przejmowania się zgodnością z przygodami o Supermanie.
Całość opowieść poznajemy z perspektywy Kary, która zabiera nas do początków jej niezwykłych przygód. Poznajemy jej rodzinę, przyjaciół, dostajemy szczątki dzieciństwa, kiedy kilka razy wychodzą na jaw niezwykłe moce oraz widzimy jak rodzice uczą ją ukrywać te umiejętności. W okolicach jej 16 urodzin (czy aby na pewno 16, bo dokładnej daty przecież nikt nie zna) zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Na idealnej cerze dziewczyny wychodzi superpryszcz. Do tego jej ciało zaczyna dziwnie reagować na różne rzeczy. Mamy wrażenie, że dziewczyna przechodzi jakąś dodatkową przemianę. Owe niepokoje zwieńczają niepokoje związane z trzęsieniem ziemi wywołanym w czasie zawodów sportowych, kiedy bohaterka się przewraca. Co wówczas się wydarzyło?
„Supergirl. Jak być super” zapowiada się na ciekawą opowieść z zagrożeniami i pościgami w tle. Korporacyjne i państwowe intrygi, pościgi, złoczyńcy i dobro to przepis na ciekawie zapowiadającą się akcję.
Tamaki pisze również nowy komiks „Hulka”, więc możemy spodziewać się nowych odsłon starych bohaterów. Jeśli chodzi o rysunki to styl Jones zachowuje idealną równowagę między tym, czego można się spodziewać po bardziej realistycznym komiksie w stylu „literatury” a komiksem o superbohaterach, i jest równie biegła w rysowaniu kilku uczennic wracających ze szkoły do domu, opychających się fast foodami, rozbijającej się rakiety czy dziewczyny lecąca wysoko nad przyziemnym światem. Joëlle Jones zdecydowanie zachwyca realizmem i emocjami płynącymi z ilustracji, bo to one są najważniejsze i najlepiej przykuwają uwagę. Opowieść dzięki kolorystyce wydaje się troszkę mroczna, co świetnie dopełnia scenariusz Mariko Tamaki.
Sam komiks to wynik ciekawego projektu wydawnictwa DC Comics, które wystartowało z „DC Ink”, czyli powieściami graficznymi dla czytelników w wieku mniej więcej trzynastu lat. Później inicjatywę przechrzczono na „DC Graphic Novels for Young Adults”. Cel jest jeden: wychowanie sobie młodych czytelników, którzy chętnie będą sięgali po kolejne komiksy, w których mamy lekki powiew nowości, bo nie brakuje tu elementów bliskich młodzieży, z większym skupieniem na postaci niż na akcji. Całość prezentuje się naprawdę ciekawie. Opowiedzenie o dziewczynie superbohaterce jest ważne z punktu dostarczania nastolatkom wzorców związanych z ich płcią.








środa, 6 kwietnia 2022

Adrian Bednarek "Zapomniany. W matni strachu"


Czytanie drugiego tomu to zawsze dobry pretekst do przypomnienia o pierwszym lub nadrobienia pisania. Tym razem nadrobię z opowiadaniem Wam o książce, w której mamy całe mnóstwo zła, przemocy, zbrodni, zadziwiających wydarzeń. Kto zna choć jedną z książek Adriana Bednarka ten wie, w jakie klimaty wchodzimy. Nie ma tu wymuskanych zbrodniarzy. Ofiary traktowane są bardzo brutalnie.
W pierwszym tomie zapoznajemy się z młodymi chłopakami. Patryk i Jędrek to przyjaciele ze szkolnej ławy. Ich główną rozrywką w wolnym czasie jest zwabianie i wykorzystywanie dziewczyn, którym wmawiają, że są łowcami talentów i szukają modelek do czasopism młodzieżowych. Do swoich łowów podchodzą bardzo profesjonalnie: mają nawet wzory umów dla zainteresowanych dziewczyn, które są w stanie zaoferować im swoje ciała. Przez lata łączy chłopaków nić tajemnic. Wyławianie ofiar idzie im wyjątkowo sprawnie. Zagadują nastolatki i wykorzystują je w wynajętych pokojach hotelowych. Wszystko do czasu, kiedy Patryk zostaje porwany i uwięziony w lochu, do którego nieznajomy porywacz przynosi mu głodowe racje żywnościowe Głodzony przez lata i przebywający w ciemności chłopak dziczeje, zapomina o bliskich i popada w szaleństwo. Po dziesięciu latach zostaje odkryty i może wrócić do świata ludzi, ale w tym czasie (od 2005 do 2015) wydarzyło się bardzo dużo. Właśnie owo uwolnienie jest początkiem akcji, która pozwala nam lepiej poznać przeszłość oraz śledzić bieżące wydarzenia, czyli starania w odzyskaniu dawnego życia. Dla kogoś, kto tak długo spędził w oderwaniu od ludzi zadanie bardzo trudne. Równoległe poznawanie przeszłości i teraźniejszości pozwala lepiej zrozumieć wydarzenia.
Adrian Bednarek świetnie wykreował postać psychopaty, który bywa też ofiarą, dlatego wywołuje skrajne emocje. Wchodzimy tu do brutalnego świata gwałtu i zbrodni, a także zniewolenia, odcięcia od świata i głodu prowadzącego do wyniszczenia. Czy po takich doświadczeniach można odzyskać swoje dawne życie?
Drugi tom to świetna kontynuacja. Ten także otwiera uwolnienie. Jednak jest ono nieco inne. Akcja toczy się wokół Diany, Hani, Patryka i Jędrka. Inni stanowią tu tło. Sporo tu nawiązań do poprzedniego tomu, czynów, których musieli dopuścić się bohaterzy i takich które było sposobem na zaspokojenie ich potrzeby krzywdzenia innych. Akcję napędza tu zemsta za krzywdy, jakich doznali w przeszłości. Pojawiają się tu wspomnienia tortur i uwięzienia. Bohaterzy ciągle oddają sobie zło, które otrzymali, mszczą się za krzywdy, a później jest to zemsta na tych, którzy zemścili się za doznane zło. Chory umysł każe im wiedzieć tylko własne doznane krzywdy. Od początku wchodzimy w świat ciągłego poczucia zagrożenia. Najpierw odnosi się od więzionego, a później do tego który więził, bo mechanizmy funkcjonowanie w tym świecie doskonale podsumowuje zdanie: „Kiedy nie potrafisz zabić mordercy, sam stajesz się ofiarą”.
„Zapomniany” to cykl o ludzkich granicach, zbrodni, krzywdzie, nienawiści, zemście, ale też i o naiwności, zbytniej ufności wobec ludzi. Mamy tu poruszający obraz człowieka postawionego w obliczu zniewolenia i śmierci gotowej. Wyniszczenie psychiczne i fizyczne oraz niezwykła chęć przetrwania sprawiają, że bohater jest w stanie przetrwać w wyniszczających warunkach.
„Zapomniany” od pierwszej strony wbija w fotel. Adrian Bednarek świetnie tworzy klimat ciągłego zagrożenia i stopniowo obnażą prawdziwe oblicze bohaterów. Widzimy, kto naprawdę jest zły, a kogo zmieniły okoliczności i traumatyczne przeżycia. Mamy tu dobrze zarysowane charaktery, a inni ludzie pojawiają się tylko, aby opowiedzieć o konkretnych, ważnych dla fabuły wydarzeniach. Całość czyta się bardzo szybko i z wielkim zaangażowaniem. Opowiedziana historia daje do myślenia.


Wąchacz pospolity




Za zdjęcie książki też można zaliczyć blokadę...
Książki książkami, ale opowiem Wam o mojej nocnej przygodzie. Jak wiecie chodzę sobie na spacery nocą z psem, kiedy jest cisza i spokój, a ja nie mogę zasnąć. Zwykle nikogo nie mijamy. Ewentualnie jakąś tam młodzież w weekendy. Ale tym razem spotkałam. Wyprzedza mnie młodzieniec, a Tytek jak na psa terapeutę nauczonego nawiązywania więzi i sprawdzającego czy ktoś ma kota, psa, chomika, czy inne zwierzę i co jadł oczywiście musi ten nos kierować na chłopaka, wiec stanowczo upominam go:
-Dziadzie jeden pospolity. Zajmij się sobą, a nie zaczepianiem przechodniów.
Młodzieniec odwraca się:
-Pani do mnie?
-Przepraszam, ja tylko do psa. Chciał pana obwąchać.

A Wasze psy jakie mają bziki?

Natasza Socha "Zemsta"


Młoda, piękna i pragnąca zaopiekować się przystojnym, dobrze sytuowanym prawnikiem marudzącym, że żona go nie rozumie, zaniedbała go i już nic ich nie łączy – to przepis na bycie kochanką. Agata pracuje w cieszącej się powodzeniem kancelarii. Idąc do pracy ma poczucie sukcesu oraz jest przekonana, że należy do największych szczęściar świata, bo złapała w sidła żonatego mężczyznę, którego uszczęśliwi i dzięki temu będzie wiodła u jego boku życie szczęśliwe i wygodne chodząc w drogich strojach do pracy. Nie przewidziała, że to ona jest tu zwierzyną, a on myśliwym rozdającym karty. Poranne spotkanie w biurze szefa-kochanka rozwiewa wszelkie wątpliwości. Koniec związku to też utrata pracy, bo on tylko w ten sposób może udowodnić żonie, że to naprawdę koniec. Zresztą nie będzie poświęcał swojej bezpiecznej codzienności dla jakiejś młodej kobiety, z którą łączy go seks. Agata jest zrozpaczona. Analizuje, na czym polegał jej błąd i na szczęście jest ze sobą szczera. To daje jakąś szansę na wyciągnięcie wniosków i zmniejszy ryzyko popełnienia tego błędu w przyszłości.
Bohaterka od lat pracowała w kancelarii prawnej, która pozwoliła jej na zbudowanie statusu, kupienie mieszkania na kredyt, żywienia się dzięki zamawianemu cateringowi, kupowanie drogich ubrań. Z minuty na minutę traci dostęp do tych luksusów i dóbr. Zostaje z ratami, rachunkami i kotem mającym duże wymagania. Romans z szefem zamiast podnieść jej prestiż przyniósł porażkę na całej linii. Odkryła jak bardzo była naiwna i jak bardzo mężczyźni dla seksu są gotowi kłamać. Po pierwszym załamaniu rusza na wyprawę do rodziców, a tam wpada na pomysł założenia agencji detektywistycznej na kółkach. Wściekle różowy samochód taty ma być jej deską ratunku. Postanawia wykorzystać swoje doświadczenie i zdobytą wiedzę o męskich kłamstwach i pomagać w odkryciu prawdy o ich matactwach. Zwłaszcza, że na oszustach, kłamcach i zdradach zna się dobrze. W końcu należy do tych oszukanych. Zna też triki stosowane wobec kochanek, bo w końcu niedawno sama nią była.
Agata pomysł prowadzenia biura detektywistycznego realizuje dość nietypowo: jest to agencja tylko dla kobiet, biuro mieści się w różowym samochodzie (w kawalerce na strzeżonym osiedlu nie byłoby mile widziane). Do tego jej towarzyszką jest kotka Christie. Razem przemierzają miasto w pościgu za męskimi oszustwami. Agencja Rozbitych Serc spada kobietom jak gwiazda z nieba. Do tego planuje kiedyś tam w przyszłości zemścić się na wiarołomnym kochanku. Plan idealny, ale zemsty mają to do siebie, że jeśli sami mamy coś na sumieniu mogą odwrócić się przeciwko nam. Do tego emocjonalne zaślepienie sprawia, że nie dostrzeżemy wielu rzeczy.
Każda książka Nataszy Sochy to nietypowe, lekkie i pełne humoru historie wyzwań i ważnych tematów. Pisarka z wprawą porusza wiele trudnych tematów i pokazuje, że nie każdy musi zdradzać. Razem z bohaterką odkrywamy, że mężczyźni kłamią, bo tego chcą, ale mogą też nie chcieć, mogą być wierni, kochający i w imię miłości potrafiący schować swoją dumę oraz uprzedzenia do kieszeni.
Pisarka zabiera nas do świata wyzwań stawianych przed bohaterką. Bezrobotna i z kredytem musi sobie jakoś radzić. Okazuje się, że do śledzenia ludzi nie trzeba nadzwyczajnych umiejętności, czy zdobywania uprawnień oraz zaliczenia szkoleń tylko duże chęci oraz zaangażowanie. Z nim można rozwikłać kilka spraw, które zaskoczą nas zakończeniem i pokażą mężczyzn z nieco innej, mniej nudnej strony.
Agata jest tu postacią wyrazistą i ewoluującą. Z osobistej (może zbyt osobistej) asystentki staje się bezrobotną zdobywającą wiedzę o pracy biur detektywistycznych i sama otwiera takie. Jej działalność jest nieformalna (bez rejestracji) i spontaniczna. Ową nietypowość podkreśla też niezwykłe biuro, którego działalność pozwala jej przetrwać na trudnym ryku pracy. Agata ma czas na przyjrzenie się własnym błędom i wyciągnięcie wniosków. Nie znaczy, że już zawsze będzie wolna od popełniania błędów, bo czasami największym błędem jest przemilczenie czegoś, brak szczerości i pozornie malutkie kłamstwo, które może stać się prawdą.
Agata jest postacią wyrazistą i bardzo życiową. Z jednej strony przetrawia rozstanie, pogrąża się w rozpaczy, a z drugiej potrafi w odpowiednim momencie ruszyć ostro z kopyta zostawiając za sobą przeszłość i przystosowując się do nowych warunków życiowych. Jej pomysły sprawiają, że zdecydowanie nie ma tu czasu na nudę. Za do jest sporo zaskoczeń oraz śmiechu wokół tematu, który nie kojarzy się nikomu dobrze, bo przecież nikt nie chce być zdradzany.
Pisarka zabiera nas w podróż po Warszawie. Poznajemy urokliwe miejsca, ciekawostki, ale też nie zabraknie przeniesienia się do Poznania, czyli miasta, z którym jest ona związana. Mamy tu sporą dawkę humoru (także tego czarnego), ironizowania, przejaskrawiania, a czasami patrzenia z rozrzewnieniem na nieszablonowe postępowania mężczyzn, którzy potrafią zaskoczyć swoimi pomysłami na życie i obudzić wiarę w miłość i wierność.
„Zemsta” to pierwszy tom. Finał zapowiada ciąg dalszy przygód Agaty. Przewrócone po raz kolejny do góry nogami życie stawi przed nią nowe wyzwanie. Jak tym razem poradzi sobie bohaterka? Na odpowiedź na to pytanie pewnie poczekamy kilka miesięcy.



wtorek, 5 kwietnia 2022

Sporo zapłaciliśmy za sukcesy Orlenu

Prezesowi Orlenu należą się milionowe wypłaty, bo jak nie nagradzać dobrze zarządzającego człowieka? PKN Orlen w 2021 r. zarobił prawie 11,2 mld zł. Świetna kwota. I wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie fakt, że każdy z nas do tego się przyłożył płacąc za droższe paliwo. Myślicie sobie: jestem cwany, bo nie mam samochodu i nie jeżdżę komunikacją publiczną. Spokojnie, i wy się przyłożyliście robiąc zakupy, bo towar jakoś musiał być przywieziony do sklepu, a przecież nikt z nas nie mieszka na polu, na którym wszystko rośnie. Baa, nawet wtedy sponsorowalibyśmy państwowy koncern, bo raczej trzeba by było obrobić maszynami taką ziemię.
W zarabianiu przez państwowe koncerny nie ma nic złego pod warunkiem, że nie przyczynia się to do ubóstwa obywateli. Droższe paliwa to droższe zakupy, bo żaden przedsiębiorca nie będzie dopłacał. Baa, to mniej wyremontowanych dróg, bo kiedy trzeba wlać więcej paliwa do maszyn to trzeba podać wyższą cenę w czasie przetargu, aby starczyło też na wypłaty dla zatrudnionych ludzi. Wyższe ceny to wstęp do inflacji…
I to jeszcze nie było by takie złe. Zły jest sposób inwestowania zarobionych pieniędzy. Wykupywanie mediów, aby wszędzie dotrzeć z rządową propagandą. I nie ważne jaki rząd rządzi: ważne, że będzie miał narzędzia do szerzenia swojej prawdy objawionej.
Jakby tych rewelacji było mało to powstał projekt, że pisanie o przekrętach rządu będzie traktowane jako terroryzm nieumyślny/ mały terroryzm i tak karany… Podoba Wam się pomysł? To wyobraźcie sobie, że do władzy dochodzi partia, której nie lubicie, bo oszukuje obywateli na każdym kroku, kłamie, że będzie pomagała, a później pomaga bardzo wybiórczo lub wcale, a przy okazji przyczynia się do podnoszenia cen i ta pomoc niestety nie przekłada się na poprawienie sytuacji materialnej potrzebujących, sieje propagandę, wyprzedaje państwowe majątki znajomym i Wy nie możecie o tym nawet napisać. W filozofii nazywa się to lewiatanem totalitarnym.


Ted Dewan "Bing. Bajki 5 minut przed snem"


Czytanie przed snem to wielka rzecz! Nie wierzycie? To wypróbujcie to na własnych pociechach. Z własnych doświadczeń wiem, że jest to świetny sposób na wyciszenie i uśpienie dziecka, ale też może być pretekstem do ważnych rozmów pozwalających lepiej poznać dylematy naszych pociech. Do tego pozwala budować więź, rozwijać wyobraźnię, tworzyć poczucie bezpieczeństwa, tworzyć poczucie, że nie jest sam z problemami oraz poszerzać zainteresowania. To świetny moment, aby sięgnąć po książki z bohaterami bliskimi naszym pociechom. Wydawnictwo Harperkids ma dwie takie serie, które przyjdą rodzicom z pomocą: „Bajki 5 minut przed snem” i „3 bajeczki przed snem”. Są to książeczki wydane w solidnej, twardej oprawie z zaokrąglonymi rogami. W przypadku drugiej serii dodatkową atrakcją jest świecąca w ciemności okładka. Dla każdego kilkulatka będzie to sporym urozmaiceniem, kiedy po skończonej lekturze i zgaszeniu światła będzie mógł zobaczyć magiczny świat baśni na okładce ulubionej książki. Pierwsza z serii zawiera większą ilość opowieści. Obie oferują bogatą ofertę czytanek. Wśród publikacji znajdziemy opowieści o Misiu Paddingtonie, Muminkach, Tomku i przyjaciołach, Bingu, Smerfach i Kot-o-ciakach, Bandzie Beti i wiele, wiele innych. Mamy za sobą lekturę wszystkich i każda w jakiś sposób nas przyciąga, kusi. Moja córka najłatwiej wchodzi w świat zwierzęcych opowieści, w których może zobaczyć swoją codzienność i nauczyć się ważnych rzeczy. Uwielbiamy książki, w których autorzy przemycają pozytywne wzorce, pokazują jak pięknie możemy się różnić i współpracować ze sobą, dbać o otoczenie, dzielić się. Bing jest jednym z tych bohaterów, którego pokazanie pozwala na przyjrzeniu się różnym wyzwaniom i charakterom, zachowania w określonych sytuacjach. Opowieści pozwalają przepracować problemy z różnymi wyzwaniami naszych pociech, a do tego wejść w świat fantazji, rozwijania kreatywności, koncentracji, rozbudowywania języka, pokazywania, że książkowi bohaterzy też mierzą się z podobnymi problemami. Upersonifikowane postacie mające odmienne temperamenty pomagają oswajać się z innymi spojrzeniami na określony problem, uświadamiają, że nie wszyscy musimy chcieć tego samego, że każdy człowiek może mieć inne zdanie i upodobania. Nawet, kiedy oparte są na tej samej bazie wiedzy. Najlepiej, kiedy postacie nie są stereotypowe. I tak właśnie jest w przypadku serialu animowanego „Bing” i innych publikacjach z serii. Do tego te publikacje pozwalają rozwinąć ważny rytuał wieczornego czytania pozwalający na wyciszenie się, skupienie. Dziecko musi przysiąść, położyć się, wsłuchać, zrelaksować, a to ułatwia zasypianie. Podzielenie się wątpliwościami to dobry sposób na oczyszczenie głowy z nadmiaru myśli.
Bing jest tu strzałem w dziesiątkę, bo nie dość, że jest małym króliczkiem poznającym świat to jeszcze samodzielnie poszukuje rozwiązań (tak podpowiedziana metoda Montessori, bez wskazywania, z czym mamy do czynienia). Jego opiekun ma tylko zapewnić mu bezpieczeństwo, czuwać nad rozwojem, nakarmić, kochać i bawić się z nim oraz dzielić się doświadczeniem i wiedzą, ale to dzielenie jest bez nadmiernego moralizowania czy pouczania. Każda przygoda Binga to opowieść o wydarzeniach, które mogły przytrafić się też naszym dzieciom. W tomie z serii „Bajki 5 minut przed snem” spotkamy się z takimi wyzwaniami jak poznawanie nowych osób, zawieranie nowych znajomości, wspólna zabawa z dzieckiem, którego nie znamy. Pojawią się też małe i duże wypadki oraz przeżywanie pożegnań z zabawkami, którymi maluchy już się nie bawią. Do tego mamy tu przygodę z obcym pieskiem. Czytelnicy dowiedzą się, że w czasie kontaktu ze zwierzakiem trzeba zachować ostrożność, a samo posiadanie pupila wiąże się z dużą odpowiedzialnością. Ponad to przeniesiemy się do wakacyjnych klimatów, kiedy można bawić się przy basenie napełnionym wodę. Bing pokaże nam jak zrobić smaczny sorbet i uratować żabę. Jesienią będzie zbierał żołędzie, obserwował wiewiórki, a zimą bawił się oddechem i obserwował parę. Czytanie pozwala nam zabrać dzieci w świat zjawisk fizycznych oraz relacji społecznych.
Publikacja ma piękne ilustracje, niewielką ilość tekstu, średniej wielkości litery, dzięki czemu dziecko chętnie będzie sięgało po lekturę. Opowieści napisano prostym językiem dostosowanym do najmłodszych czytelników. Krótkie, bogato ilustrowane teksty zachęcą dzieci do samodzielnego czytania, a duża czcionka nie sprawi trudności nawet początkującym czytelnikom.
Dobrze zszyte strony oprawiono w solidne, świecącą w ciemnościach okładkę.
W przypadku przedszkolaków duże znaczenie ma trwałość publikacji i w przypadku tych lektur możemy być pewni, że książka nie powygina nam się w torebce czy plecaku. Oczywiście już nie ma kartonowych stron, ale dzieci mogą potraktować to jako wyzwanie, żeby nie zaginać i nie rozrywać stron. W końcu są już dużymi i odpowiedzialnymi czytelnikami.
Książkosfera HarperKids










poniedziałek, 4 kwietnia 2022

Ted Dewan "Bing. Czytajmy razem"


Czy jest tu ktoś, kto ma małe dziecko i jeszcze nie zna małego, rezolutnego króliczka o imieniu Bing? Nie wiem jak w Waszych domach, ale w moim zdecydowanie cieszy się on powodzeniem, więc po raz kolejny sięgnęłyśmy po nowości z tym znanym nam z serialu animowanego bohaterem. Tym razem w odsłonie „Czytajmy razem” i „Bajki 5 minut przed snem”. Każda z publikacji jest nieco inna, chociaż mają wspólnego bohatera. Opowieści z drugiej serii bardziej przypominają te z „3bajeczki przed snem”, ponieważ mamy w niej klipy z animowanych wersji. „Czytajmy razem” zawiera publikacje z prostszymi ilustracjami, zdaniami i opowieściami. Fabuła nie ma tu kilkudziesięciu zdań tylko kilkanaście. Do tego oparto ją o proste zdania i równoważniki zdań, dzięki czemu jest świetną pomocą terapeutyczną. Wspólne czytanie z tą publikacją to gwarantowany sukces. Jeśli dziecko lubi Binga możemy być pewni, że chętnie będzie ćwiczyło tę nową umiejętność. A kiedy już opanują to seria „Bajki 5 minut przed snem” będą pomocą z dłuższymi tekstami oraz bardziej złożonymi zdaniami.
Muszę przyznać, że nową książką jestem oczarowana. Jeśli to początek większej serii to jest to strzał w dziesiątkę. Właśnie takich materiałów troszkę nam brakowało. Kartonowe czytanki były troszkę za proste, opowieści przed snem za długie, a tu mamy w sam raz materiał do nauki czytania. Baa, pokusiłabym się o stwierdzenie, że także do pracy nad mową. Przynajmniej tak to wygląda w naszym domu.
W publikacji znajdziemy pięć opowieści. Każda porusza bardzo ważny element pozwalający na rozwijanie samodzielności, twórczego podejścia, samoświadomości. Jest tu cudnie opowiedziana przygoda z farbami, jedzeniem pomidora, którego Bing niekoniecznie lubi, samodzielnym ubieraniem się, graniem na instrumentach i zasypianiem. Każda opowieść ma krótki wstęp będący formą przywitania się z bohaterami. Następnie dzięki prostym zdaniom odkryjemy, co bohaterzy robią, z czym się mierzą. Rewelacyjnej zabawie z farbami towarzyszy niezbyt miły wypadek z zalaniem go, a gra na instrumentach wiąże się z popsuciem ukochanej pozytywki. Także ubieranie nie obejdzie się bez przygód, w których założenie butów przed wciągnięciem spodni to jeszcze nic. Jedno jest pewne: króliczek poradzi sobie ze wszystkim. I to pomoże kilkulatkom przygotowującym się do pójścia do przedszkola rozwinąć własne zaangażowanie w rozwijaniu samodzielności. Do tego zachęci do śledzenia słów, powtarzania ich i dzięki temu publikacja jest doskonałym materiałem wspomagającym pracę logopedów. I to nie tylko w przypadku kilkulatków. Będzie naprawdę cudną pomocą do nieco starszych dzieci nieco wolniej rozwijających się. Bing pozwoli zrozumieć im, że każdy uczy się samodzielności i czasami wychodzi to lepiej, czasami gorzej. Do tego pokaże, że czasami coś, co uważamy za porażkę może być punktem wyjścia do kolejnych eksperymentów.
Każdemu opowiadaniu towarzyszy końcowy „słowniczek” pozwalający odkryć nazwy kolorów, przedmiotów, ale też opowiedzieć o własnych przygotowaniach. Dzieci uczą się wówczas znaczenia kolejnych kroków czynności oraz świadomości, że czasami można być elastycznym.
Bing w tej formie to zdecydowanie doskonała pomoc dla dzieci z autyzmem, ponieważ tu mamy pięknie opowiedzianą codzienność, pokazane jak ważne jest uczenie się poszczególnych czynności i uświadomienie, że króliczkowi też zdarzają się wypadki. Do tego słowniczki oraz miniaturowe opowieści o poszczególnych krokach postępowania będą doskonałą instrukcją dla dzieciaków mających problem z samodzielnym ubieraniem się. Zdecydowanie polecam ubieranie się oraz przygotowywanie do snu z instrukcją małego króliczka. Ważną rzeczą jest tu też pokazanie, że nie wszystko musimy lubić. Opowieść o jedzeniu to pretekst do przeprowadzenia własnych eksperymentów z jedzeniem (terapia SI w pakiecie). Jak widzicie ta książka to mały skarbczyk także dla dzieciaków mających specjalne potrzeby i wymagających wyjątkowego wsparcia.
Wspólne czytanie to nie tylko nauka, ale i zabawa oraz budowanie więzi z rodzicami. Można wtedy na chwilę zatrzymać się, przytulić i zniknąć w świecie bohaterów przeżywających podobne rozterki jak nasze dzieci. Przygody króliczka każdy krok do samodzielności traktują z należytą powagą. Do tego lektura pomaga rozwijać wyobraźnię i pracować nad poczuciem bezpieczeństwa, pewnością siebie, bo ważne są kolejne próby i osiągnięty cel, a nie porażki zdarzające się nam po drodze.
Binga lubimy za to, że nie dość, że jest małym króliczkiem poznającym świat to jeszcze samodzielnie poszukuje rozwiązań (tak podpowiedziana metoda Montessori, bez wskazywania, z czym mamy do czynienia). Jego opiekun ma tylko zapewnić mu bezpieczeństwo, nakarmić, kochać, podsuwać wyzwania odpowiednie do wieku rozwojowego i bawić się z nim oraz dzielić się doświadczeniem i wiedzą, ale to dzielenie jest bez nadmiernego moralizowania czy pouczania. Każda przygoda Binga to opowieść o wydarzeniach, które mogły przytrafić się też naszym dzieciom.
Ważne jest tu też to, że książka wprowadzają dzieci w świat dobrych relacji społecznych, miłości, zrozumienia, otwartości, pomocy. Nie ma tu bezsensownego oskarżania się, przemocy, wyśmiewania, ale współpraca i eksperymentowanie oraz nauka.
Publikacja ma piękne ilustracje, niewielką ilość tekstu, średniej wielkości litery, dzięki czemu dziecko chętnie będzie sięgało po lekturę. Opowieści napisano prostym językiem dostosowanym do najmłodszych czytelników. Krótkie, bogato ilustrowane teksty zachęcą dzieci do samodzielnego czytania, a duża czcionka nie sprawi trudności nawet początkującym czytelnikom.
Dobrze zszyte strony oprawiono w solidną okładkę. W przypadku przedszkolaków duże znaczenie ma trwałość publikacji i w przypadku tej lektury możemy być pewni, że książka nie powygina nam się w torebce czy plecaku. Oczywiście już nie ma kartonowych stron, ale dzieci mogą potraktować to jako wyzwanie, żeby nie zaginać i nie rozrywać kartek. W końcu są już dużymi i odpowiedzialnymi czytelnikami stawiającymi pierwsze kroku ku samodzielności. Zdecydowanie polecam.










niedziela, 3 kwietnia 2022

Peyo "Smerfy i krakukas oraz Smerf inny niż wszystkie"


Każdy album „Smerfów” (czy to wznowień pierwotnych twórców czy kontynuatorów) to świetny materiał do rozmowy z dziećmi i młodzieżą na ważne tematy. Można porozmawiać o odmienności, chorowaniu, wynalazkach, pracy zespołowej, życzeniach i marzeniach, złośliwości, genderze, feminizmie, rolach społecznych, dyktaturze, pędzie za sensacją, uzależnieniu od gier, traceniu czasu na przepowiednie, potworach, dziewczynach, rywalizacji, odpowiedzialności za dzieci, złym wychowaniu, wojnie, pragnieniach, niedocenianiu tego, co mamy na co dzień oraz niedokładności. Dziś opowiem Wam o tomie „Smerfy i krakukas oraz smerf inny niż wszystkie”.
W jednym tomie znajdziemy dwie różne opowieści poruszające odmienne problemy. Pierwsza z przygód to opowieść o nieodpowiedzialności i nieposłuszeństwie. Wszystko zaczyna się od eksperymentów Papy Smerfa, który przypadkowo tworzy bardzo niebezpieczną miksturę. Próbując specyfik na stokrotce odkrywa, że zamiast przyspieszyć wzrost magiczna mikstura stwarza gigantyczną drapieżną roślinę, które od razu poluje na swojego twórcę. Cudem zostaje uratowany przez inne Smerfy. Papa Smerf każe kilku mieszkańcom wioski udać się na pustynię i tam zakopać buteleczkę z niebezpieczną cieczą. Smerfy wyruszają, ale bardzo szybko męczą się, a sama podróż ich nudzi, więc postanawiają pozbyć się butelki rzucając ją w przepaść. Pech chciał, że kropla groźnej substancji trafia do dziubka pisklaka. Jeszcze tej samej nocy odkryją skutki swojego błędu. Wioska stanie się obiektem powtarzających się ataków, a Smerfy skazane na wygnanie. Niestety to nie rozwiąże ich problemu. Jak sobie z tym poradzą? Przekonajcie się sami.
Z tą opowieścią można poruszyć ważny temat, dlaczego czasami trzeba dokładnie wykonywać polecania. Możemy pokazać dzieciom, że czasami coś, co wydaje nam się banalne i nieistotne może stać się początkiem powracających katastrof.
Druga opowieść to przygoda Smerfa, który ciągle szukał czegoś niezwykłego, marzył o podróżach, nudziło mu się w wiosce i w końcu podjął decyzję o wyruszeniu w świat. Papa Smerf na drogę wręcza mu magiczny gwizdek pozwalający wrócić do wioski. Dzielny podróżnik już wieczorem chętnie wróciłby do domu, ale boi się ośmieszenia, więc idzie dalej, a nawet płynie rzeką. Niestety na swojej drodze spotyka Gargamela, który bez problemu go łapie i zanosi do swojego domu. Tam porywacz przetrząsa rzeczy Smerfa i znajduje gwizdek. Oczywiście wypróbowuje go i zaskakuje mieszkańców wioski swoją obecnością. A podróżnik zostaje sam na sam z Klakierem. W jaki sposób Smerfy wyjdą z tej opresji? Przekonajcie się sięgając po komiks.
Ta przygoda pozwala na poruszenie takich ważnych tematów jak marzenia, chęć podróżowania, stawiania sobie nowych wyzwań, ale przede wszystkim niedoceniania tego, co mamy na co dzień, radości z bliskości przyjaciół. Do tego pojawia się tu zbyt duże przejmowanie się tym, co inni powiedzą na temat zmiany naszych pomysłów, udowadnianie innym swojej racji, brnięcie w decyzję, którą zaczynamy uważać za złą.
Znane kilku pokoleniom komiksowe postaci stworzył belgijski rysownik Pierre Culliford tworzący pod pseudonimem Peyo. Smerfy szybko stały się bohaterami filmów oraz serialu animowanego, a popularność postaci sprawiła, że po śmierci artysty jego syn (Thierry) oraz córka (Nine) przy współpracy z Lucem Parthoensem, Alainem Maurym i Paolem Maddalenim, Alainem Jostem, Pascalem Garreym, tworzy kolejne historie. To właśnie wielkie zainteresowanie sprawia, że co jakiś czas do miłośników małych niebieskich istot trafiają nie tylko gadżety, ale i nowe odsłony przygód. Nie brakuje też wznowień starszych. Album „Smerfy i krakakus oraz Smerf inny niż wszystkie” stworzona przez Peyo przy współpracy z Gosem to świetne wznowienie. Szybka i trzymająca w napięciu akcja, poruszenie ważnych tematów. Całość dopełniają klasyczne, cartoonowe rysunki.
Całość prezentuje się interesująco i dostarcza znakomitą rozrywkę dzieciom oraz miłośnikom Smerfów. Polecam także albumy stworzone przez kontynuatorów, którzy doskonale radzą sobie ze stylem, jaki stworzył belgijski rysownik, a do tego skutecznie rozwijają i tworzą nowe wątki, wprowadzają troszkę odświeżenia, poruszają ważne, aktualne tematy. Dlatego wśród nowych albumów nie zabraknie wątków z hazardem, technologiami, skąpstwem, czy płciowości obarczonej sporymi uprzedzeniami kulturowymi i wieloma innymi tematami, przez co tworzą zupełnie inne Smerfy, ale zachowują sposób pisania poprzednika raz jego kreskę i kolorystykę, dzięki czemu nowe albumy doskonale wpisują się w to, co znamy. Dzięki identyczności rysunków miłośnicy pierwotnych Smerfów będą czuli satysfakcję z czytania. Wizyta w wiosce, w której każdy Smerf ma dostęp do wiedzy bez posiadania narzędzi weryfikacji ważności informacji na pewno będzie pouczającym doświadczeniem młodych czytelników. Każdy tom niesie z sobą jakieś ważne przesłanie i jak już wspomniałam będzie świetnym materiałem na lekcje etyki, godzinę wychowawczą, ale też i w domu w czasie jako sposób spędzania wolnego czasu i rozmów z dziećmi o ich codziennych problemach.
Smerfy polecam każdemu dziecku. Dzięki tym niebieskim stworkom młodzi czytelnicy pokochają czytanie.