Etykiety

środa, 8 kwietnia 2020

Na początku była teoria, a później tysiące ofiar

Autyzm ma na swoim koncie wiele ofiar. I to nie z powodu tego, że autyzm zabija, ale z powodu wykluczenia, czy szkodliwych teorii. Do 1943 roku nie był on w ogóle znany. Do dzieci z autyzmem podchodzono tak jak do wszystkich innych: z drewnianą linijką i dobrym pasem. Kiedy moja córka została już zdiagnozowana i na dłużej pojechaliśmy do mojego rodzinnego domu babcia stwierdziła: dokładnie tak zachowywała się moja koleżanka z klasy. Było to przed wojną. Była często bita za swoje zachowanie, bo wówczas lanie było jedną z metod wychowawczych. Wykłady Korczaka nie docierały na wielkopolską prowincję. Dziewczynka nie dożyła wojny. Z jakiego powodu? Nikt dziś nie wie. W pamięci babci pozostała tą milczącą, płaczącą i ciągle bitą koleżanką, która nie potrafiła usiedzieć na lekcjach. Rok 1943 nie przyniósł odmiany. Opisanie przez Kannera grupki dzieci, które nie potrafiły się komunikować nie zmieniło losu tych dzieci. Nadanie nazwy jednostce „chorobowej” przez Bleulera i przypisanie jej do rozszczepienia schizofrenicznego wcale nie polepszyło losu dzieci. Powstały specjalne ośrodki, do których rodzice masowo oddawali swoje dzieci. A tam działy się rzeczy straszne: wiązanie, bicie, siłowa terapia. Oczywiście trzeba było znaleźć winnego tego zaburzenia. Najłatwiej w takiej sytuacji zrzucić odpowiedzialność na matkę. Zapoczątkowana przez Kennera teoria „chłodnych matek” i popularyzowanie jej w latach 50 XX przez Bettelheima była teorią polityczną. Zadaniem tych naukowców było udowodnienie, że jedyną rolą kobiety jest skupienie się na domowym ognisku, bo jeśli tego nie robią to krzywdzą dzieci wywołując u nich autyzm i wychowując osoby niezdolne do funkcjonowania w społeczeństwie. Skąd potrzeba na taką teorię? Przypomnijmy sobie historię: II wojna światowa zaciągnęła rzesze mężczyzn na front. Fabryki, biura, urzędy zapełnione były kobietami. A po wojnie dumni mężczyźni  wrócili z frontu i chcieli iść do pracy, znowu poczuć się ważni, znowu chcieli mówić kobietom, że los rodzin zależy tylko od ich zarobków, a napotkali zbuntowane kobiety, którym spodobało się, że one też mogą mieć własne pieniądze, że mogą czuć się niezależne, wolne. Trzeba było coś z tym zrobić. Patriarchalni naukowcy od razu wykorzystali opisanie nowego przypadku, a winę za jego powstanie zrzucili na matki karierowiczki. Opisana jednostka „chorobowa” spadła szowinistom z nieba. Ich teoria na temat powstania autyzmu skrzywdziła tysiące matek, które poświęcały się angażując się w opiekę nad dzieckiem. Prace Melanie Klein pozwoliły nieco inaczej spojrzeć na problem i zauważającej, że już u noworodków można zauważyć nietypowe zachowania, a polegały one na tym, że dzieci z autyzmem (w przeciwieństwie do tych bez autyzmu) odczuwały lęk przed utratą kontaktu z matką nawet jeśli do tej utraty kontaktu nie dochodziło. Tustin zauważyła, że autyzm może być spowodowany genetycznie, ale ciągle w tle pojawiała się „wina matki” za ujawnienie się autyzmu. Do końca ubiegłego wieku matki były tymi, na które zrzucano odpowiedzialność (pewnie znacie wiele przypadków, kiedy to w historii zrzucano na kobiety winę za coś tam, ale zawsze wtedy powtarzamy sobie: to było dawno). Bardzo dużo w kwestii autyzmu zrobiły znienawidzone przez niektórych feministki, które obaliły krzywdzące teorie dotyczące złego zachowania matek, poddając w wątpliwość metodologię badań, spojrzały na problem z punktu problemu autyzmu u bliźniaków. To z ich przyczyny na autyzm patrzymy obecnie przez pryzmat czynników biologicznych z naciskiem na genetyczne. Nadmierny lęk, kiedy matka oddala się nawet na chwilę i nieumiejętność nawiązania satysfakcjonującej relacji przez dziecko z matką jest jednym z czynników, który pozwala ocenić występowanie autyzmu. Nim naukowcy doszli do tego nie brakowało teorii dotyczącej diety, środowiska, szczepionek, grzybów, pasożytów w organizmie. Mimo upływu lat, wskazania, które geny odpowiadają za autyzm wszystkie te teorie nadal mają się świetnie. Najgorsze jest to, że są one żywe wśród wielu lekarzy, pedagogów, psychiatrów, neurologów.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza