niedziela, 20 kwietnia 2014

"Witaj w klubie" reż. Jean-Marc Vallée (2013)

Początek filmu jest zaskakujący. Aż zaczęłam się zastanawiać, dlaczego czegoś takiego nie zobaczyłam w „Matadorze” reż. Almodóvara. Później sobie wyjaśniłam, że co by o nim nie powiedzieć to ma swoje granice, które reżyser tego filmu przekroczył. Szybki seks, bójki, byki, narkotyki, popijanie i praca – tak toczy się życie przeciętnego samca, który za bardzo o siebie i swój wygląd nie dba, co widać na pierwszy rzut oka: przetłuszczone włosy, przepocone koszule. Tacy mężczyźni nie tolerują inności, a inność zaczyna się poza granicami ich doświadczenia, czyli poza śmierdzącym męskim potem, mocnymi używkami, niebezpieczną pracą i związkami bez zobowiązań. Mężczyzna ubierający się w damskie ciuszki i czujący się piękna kobietą jest dla nich najgorszym z możliwych wizerunków człowieka, bo ani nie da się z nim wypić piwa (kto pije piwo z ciotami?) ani zaliczyć (to jednak ciągle facet). Do tego dochodzi masa stereotypów: HIV jako choroba homoseksualistów, trujące leki wprowadzane na rynek, w imię ratowania życia (a raczej budżetu koncernu), niezarejestrowane leki uważane za szkodliwsze niż zarejestrowane. Czy i my nie żyjemy w takim świecie przesądów? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami.
Jean-Marc Vallée (w oparciu o scenariusz Craiga Bortena i Melisy Wallack) opowiada autentyczną historię (dlatego nie boi się gorszących scen) Rona Woodroofa (Matthew McConaughey), zamieszkałego w Teksasie i nadużywającego alkoholu, narkotyków. Życie elektryka – kowboja urozmaicają kontakty z kobietami. Ratując kolegę z pracy ulega wypadkowi i trafia do szpitala, gdzie dowiaduje się, że ma AIDS i został mu miesiąc życia. Od tej chwili zaczęło się odliczanie. Zdesperowany Ron stara się o leczenie "nowym-starym" lekiem – AZT, który wkracza w fazę testów na ludziach. Gdy słyszy odmowę, zdobywa go na własną rękę. Zanik źródła dostaw doprowadza go aż do Meksyku, gdzie od miejscowego lekarza dowiaduje się o skutkach zażywania leku, który miał pomagać. Nowy znajomy przepisuje sprzedaje mu lekarstwa zakazane. Tylko przebranie ratuje jego dostawę do kraju.
Pojawia się kolejna przeszkoda: musi zarobić na te specyfiki, a to umożliwi mu handel nimi, ale jego brak tolerancji, nieumiejętność rozmawiania z ludźmi sprawiają, że nie udaje mu się nic sprzedać. Na szczęście spotyka poznanego w szpitalu transwestytę, który staje się jego partnerem biznesowym. Od tej pory będą dla siebie przyjaciółmi pilnującymi nie tylko wspólnych interesów, ale i walczącymi z prawem i próbującymi je obejść.
Film doskonale pokazuje jak nowe doświadczenia otwierają świadomość ludzi oraz mobilizują do nauki. Polecam wszystkim, którzy chcą mentalnie wrócić w tamte „wspaniałe” czasy, we „wspaniałym” kraju „wolności” i „tolerancji”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz