czwartek, 2 kwietnia 2015

do grzecznych dzieci przychodzi... zajączek

Wielki Czwartek to w kulturze chrześcijańskiej czwartek przed Wielkanocą. U mnie w domu był to pierwszy dzień solidnego postu… Dzień, który miał upamiętniać ważne dla wyznawców wydarzenie: ustanowienie eucharystii. Mnie się kojarzył ze zającem i nie rozumiałam, dlaczego wtedy trzeba pościć. Przecież cały rok czeka się na jaja i słodycze przyniesione przez zająca i można je tylko pooglądać, ewentualnie zjeść po jednym czekoladowym jajku… Z produktów zwierzęcych można było jeść jaja, które przyniósł zając. Zjedzenie masła było już grzechem…
Do zajączka przygotowywałam się z bratem przez wiele tygodni. Urodziłam się jeszcze w czasach komuny i pierwsze święta miały znamię braków. Aby zrobić gniazdko dla zajączka – który ot tak nie może na podłogę znieść jaj i słodyczy, musi mieć do tego warunki – przez kilka tygodni polowaliśmy w sklepach na odpowiedniej wielkości kartony, a to w czasach braków nie było łatwe. Nie mogły być za małe, ani za duże. Czasami trzeba było tych pudeł kilka, bo i dla innych dzieci. Tydzień przed zajączkiem zaczynaliśmy je ozdabiać naszymi arcydziełami, a w środę pozostało nam wyprodukowanie miękkiego wysłania. Często dołączaliśmy do tego kartki świąteczne.
Wigilia zajączka była tak ekscytująca jak dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia: z utęsknieniem czekaliśmy na słodycze, które były trudno dostępne… Byliśmy tak niecierpliwi, że trudno było nam zasnąć, a kiedy już się zbudziliśmy to pędziliśmy sprawdzić, czy zając już był. Mama często nas odsyłała mówiąc, że przepłoszymy zająca. To nam nie przeszkadzało w skradaniu się, podglądaniu, wypatrywaniu. Zobaczenie tego magicznego zająca było dla nas wielkim pragnieniem.
Pewnego poranka (w roku wydarzeń związanych z Okrągłym Stołem) wstałam wcześnie i skradałam się na bosaka przez korytarz, aby w jego drugiej części przyłapać zająca na gorącym uczynku. I mi się udało… przyłapałam mamę i babcię rozdzielające słodycze. Byłam wtedy tak spragniona słodyczy, że szybka dziecięca kalkulacja wzięła górę: jak powiem, że wiem, że to nie zająć to czekoladek nie będzie. Uciekłam do łóżka, by czekać na wołanie mamy, że zając już był.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz