piątek, 3 kwietnia 2015

Manula Kalicka: Wielkanoc pełna zabaw

Wielkanoc w czasach mojego dzieciństwa była totalnym zabawowym szaleństwem. Jeździlismy całą rodziną na wieś, do Lubania, kolo Nowego Miasta nad Pilicą do ciociobabci i prababci. A tam cuda. Przynajmniej dla nas. Chodziliśmy całą watahą dzieciaków. tak jak zapewne bywało jeszcze i w XIX wieku, od chałupy do chałupy śpiewając: Dyngusie, dyngusie, ty wielki nygusie. Przynieśże do komóreczki jajek dwie kopeczki. Dyngusie, dyngusie, ty wielki nygusie. A z każdego domostwa wynoszono nam jajka, ciasta, wędliny nawet. Pamiętam, że raz uzbierałyśmy z siostrą kopę jaj. Ku radości mamy. Wszyscy byli bardzo mili, dla nas szczególnie, bośmy miastowe były, no do mamy ludzie mieli sentyment- rodzice zostawili ją dzień przed powstaniem i wrócili ratować dobytek. Oboje zginęli, wiec mama była, rzec można, miejscową sierotką, (której się potem w życiu powiodło). A w lany poniedziałek wprost ekstatycznie biegaliśmy z wiadrami i chłopcy nas oblewali - a my ich. Jakoś nikt się nie bał ani grypy ani rotawirusów. Zmęczeni i zmoczeni wracaliśmy do domów, gdzie objadaliśmy się własnej czyli ciotczynej roboty szynkami, kaszankami i innymi cudami. A i winem bywałyśmy częstowane: porzeczkowym. Już tego nigdzie nie uświadczę. Było, minęło. Nawet dzieci ciotki Zochy nigdy nie potrafiły odtworzyć tych smaków. To odeszło, a na zwolnione miejsce przyszło nowe. Wracam więc do kuchni robić sałatkę z karczochów. Pierwszy raz w życiu, się przyznam. Ale i niezłą kaszankę mam na jutro.Tak się więc nowe miesza ze starym. Miłych Świat, alleluja i do przodu…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz