niedziela, 6 sierpnia 2017

"A.I. Sztuczna inteligencja" reż. Steven Spilberg

A.I. Sztuczna inteligencja reż. Steven Spilberg
Nie należę do osób przepadających za filmami Sci-Ficion. Wszystko przez zbyt naiwne fabuły, jeszcze naiwniejsze zachowania bohaterów i przeciętne efekty specjalne (mało który film ma je naprawdę powalające), a mimo tego dałam się namówić na Sztuczną inteligencję Spilberga.
Wstęp do takiego filmu jest tendencyjny: sala konferencyjna i dyskusja nad ulepszeniem robotów, które doskonale potrafią naśladować ludzi. Posiadają jednak małą wadę: nie mają uczuć. Problem jest nam znany z życia codziennego. Nasze sprzęty nie pałają do nas żadnym uczuciem, chociaż czasami mam wrażenie, że to i owo psuje się specjalnie, kiedy super tego potrzebuję, ale wiem, że to jedynie złudzenie.
Kolejne sceny to małżeństwo odwiedzające swojego prawie-nieżywego syna. Nie wiadomo, co się stało. Wiadomo, że są zdesperowani i zrobią wszystko, by odzyskać dziecko. Lekarz nie daje nadziei. Ojcem jest uczony pracujący nad robotami i jak to zwykle bywa tak i tu potrzeba staje się matką wynalazków. Ojciec wynalazca buduje nowy model robota-dziecka. Jest to innowacja, ponieważ do tej pory roboty miały formę dorosłych ludzi, którzy służyli ludziom, będącym na uprzywilejowanej pozycji, ponieważ jako władcy nie mają litości wobec maszyn. Dla mnie te odczucia są normalne, bo jakoś nie odczuwałam litości nad pralką czy samochodem, które przyszło mi zezłomować.
Wynalazca przyprowadza swój model do domu i pokazuje zrozpaczonej żonie, która tęskni za synem. Ta go nie potrafi zaakceptować. Traktuje jak intruza i maszynę. Momentami jest przerażona zachowaniem małego androida, który podobno ma uczucia. Nikt jednak nie jest pewny, że tak faktycznie jest.
Po wielu „ucieczkach”, omijaniach sztucznego dziecka (David) w końcu przyzwyczaja się do niego i postanawia zaprogramować mu miłość do siebie. David jest przekonany o swoim człowieczeństwie. Jego stan i status zostaje mu uświadomiony, kiedy w domu pojawia się prawdziwy syn małżonków. Medycyna zrobiła spore postępy i dziecko zostało uratowane. Mimo niesprawności i konieczności rehabilitacji jest on typowo ludzkim dzieckiem: pała gniewem, nie szanuje przedmiotów, wykorzystuje naiwność Davida, który pod jego wpływem chce zdobyć pukiel włosów matki. Oczywiście androidek nie poprosi przybranej matki o to tylko skrada się nocą i ścina jej włosy. Kiedy kobieta budzi się widzi stojącego nad nią robota z nożyczkami. Każdy normalny człowiek bez chwili wahania oddałby wadliwy, groźny model do degradacji. Ona jednak tego nie potrafi.
Kolejne niepokojące zachowanie to próba utopienia chorego dziecka przez androida. Dopiero to sprawia, że chcą pozbyć się robota. Kobieta mimo tego posiada dziwne sztuczne rozterki moralne dotyczące losów malca-robota. Postanawia oddać model, ale po drodze wyrzuca go w lesie. David zaczyna wierzyć, że wróci do domu, kiedy stanie się prawdziwy. Utożsamia się z Pinokiem i przeżywa szereg absurdalnych przygód, które w realnym świecie nie miałyby miejsca.
Jak widać fabuła kiepska, przewidywalna, problemy sztuczne. Przy tego typu historiach film jest zazwyczaj ładnie oprawiony (np. Avatar 3D), ale ten niestety nie powala również efektami specjalnymi. Mimo tego porusza o ważne problemy etyczne: czy kiedyś będziemy mieli rozterki dotyczące traktowania maszyn? Czy maszyny będą tak zaprogramowane, żeby czuć? Obecnie jest to dla nas wyrzucających zepsute sprzęty na wysypisko lub złomowisko dziwny problem, ale kiedy uzmysłowimy sobie, że w XVIII wieku ludzie mieli podobne podejście do zwierząt przestaje nam się ów problem wydawać wydumanym i zaczynamy dostrzegać potencjał takich rozważań, poszukiwania najlepszych rozwiązań.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz