środa, 2 sierpnia 2017

plaża i okolice

Stoimy na pasach i stoimy i stoimy, i stoimy, aż mąż pchający Olę w wózku rzuca do mnie tekstem:
-Wystaw stopę, żeby się wbić na pasy i dać do zrozumienia, że my tu nie podziwiamy widoków tylko czekamy na przejście.
-Żeby mi stopę urwali?
-No przecież lepiej, żeby twoją stopę urwali niż dziecko w wózku potrącili.
Akurat jak na zawołanie znalazła się odważna kobieta z drugiej strony jezdni i jest na pasach, samochody się zatrzymują to i ja wchodzę. Ona przekroczyła połowę, a ja na połowę z tej strony, z której ona wchodziła miałam wejść, ale... auto, które owej kobiecie się zatrzymało ruszyło....
Jakimś cudem dotarliśmy cali, zdrowi i w jednym kawałku do plaży. Ola troszkę pobudowała, popływała i się zaczęła nudzić, więc zrobiliśmy wycieczkę wzdłuż wybrzeża. Ola zatrzymywała się w kolejnych bajorkach i taplała. Nikt nie miał pretensji, bo to plaża i każdy każdemu wchodzi w drogę. W pewnym momencie Ola weszła do większego naturalnego bajorka i słyszę komentarz:
-Ale to mojego syna jest.
-Nie uwierzę, jeśli nie zobaczę aktu notarialnego.
Facet popatrzył na mnie jak na wariatkę, złapał syna i się zmył, a przecież dzieci mogły bawić się razem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz