Etykiety

czwartek, 20 września 2018

względność czasu

Moja pani wczoraj mnie porzuciła. Wyszła po obiedzie i zostawiła mnie samego w domu. Później przyszedł pan i zabrał do pracy, czyli abym pomógł mu odebrać Olę, ale martwiłem się, co stało się pani. Przecież ona nigdy nie wychodzi beze mnie. Kiedy po spacerze wróciłem do domu i zobaczyłem, że nadal jej nie ma mój niepokój był bardzo duży. I nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo cieszyłem się, kiedy po kolejnym spacerze, zaprowadzeniu Oli na terapii pani już była w domu. Zdecydowanie nie lubię takich jej zniknięć. Pani stwierdziła, że zachowuję się jakbym jej nie widział dwieście lat, a nie dwie godziny, ale ja myślę, że to jednak było dwieście lat, a nie dwie godziny. Dwie godziny na spacerze trwają dużo krócej. Nie wiem czy zrozumiała moją sugestię, bo zaczęła nam (mi i Oli) czytać książkę o względności czasu. Dzięki temu dowiedziałem się, że kiedy siedzę na kocu i patrzę na ogród nudząc się tym, że nie ma Oli i nikt jeszcze nie chce ze mną wyjść wcale nie trwa dłużej niż spacer, który zawsze wydaje mi się za krótki. Jakoś nie bardzo chce mi się w to wierzyć.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza