Etykiety

wtorek, 12 maja 2020

Człowiek czy bydlę?

Jako kobieta, która studiowała również „męskie” kierunki (penisa do nich nie trzeba, a jednak uchodzą za takie) i mieszkała w koedukacyjnych akademikach oraz uczestnicząca w wielu studenckich imprezach widziałam nie jedno i przeprowadzając się do Góry myślałam, że już mnie nic nie zaskoczy. A jednak w życiu nie można być niczego pewnym. Także tego, że nie damy się zaskoczyć. A ja się dałam.
Szłam sobie z Olką, psem i wózkiem za panem przez trawnik przy markecie. Obecnie na tymże trawniku powstało centrum handlowe. Olka zafascynowana dmuchawcami biegała od jednego do drugiego i dmuchała, a ja nadzorowałam, żeby nie pobiegła za blisko ulicy i nie wpadła na pomysł przebiegnięcia przez jezdnię. W pewnym momencie widzę, że ów pan, za którym szłam robi coś dziwnego na trawnikowej ścieżce. Zdejmuje spodnie. Później ściąga majty i z takimi wiszącymi w kolanach spodniami i majtami opróżnia pęcherz. Bez żadnego skrępowania. Po całej czynności podciągnął bieliznę, podciągnął spodnie i jakby nigdy nic idzie dalej.
To jakoś tak zbiegło się z napływem imigrantów do Europy. Miałam w znajomych pisarkę, która kilka dni później opublikowała filmik, na którym bohaterem był ponoć muzułmanin (nie wiem, na czole wypisane nie miał) i zrobił dokładnie to, co pan, którego ja widziałam. Różnica między nimi taka: tamten uciekał przed wojną i jego czynność została utrwalona, a ten miejscowy alkoholik, którego większość stara się nie widzieć, bo przecież wyjmuje jedzenie z kontenera. I właśnie później przy jednym z tych kontenerów owego pana poznałam bliżej, a wszystko przez nietypowe zdobycze. Wyjmował z papierów książki, a ja szukałam czegoś dla Oli do zabazgrania i wyrzucałam to, co zabazgrała. Pogadaliśmy troszkę, bo zdziwiło mnie, że książki wyjmuje. Spytałam, czy na podpałkę, jak większość ludzi.
-Pani, ja je czytam. Jestem bezdomny i nie chodzę do biblioteki, ale czytać lubię, więc biorę to, co ludzie wyrzucą. Czasami książki, czasami gazety, ale wolę książki, a później wyrzucam, bo nie mam gdzie trzymać.
Porozmawiałam z nim też o tym jak radzi sobie z higieną. Okazało się, że świetnie, że nawet pierze rzeczy, bo markety wyrzucają czasami uszkodzone środki czystości. W mieście parę pomp jest. Napełnia plastikowe butelki wodą i na uboczu w krzakach myje się cały. Ale taki luksus tylko latem, bo zimą za zimno.
Kiedy już udało mi się z nim przełamać granicę wstydy spytałam o to załatwianie potrzeb. Okazało się, że zdejmował tak, ponieważ miał z przodu nogi pogryzione przez psa. Ponoć właściciel czworonoga go poszczuł. Jako właścicielka czworonoga takich zachowań nigdy nie zrozumiem. Do tego miał przeziębiony pęcherz, więc nie miał szans zdążyć w krzaki. Żeby nie chodzić pomoczony moczem załatwiał potrzeby na środku chodnika, żeby nie uszkadzać ran obcieraniem zdejmował nisko spodnie i majtki. Na pytanie, czy nie boi się mandatu stwierdził tylko, że i tak nie mieliby z czego ściągnąć. Rozmawiając z nim nasunęła mi się refleksja: A co gdyby był wojennym uciekinierem, wyznawcą innej religii? Czy też ludzie udawaliby, że nie widzą jego chwilowego zachowania? Czy jego mycie się po krzakach też traktowano, by jako coś, czego się nie dostrzega? Czy jego zachowania wykorzystano by do zwalczania współwyznawców? A może puszczono by w świat filmiki z podpisem "takie bydło zaludni Europę" (cytuję ową pisarkę, która udostępniła filmik).
Dlaczego tak łatwo przychodzi nam uprzedmiotowianie, dehumanizacja ludzi, o których nic nie wiemy? Dlaczego uważamy, że nasze spojrzenie jest najważniejsze, że nie warto wysłuchać, co ma do powiedzenia druga strona? Dlaczego tak łatwo uogólniamy?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza