Etykiety

środa, 5 lutego 2014

człowiek rozumny kontra człowiek społeczny


Człowiek to przede wszystkim zwierzę społeczne. Niektórzy się z tym nie zgodzą i stwierdzą, że przecież dla naszego gatunku istotniejsza jest jego zdolność intelektualna. Ta ważność to tylko pozory, które znikają po dłuższej obserwacji jednostek i większych grup gatunku. Intelekt czy pozycja wyprostowana to atrybuty, bez których człowiek, jako gatunek może się obyć; bez kontaktów społecznych – nie.
Ludzie ciężko chorzy - przypominający bardziej warzywo niż żywą istotę, która cokolwiek czuje (wiem, bo pracowałam jako wolontariuszka przy takich ludziach) i rozumie – egzystują nie dzięki rozumowi i pozycji wyprostowanej, ale właśnie dzięki kontaktom społecznym. W szczególności ważne są tu kontakty z krewnymi, ale jak ich nie ma to również obecność czy dotyk obcej osoby jest dobry. Wielu naukowców wręcz twierdzi, że wcale dzieciom do prawidłowego rozwoju nie są potrzebne liczne zabawki edukacyjne, ale kontakt z rodzicami, ich czułość i czas. Jeśli nie zapewniamy sobie i innym odpowiedniej dawki bliskości nasze zdolności zanikają i więcej chorujemy.
Osoby niepotrafiące żyć wśród ludzi, nawiązywać kontaktów psychicznych i fizycznych są najbardziej upośledzonymi umysłowo i fizycznie ludźmi. Można pokusić się o stwierdzenie, że pozbyli się oni swego człowieczeństwa. Najgorszym objawem tej choroby jest pozór zachowywania normalności przez zaspokajanie swoich potrzeb bliskości z przedstawicielami niższych (czyt. stojących na gorszej pozycji rozwojowej i intelektualnej) gatunków.
Niejednokrotnie słyszałam od właścicieli psów, kotów, królików i innych (niektórzy przecież kochają węże) pupili (które równie dobrze mogłyby wylądować w garnku czy piekarniku, jak na kolanach wspaniałego właściciela), że lepiej dogadują się z własnym zwierzęciem niż z innymi ludźmi. A może gdyby byli dla innych  członków swego gatunku tacy jak wobec tych zwierząt to wcale nie byłoby problemu?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza