wtorek, 21 lutego 2017

Norman Davies "Europa. Między Wschodem a Zachodem"

Norman Davies, Europa. Między Wschodem a Zachodem, tł. Bartłomiej Pietrzyk, Kraków „Znak” 2009.

Wielkim problemem współczesnego świata są "życzliwe" mity o innych nacjach. W owych mitach Polacy postrzegani są jako antysemici, Ukraińcy jako bezduszni bandyci, Niemcy to ludobójcy. Zapominamy o całych wielopokoleniowych kontaktach między narodami, a raczej nacjami (narody narodziły się dopiero w XIX wieku). Ludy Europy żyły obok siebie, asymilowały się, mieszały się , zmieniały miejsce zamieszkania uciekając przed nieodpowiednimi czy niesprawiedliwymi rządzącymi, zmieniali religie, by wyrazić poparcie lub jego brak wobec rządzących, ci ostatni z kolei często narzucali konieczność wyznawania Boga w określony sposób.
Europa (jako twór polityczny) od początków jej kształtowania była tyglem trzech kultur: chrześcijańskiej, judaistycznej i muzułmańskiej. Owa różnorodność była źródłem postępu naukowego, ale też i licznych wojen, które toczyły się również w granicach określonej religii.
Norman Davies w swojej książce „Europa. Między Wschodem a Zachodem” jest bardziej dziadkiem gawędziarzem niż historykiem. Można pokusić się o stwierdzenie, że książkę mogłaby napisać osoba będąca filologiem, socjologiem czy filozofem. Wystarczyło zastosować dekonstrukcjonistyczny warsztat, obalić dawne mity lub szukać źródeł do ich obalenia. Owo podejście jest jednak dla nas Polaków bardzo korzystne. Nie jesteśmy już narodem leni i złodziei prześladujących Żydów, ale bardzo tolerancyjnym krajem z czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów, kiedy Polska była azylem wolności na tle absolutystycznych państw i grasującej Inkwizycji.
Davies zaznacza w swojej książce, że nasza kultura ma korzenie Wschodnie. Nawet chrześcijaństwo uważane za osiągnięcie Zachodu powstało na Wschodzie: „Również religia judeochrześcijańska nie miała europejskich źródeł. Jak wszystkie trzy religie monoteistyczne pochodziła z Orientu – ex Oriente lux. Zrodziła się w Judei z judaizmu i dopiero później Europa stała się jej najważniejszym ośrodkiem” (s. 20).
Mimo tego jej korzenie nie były nigdy chrześcijańskie i wmawianie Europejczykom, że nie ma Europy bez Chrześcijaństwa jest manipulacją rządzących. Przez wiele wieków w Europie obok chrześcijaństwa istniały pierwotne religie pogańskie, które wypierane przez nową ideę wprowadzały swoje rytuały i symbole do wchłanianych wartości: „Rytuały, zamaskowane dla niepoznaki chrześcijańskimi symbolami, często pozostawał podstawowymi składnikami europejskiego folkloru” (s. 22). Pogańskie symbole nigdy nie popadły w zapomnienie i wykorzystali je naziści, którzy nie tylko mieli dobry kontakt z Watykanem, ale których –nawet w obliczu ludobójstwa – papież Pius XII nie upomniał.
Europa XX wieczna była terenem, na którym ścierał się komunizm i faszyzm. Zdaniem Daviesa liberalizm w Europie do czasu interwencji USA w II wojnie światowej był siłą niedomagającą, która nie potrafiła poradzić sobie z faszyzmem i komunizmem. O hiszpańskich republikanach walczących podczas wojny domowej (1936-1939)  jako trzeciej sile walczącej wspomina w „Europie. Rozprawie historyka z historią”. Byli oni jednak na tyle tolerancyjni, że ich rozgrywki między komunistami Trockiego a falangą Moli zbuntowanej przeciwko zbyt tolerancyjnym rządom republikańskim nie wspomina żaden z historyków opisujących owe starcia. O owych starciach przeciwko władzy nie piszą również amerykańscy autorzy biorący udział w walkach po stronie komunistów, ani katoliccy dokumentaliści ubolewający nad rozlewem krwi przez ateistyczny motłoch.
Książka Davisa mimo licznych anegdot z życia autora wnosi wiele dobrego do dyskusji nad współczesną historią. Ma obalić dawne poglądy i zakłamywanie historii. Jedynym minusem jego książek jest to, że najwięcej czytelników znajdują w Polsce, która jest przecież zainteresowana tym, by inni o niej czytali, a niekoniecznie chce czytać o sobie.
Jak na gawędziarza i historyka pozycja ta posiada szereg trafnych (logicznych) analiz i wniosków dotyczących dziejów ludzkości. W analizie różnych problemów nie ogranicza się do terenu Europy. Książka (jak wszystkie inne jego dzieła) jest raczej esejem do poduszki i przemyśleń niż poważną akademicką literaturą. Może stanowić doskonałe uzupełnienie wiedzy z historii dla gimnazjalistów i licealistów, co nie znaczy, że osoby starsze i lepiej wykształcone stracą czas czytając ją.
Jeśli chodzi o moje osobiste odczucia podczas czytania tej pozycji to szlag mnie trafiał kiedy przy każdej „analizie” wydarzeń autor wtrącał anegdoty z własnego życia (pisanie pamiętnika przy okazji pisania historii Europy) i ciągle wpadał w samo zachwyt nad własnym geniuszem, ale jest to cecha typowo brytyjska (tak samo jak zidiocenie intelektualne amerykańska) i każdy, kto z Brytyjczykami miał do czynienia wie doskonale jakie to uciążliwe na co dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz