środa, 15 lutego 2017

ogłoszenia o pracę

Kapitalizm jest wspaniałym systemem gospodarczym zapewniającym nam znakomite perspektywy. Dawniej (czyt. w czasach komuny)nie było ofert pracy jako takich. Państwo doskonale wiedziało, gdzie dana osoba sprawdzi się najlepiej (zwłaszcza jeśli chodziło o absolwentów uczelni), dlatego niejednokrotnie wysyłało swoich „towarzyszy obywateli” w miejsce odległe od ich zamieszkania, jeśli tylko tam było zapotrzebowanie na osobę wykształconą w danym kierunku. Taka zsyłka jednak nie była aż tak straszna jakby nam-współczesnych się wydawało. Wspaniała Matka-Ojczyzna zapewniała zakwaterowanie (czasami za darmo a często za banalnie niskie stawki) i odpowiednie - do wykonywanego zawodu – wynagrodzenie. Osoba zatrudniania w ten sposób nie miała, co prawda niesamowitych możliwości, szerokich perspektyw itd., ale mogła spokojnie żyć do emerytury nie martwiąc się o to, czy w ogóle takową otrzyma.
Dziś to wygląda zupełnie inaczej. Mamy więcej możliwości. Młodzi ludzie często już na studiach szukają jakiegoś zajęcia, które pozwoli im przetrwać (jeśli jest się uczciwym to stypendium socjalnego się nie dostanie i trzeba pracować) te początki samodzielnej młodości (zdarzają się i utrzymankowie rodziców, ale jest ich niewielu).
Młody człowiek pełen energii, sił twórczych i zaangażowania rusza na poszukiwania pracy. Jest jeszcze niedoświadczony, więc nie bardzo wie, czego może się spodziewać po firmach i ogłoszeniach. Każda proponowana praca wydaje mu się posiadać znakomite perspektywy i większość sprawia wrażenie wymarzonych prac, które czekają właśnie na niego. Z czasem nabywa doświadczenia, dowiaduje się, gdzie warto a gdzie nie warto pracować, za ile i w jakich godzinach – dobrze zorganizowane towarzystwo znajomych studentów i absolwentów mogą mu ułatwić ominięcie wielu nieszczęsnych pomyłek, na których uczyły się pokolenia szukające pracy w znakomitym systemie kapitalistycznym.
Na początku kapitalizmu nie istniał jeszcze specyficzny język ogłoszeń. Firmy otwarcie pisały, czego oczekują i co oferują. Z czasem takie informacje niemal obrosły tajemnym szyfrem, swoistą „branżową” metaforyką - i wcale nie chodzi tu o specjalistyczne słownictwo prezentujące zakres obowiązków pracownika – którą przeanalizuję na przykładzie ogłoszeń, które ostatnio szczególnie „rzuciły mi się w oko”.
Bardzo interesujące są same nazwy stanowisk, ale to pewnie już ktoś wcześniej zauważył, więc ja nie będę wiele o tym pisać. Zauważyłam tendencję do szukania wszelkiego rodzaju specjalistów: specjalista ds. kontaktów z klientami (czyt. sprzedawczyni), specjalista ds. utrzymania czystości (czyt. sprzątaczka) czy regionalny nadzorca ds zarządzania odpadami (czyt. śmieciarz). Nazwy cudnie brzmią, stanowiska jednak nie są tak atrakcyjne, jakby można oczekiwać.
Moja uwagę szczególnie przykuły ogłoszenia dla studentów (w końcu od tylu lat obracam się w tym środowisku i ich problemy są problemami moich znajomych). Młode osoby studiujące mają szeroki wybór w ofertach. Pojawiają się ogłoszenia z wielu branży, w których pracodawcy szukają studentów (oczywiście ze względów na niski koszt eksploatacji) i to najlepiej zaocznych (dzienny jednak bardziej wczuwa się w studia niż w pracę).
Oczekiwania od takich młodych ludzi są różnorodne, ale zazwyczaj sprowadzają się do podstawowych wymogów. Od kandydata oczekuje, że będzie(i tu chyba najwygodniej będzie jak wymienię od myślników):
-młody, czyli taki, którym można jeszcze manipulować i nie podskoczy, ponieważ nie posiada zbyt dużego doświadczenia i przez to nie będzie robił problemów z urzędami w razie nieprawidłowości w firmie;
-pełen energii, ponieważ znakomita firma wyssie z niego wszelkie pokłady jakiejkolwiek energii do ostatnich sił (czyli po pracy w takiej firmie nie będziesz miał sił wstawać z łóżka);
-kreatywny – im ma więcej dobrych pomysłów tym lepiej (w końcu tacy są w stanie sprzedać coś, co firmie nie schodzi);
-pracowity – pod tym skromnym terminem kryje się aluzja do tego, że będą oczekiwali darmowej pracy po godzinach; w innej sytuacji jesteś zwyczajnym leniem niegodnym tejże wspaniałej pracy;
-z nienaganną prezentacją – wszelkie defekty odbiegające od normy nie są mile widziane (nie możesz mieć krzywych zębów, odstających uszy itd. ponieważ modele i modelki tak nie wyglądają);
-z umiejętnościami interpersonalnymi – czyli taki, który wciśnie najgorszy kit klientowi i nie ma z tym problemów;
-dyspozycyjny – to gorsze niż pracowity, ponieważ nie znasz dnia, w którym szef o 2:00 czy 3:00 w nocy zadzwoni do ciebie i powie ci, co masz na już zrobić; życie prywatne? No co ty! Przecież pracujesz 24h na dobę;
-uczciwy – ale tylko wobec firmy, czyli innych oszukujesz by przynieś firmie zyski;
-skuteczny – jak nie sprzedajesz, nie produkujesz, nie przekonujesz to nie jesteś potrzebny;
-znający co najmniej dwa języki obce, czyli angielski perfekcyjnie i dwa na poziomie komunikatywnym, ponieważ pracodawca zakłada, że angielski już dawno przestał być językiem obcym
-elastyczny – cokolwiek to znaczy.
Taka firma może młodej osobie oferować w zamian:
-pracę w młodym gronie – czyli co miesiąc następuje wymiana składu, który rozczarował się pracą na nowy – ciągle energiczny;
-wynagrodzenie zależne od zaangażowania i poświęconego czasu, czyli tak naprawdę od zdobytych klientów (udaje ci się namówić do podpisania umowy to masz maciupeńką prowizję, a jak nie to brak wypłaty).
Do tego często mile widziane jest poczucie humoru, abyś - jak nie dostaniesz kasy na koniec miesiąca - potrafił się jeszcze uśmiechać.

1 komentarz:

  1. Ja uwielbiam takie górnolotne określenia w ofertach. Odnoszę wrażenie, że to wyższy poziom kreatywności. Szkoda tylko, że praca zazwyczaj jest mało zajmująca, nisko platna i nie ma w sobie nic z tej górnolotności:-(

    OdpowiedzUsuń