Piłka nożna to nie jest coś, co mnie fascynuje – to tak
do zaznaczenia na początek. Z tego powodu, kiedy inni fascynują się
rozgrywkami, śledzeniem awansów ja sobie spokojnie siedzę i czytam. Najczęściej
z córką. Wśród lektur oczywiście nie zabraknie książek o piłce nożnej lub bohaterach,
których życie toczy się wokół niej. Dziwne nie? W sensie dziwne to, że chce mi
się czytać, o czymś na punkcie, czego nie mam bzika. Ja jednak bardziej zwracam
uwagę na fabułę, słownictwo, oprawę, ilustracje/zdjęcia czy stylistykę. Im bardziej
oderwana od życia historia tym lepiej, bo nie muszę zastanawiać się nad
istniejącymi między piłkarzami powiązaniami tylko pisarz lub pisarka sami mi
objaśniają. Do ideałów moich lektur o piłce nożnej należy dwutomowa opowieść „Lamy
United”. Żeby Was nie zanudzać mnożącymi się wpisami dziś o dwóch tomach w
jednym wpisie (pewnie już zauważyliście, że coraz częściej tak robię).
Opowieść zaczyna się dość prosto i można by powiedzieć,
że makabrycznie, ponieważ słynny piłkarz Artur Kapeć (oczywiście jeden z
najlepszych piłkarzy świata) pewnego dnia żonglował sobie w kuchni plastikowym
słoikiem majonezu. Nic nie wskazywało tragedii do czasu poślizgnięcia się na
złośliwym plasterku sera, który uciekł z lodówki i tylko czyhał na niczego
nieświadomego mężczyznę. Chyba znacie to z życia, że przedmioty (także
jedzenie) bywają złośliwe. Szczególnie w stosunku dla dzieci i mężczyzn (wiem,
wiem, p0jechałam genderowo, ale mój mąż od miesiąca jest na chorobowym i znam
te kataklizmy z życia). Allen Scott oczywiście wykorzystał to niewinne poślizgnięcie
do uśmiercenia bohatera. Ale jak? Przecież to dopiero początek opowieści. Na
początku nie zabija się bohaterów. Racja, ale tylko tych, którzy są ważni.
Widocznie Kapeć ważny nie jest. Przynajmniej nie tak bardzo jak mu się wydaje.
Oczywiście piłkarz jako dorosły mężczyzna i prawdziwy macho ma też żonę. Wdowa
po sławnym piłkarzu pragnie dokonać czegoś wspaniałego i sprawić, że jej mąż
zawsze będzie czuł, że jest blisko piłki nożnej, dlatego postanawia rozsypać
jego prochy na pierwszym boisku, na którym zaczynał grać w piłkę. W wyniku
prześladującego Artura Kapecia pecha i to musiało się nie udać. Złośliwy los nie
odpuszczał też po śmierci i… prochy sławnego piłkarza trafiły 480 km dalej…
Drugi wątek toczy się wokół Tima i Kaira – dwóch kolegów,
którzy poznali się dzięki przeprowadzce jednego z nich z miasta na wieś. Dzięki
mamie drugiego z chłopców na farmę trafia lama Ludo. Niedługo ma się ich pojawić
więcej, ale nie ma dla nich miejsca. To znajduje się w gospodarstwie ojca Tima,
który do tej pory próbował hodować kurczaki, świnie, uprawiać nasionka, ale
niestety nie miał do tego talentu. Syn przekonuje go do opieki nad lamami, na
których wełnie i odchodach można całkiem nieźle zarobić. Wydawało się, że nie
ma nic łatwiejszego niż opieka nad tymi zwierzętami, ale to tylko pozory.
Grupka lam okazała się dość niezwykła: potrafiły grać w piłkę. To oczywiście
ucieszyło chłopców, którzy na prowincji nie mieli zbyt wiele zajęć i znajomych,
a za to dużo wolnego czasu oraz pomysłów. Dzięki temu zostali pierwszymi
trenerami nietypowej drużyny piłkarskiej z czasem występującej pod nazwą Lamy
United i uczestniczy w prawdziwych rozgrywkach.
Drugi tom, „Lamy, do boju!” to opowieść o
przeciwnościach losu, korupcji oraz sile nie tylko pomidorowych argumentów. Grupka
znajomych z ojcem Tima walczą o to, aby lamy mogły uczestniczyć w Mistrzostwach
Świata. Wydawałoby się, że po takim sukcesie już nic nie stanie im na drodze, a
tu nagle okazuje się, że trener angielskiej drużyny, Ray Sowiniuk, nie jest
przychylny wprowadzeniu zwierząt do swojej drużyny i tym samym stworzenia
zespołu nie do pokonania. Bardziej interesują go zyski niż sukces piłkarski.
Młodzi bohaterzy jednak potrafią skutecznie przekonywać i udaje im się
wynegocjować cztery miejsca w ważnej dla nich drużynie. Które z lam zagrają i
czy uda im się zagrać w Mistrzostwach Świata? Musicie się przekonać.
„Lamy United” Allena Scotta to zabawna i pełna akcji
książeczka dla uczniów szkoły podstawowej. Myślę, że chętnie wysłuchają jej
uczniowie pierwszych klas, a trzecioklasiści i nieco starsi nie będą mieli
problemu z samodzielnym przeczytaniem. Ta prosta, pełna humoru opowieść zawiera
wiele paradoksów, ale skutecznie obnaża ludzkie wady i dzięki nietypowym bohaterom,
zaskakującej akcji świetnie rozbudzi dziecięcą wyobraźnię. Do tego opowieść powinna
też spodobać się dziewczynkom.
Całość wzbogacono prostymi, zabawnymi szkicami, które
doskonale wprowadzą czytelników w akcję. Wielkim plusem jest to, że opowieść
zawiera profesjonalne zwroty, których mogą nauczyć się laicy. Krótkie rozdziały
i duża czcionka sprawiają, że książkę czyta się bardzo szybko. Stronna czynna
sprawia wrażenie mknięcia akcji.
Polecam również:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz