niedziela, 11 maja 2014

„Róża” reż. Wojciech Smarzowski (2011)

„Róża” reż. Wojciech Smarzowski (2011)

Doskonały film o „bandytach” i „zwycięzcach”. Miejsce akcji: Mazury. Na odzyskane ziemie polskie przyjeżdżają „zwycięzcy”. Nie mają tu łatwego życia, ponieważ „niemieckie bydło” (czyt. miejscowa polska ludność) nie chce współpracować i wyjeżdżać z kraju. Ich udział w plebiscycie (nie głosowali tak, jak partia sobie życzyła) świadczy o braku patriotyzmu. Do tego żądają pomocy w odminowaniu pól czy wsparcia zbożem. W tych warunkach „zwycięzcom” trudno żyć, ale jakoś sobie radzą. Swoje męskie potrzeby realizują na znienawidzonych „Niemkach”, a ujściem emocji są walki z mężami przyjezdnych ze wschodu. Gwałtów i bicia jest sporo, ale takie były czasy.

„Bandyci” utrudniali władzy pracę: nie zmuszali „Niemek” do wyjazdu z Polski, odminowywali pole, nie chcieli zapisać się do partii, nie chcieli brać udziału w nowych strukturach państwa i zmuszali do poświęcania im czasu we więzieniach. Istni dzikusi.

Film Wojciecha Smarzowskiego jest tak dobry, że brakuje słów. Robi niesamowite wrażenie, a do tego pokazuje potomkom „zwycięzców”, jakimi „wspaniałymi” ludźmi byli ich rodzice z klubu samouwielbienia zwanego Partią. W „Róży” zawarto doskonały obraz tamtych czasów: walki o przetrwanie, walki z władzą, innymi ludźmi, którzy patrzyli na innych nieufnie. Dla wielu ludzi był to test na wytrzymałość. Dlaczego inni na to pozwolili? Głupota stadna?

Najbardziej podoba mi się zobrazowanie „Żołnierza Wyklętego” i pokazanie przez jego pryzmat „patriotów” z Armii Czerwonej. Prostota, cierpliwość i skromność przeciwko przemocy i samozadowoleniu oraz pysze. Terror siany wśród ludności sprawia wrażenie trwania wojny, okupacji, a przecież to była nowa, wolna Polska, którą sprzedawano.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz