piątek, 2 maja 2014

przegląd babcinych sąsiadek

Kobiety w mojej rodzinie od pokoleń były nie tylko indywidualistkami, ale też przy okazji dysponowały niesamowitymi zasobami cynizmu. Przez długi czas (dopóki mocno się nie zestarzała i schorowała, przez co świat zaczął ją przerastać i przerażać) babcia zachwycała mnie swoim dystansem do różnych spraw. Wiele lat temu miała w sobie jeszcze mnóstwo życia, radości i potrafiła trafnie podsumować wiele sytuacji. Czytała mało, ponieważ podczas jej uczęszczania do szkoły była wojna i Niemcy wysyłali dzieci do prac w polu. Później przyszła komuna, podczas której razem z matką dbała o dom i pola, ponieważ bracia trafili do wojska (wówczas była to służba dwuletnia). Zawsze pogardzała ludźmi, którzy nie potrafili ciężko pracować i myślę, że zarówno ja, jak i moja mama zawdzięczamy jej swój pracoholizm.
Moja babcia mieszkała obok kilku ewenementów (nazywam ich tak, ponieważ wyznawane zasady nie zgadzały się wcale z zachowaniem). Pierwsza z sąsiadek była kobietą wiecznie umierającą. Posiadała niesamowitą zdolność grania ciężko chorej, by dostać urlop zdrowotny. Moja babcia czasami podśmiechiwała się, że sąsiadka powinna w teatrze grywać, ponieważ żaden lekarz nie był w stanie stwierdzić symulacji. Podczas częstych urlopów zdrowotnych sąsiadka intensywnie zajmowała się ogrodem. Kolejną grą rówieśniczki mojej babci było oddziaływanie na litość. Komuna była czasem, kiedy o różna nasiona było trudniej niż obecnie, a moja babcia była na tyle zaradna, że zawsze zbierała, aby były na następny rok. Podczas uprawy ogrodu przez moją babcię sąsiadka przychodziła do niej i użalała się na swoją biedę, zły los itd. (aż tak źle nie miała, ponieważ pracowała) i tak wysępiała nasiona potrzebne do obsiania ogrodu (sama ich nie zbierała z czystego lenistwa).
Kolejna sąsiadka udawała cnotkę. Jej nakazy moralne były tak surowe, że nawet żadna zakonnica nie przetrwałaby przestrzegania ich. Do tego dochodziła niesamowita religijność i radykalne ocenianie błędów innych ludzi. Na emeryturze doszła do takiej perfekcji w głoszeniu poglądów, że każda kobieta pijąca kawę czy paląca papierosa (nie wspomnę tu już o piciu alkoholu) była dla niej ulicznicą. Oceniała młode dziewczyny, które z wielomiesięcznymi chłopakami czy narzeczonymi przed ślubem spodziewały się dziecka. Sama nie była lepsza. Można powiedzieć, że gorsza, bo zaciążyła się już w czasie pierwszej randki i nigdy nie poślubiła ojca swojej córki, która i paliła papierosy i piła kawę, i jeszcze alkohole (oczywiście kryjąc to przed swoją wielebną matką).
Najgenialniejsza jednak była sąsiadka, która uważała się za najmądrzejszą na całej ziemi, i aby wysępić pieniądze od państwa bez konieczności pracy, zrobiła z siebie wariatkę. Pomógł jej w tym brat. Śmiechu z ich akcji podobno było, co nie miara i nikt za bardzo nie wierzył, że jej się uda wysępić rentę. Biegała w bieliźnie po ulicy, obrzucała ludzi krowim łajnem, wypasała swoje krowy na cudzych pastwiskach, wyrzucała śmieci do sąsiadów i przy tym grała idealną katoliczkę, która każdego dnia składała ręce i biegła podczas mszy do komunii. Kilkanaście lat temu wracałam z moją babcią do domu z kościoła (ja tam byłam, żeby mi staruszka na zawał nie zeszła, że wnuczkę ma ateistkę) i sąsiadka się do nas przyłączyła. Zaczęła nam opowiadać, że ludzie są grzeszni, nie modlą się i szatan opanuje świat (tendencyjne frazesy zasłyszane w radiu Rydzyka), ale ona jest taka pobożna i na pewno trafi do nieba. Mojej babci jeszcze wtedy cynizm dopisywał i podsumowała: „Na ciebie jak spojrzy jakiś mężczyzna to będziesz myślała, że jesteś w niebie”. Było w tym wiele prawdy, ponieważ w imię robienia z siebie nienormalnej ta sąsiadka zaniedbała się fizycznie i nigdy nie miała chłopaka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz