Etykiety

sobota, 13 sierpnia 2016

Jakub Łysakowski


fot. Katarzyna Marianna Romaszewska
Jakiś czas temu do moich rąk trafiła książka dość nietypowa. Po pierwsze wyróżniała się okładką. Ascetyczna, solidna oprawa na tle miękkich książek, których wydaje się wiele sprawiała wrażenie książki wiekowej. Kolejna cecha, którą można było zobaczyć to brak oszczędności papieru. W środku mamy tekst estetycznie rozłożony, pozwalający czytelnikowi na przyjemne obcowanie z lekturą. Do tego fabuła: autor przenosi nas do czasów odległych, nieco magicznych. „Pieśń o kacie” czytałam bardzo szybko, a wszystko dzięki niesamowitej dbałości pisarza o tekst. Polecam książkę wszystkim, którzy szukają czegoś odmiennego, ocierającego się o realia historyczne, a dziś zapraszam do przeczytania mojej rozmowy z autorem.

fot. archiwum prywatne Jakuba Łysakowskiego
„Pieśń o kacie” to – jak na obecne czasy – bardzo nietypowy utwór. Skąd pomysł? Dlaczego właśnie taka forma?

Jakub Łysakowski: Chciałem stworzyć coś, co sam z chęcią bym przeczytał, a we współczesnej literaturze brakuje mi podobnych pozycji. Od bardzo młodych lat przesiąkałem legendami, mitami, eposami, a opowieści rycerskie zawsze pobudzały moją wyobraźnię. Dobrze się czuję w tych gatunkach. Moim zamiarem było opowiedzieć ciekawą historię z niezwykłym bohaterem, który bardzo rzadko gości w literaturze jako główna postać.  Lubię podążać ścieżkami mało uczęszczanymi i patrzeć, co się wydarzy.

Jak długo trwało pańskie przenoszenie się w przeszłość?

Jakub Łysakowski: Zbieranie materiałów zajęło mi siedem lat. Najwięcej uwagi poświęciłem badaniu postaci kata w historii i kulturze, to były fascynujące odkrycia.

fot. archiwum prywatne Jakuba Łysakowskiego
Z jakich źródeł pan korzystał?

Jakub Łysakowski: Dotarłem między innymi do pamiętników katów paryskich, jako wspaniałego źródła przeżyć i refleksji mistrzów „małodobrych”. Posiłkowałem się książkami Hanny Zaremskiej i Daniela Wojtuckiego, którzy zgłębili temat na polskim gruncie. Szukałem w kronikach, lokalnych legendach i starych zwyczajach.

Tworzenie klimatu średniowiecznego wymaga pewnej dyscypliny w pisaniu. Co panu pomogło?

Jakub Łysakowski: Najbardziej inspiruje mnie muzyka z epoki, poza tym lubię odwiedzać miejsca z czasów, kiedy toczy się akcja poematu, czyli z pierwszej połowy XIII wieku.

Literaturoznawcy i krytycy czasami mówią, że żyjemy w dobie „romansideł do poduszki”. Czytelnicy są mniej ambitni niż dawniej?

Jakub Łysakowski: Człowiek w swoich potrzebach, także estetycznych i intelektualnych, niewiele się zmienia, mimo upływu tysięcy lat. Czytelnik ambitny, podobnie jak ambitny autor, istnieje odkąd istnieje słowo pisane. Podobnie literatura łatwiejsza w odbiorze. Zawsze będą fani Jamesa Joyce'a i fani Dana Browna. Kwestia potrzeb i gustu.

fot. Patryk Fojcik
Gdyby musiał pan wybierać, w jakich czasach miałby żyć to do jakiej epoki przeniósłby się?

Jakub Łysakowski: Bardzo dobrze bym się czuł w czasach Kazimierza Wielkiego, jako pan na niewielkim zamku, z gromadą wiernych rycerzy i tłumem zadowolonych, dobrze odżywionych kmieci, na ziemi, która daje obfity plon, a sąsiad nie najeżdża zbyt często. To był znakomity czas w naszej historii, nie tak burzliwy i niespokojny jak ten, który opisuję w poemacie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza