Etykiety

sobota, 14 stycznia 2017

Andy Griffiths "52-piętrowy domek na drzewie" il. Terry Denton


http://nk.com.pl/52-pietrowy-domek-na-drzewie/2372/ksiazka.html
Andy Griffiths, 52-piętrowy domek na drzewie, il. Terry Denton, tł. Maciejka Mazan, Warszawa „Nasza Księgarnia” 2017

Do moich rąk właśnie trafił kolejny tom opowieści o domku na drzewie należącego do Andy’ego i Terry’ego. Od pierwszego tomu stał się jedną z ulubionych książek młodych czytelników. Wszystko przez szybką i niezobowiązującą, a do tego pokręconą akcję oraz licznym ilustracjom (zapełniają chyba więcej miejsca niż sam tekst). To sprawia, że początkowi czytelnicy nie nudzą się, czyta im się bardzo szybko, a do tego porusza temat, który jest nie tylko dzieciom bliski (jeśli nie w rzeczywistości to w marzeniach), bo kto z nas nie marzył lub marzy o domku na drzewie? Niektórzy budowali lub budują skomplikowane tunele, szałasy, rysowali zawiłe plany, które nie zawsze można było wprowadzić w życie, ale z nostalgią do nich wracają. Opowieść jest też dla wszystkich miłośników techniki (tej we wspaniałym domku książkowych bohaterów nie zabraknie) i ma rozbudzić ich zainteresowanie fantazjowaniem, rozwijaniem wyobraźni, oderwania się od technologii.

Serię zaczyna tom nazwany „13- piętrowy domek na drzewie”, w którym tytułowa budowla w porównaniu do naszych dziecięcych planów wydaje nam się nierealnie wielkim wieżowcem z niesamowitymi urządzeniami. Dzięki temu Andy i Terry nigdy się nie nudzą. Kolejne tomy mają w tytule o 13 pięter więcej: 26, 39 i 52. Życie bohaterów toczy się tam beztrosko. Oczywiście zawsze do czasu, kiedy wydawca przypomina o kolejnym terminie oddania książki do wydania. Nagle okazuje się, że już nie mają tak wiele czasu jak im się wydawało, ale jedynie całą dobę, a w takim czasie trudno cokolwiek mądrego napisać. Kiedy już nie mają pomysłów, co oddać wydawcy stwierdzają, że opis zajęć oraz rysunki uzupełniające go doskonale się sprawdzą. Podobnie jest w przypadku kolejnego tomu.

Z czasem jednak bohaterowie postanawiają zrobić coś, dzięki czemu nigdy, ale to nigdy nie będą musieli zawracać sobie głowy pisaniem. Terry na trzydziestym dziewiątym piętrze konstruuje niezwykłą maszynę, którą nazywa „Dawno, dawno temu”. Jej zadanie polega na pisaniu interesujących, zabawnych książek wg wymyślonych przez nich wzorców. Andy na samą myśl o czekającym ich odpoczynku, licznych zabawach bardzo się cieszy. Wspólnie ustawiają parametry, których ma się trzymać maszyna i cieszą się wolnym czasem. Po zmianie zdania odkrywają jak wielkim niebezpieczeństwem jest oddanie pracy w ręce maszyny. Muszą zmierzyć się z upartą maszyną-perfekcjonistką, która nie chce oddać w ich ręce swojej pracy i pozwolić im na tworzenie.

W „52-piętrowym domku na drzewie” następuje załamanie schematu. Andy Poszukuje Terry’ego, by mógł mu złożyć życzenia urodzinowe. Niestety długo nigdzie nie może znaleźć przyjaciela, co go bardzo denerwuje. Okazuje się, że zajęty swoimi sprawami (tresurą ślimaków) kolega nie pamięta o urodzinach. Kiedy próbują zastosować maszynę przypominającą ważne wydarzenia, przypominają sobie, że koło strony 30 zawsze dzwoni wydawca, a tym razem są na 60 i jeszcze nie przypomniał im o terminie oddania książki. To wywołało w nich niepokój i przypomnieli sobie jeszcze, że zniknęły latające buraczki. Dziwne wydarzenia zaprowadziły ich do gabinetu wydawcy, gdzie znaleźli gąsienicę jako świadka. Jedyną osobą, która może z nią porozmawiać jest Jill - miłośniczka zwierząt, ale tej także dawno nie widzieli. W domku przyjaciółki okazuje się, że wszyscy smacznie śpią, jak w bajce o Śpiącej Królewnie. To wymaga specyficznego budzenia: chłopcy muszą znaleźć odpowiedniego księcia. Odkrywają, że niedaleko nich jest (świeżo wyrosłe) królestwo warzywne. Ich jedyną szansą jest książę ziemniak.

Nieco zawiła i nieznająca granic rozsądku akcja po raz kolejny kończy się szczęśliwie, ale nie obudzeniem Jill tylko podwójnym przyjęciem urodzinowym przyjaciół i dostarczeniem nowej książki do wydawcy.

Autorzy z wielką swobodą pozwalają wyobraźni budować kolejne pomysły. Akcja jest tu tworzona na zasadzie wzajemnie wprawiających się w ruch trybików prowadzących do zakończenia, w którym bohaterowie deklarują stworzenie jeszcze kolejnych 13 pięter (kolejna książka w drodze).

Mam wrażenie, że z każdym tomem autorzy serwują swoim czytelnikom nie tylko coraz większą dawkę absurdalności i humoru, który pewnie trudno będzie zrozumieć wielu dorosłym czytelnikom, ale i coraz więcej przemycają systemów filozoficznych ukrytych pod płaszczykiem zabawnych historii. Gąsienica jako zobrazowanie teorii względności, czujące i buntujące się warzywa jako wyrażenie poglądów dotyczących większej wrażliwości etycznej. Nie zabraknie też motywów klasycznych, jak śpiąca Jill uosobienie Śpiącej Królewny, popkulturowych jak ślimaki ninja zamiast żółwi.

Serię polecam zarówno małym, jak i dużym czytelnikom. Szybka akcja, doskonale pasujące do tego ilustracje sprawiają, że książka staje się doskonałą rozrywka w czasie podróży.







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza