Etykiety

czwartek, 1 stycznia 2015

stos Oli - grudzień 2014



Po liście grudniowej lektur można stwierdzić, że Ola jest lepszą czytelniczką ode mnie. Jak na swój wiek czyta bardzo dużo. Może nie sama, ale chętnie sięga po kolejne książki (ma świetną pamięć), dlatego wszędzie z nimi wędruje oraz wybiera bajki do usypiania. U nas taka akcja przed snem trwa od godziny do dwóch. Jest to nasz mały rytuał ze stosem książek na łóżku i przytulaniem się. W tym miesiącu królowała u nas seria opowieści Mai Strzebońskiej o pogodnej i nieco zwariowanej czarownicy oraz opowieści o Inżynierze Ciumćmie Grzegorza Kasdepke i wiele książeczek dla najmłodszych.

W świąteczny nastrój wprowadziły nas książka Elżbiety Piotrowskiej oraz Barbary Wicher o Świętym Mikołaju oraz „Elf i pierwsza Gwiazdka” Marcina Pałasza. Rodzinne opowieści z perspektywy ojca i psa pełne są humoru doskonale sprawdzają się jako bajka do snu u młodszych dzieci, a u starszych będzie wciągającą lekturą pełną humoru. Mamy również małą kolekcję książeczek świątecznych, które kupiłyśmy lub dostałyśmy w prezencie nie od wydawnictw i jak starczy mi czasu to i o nich napiszę, ponieważ wydały je wydawnictwa, z którymi współpracuję i naprawdę są godne uwagi. Czytałyśmy tak szybko, że nie wszystko zdołałam opisać, więc opinie wielu pojawią się dopiero w styczniu.

Oli szczególnie do gustu przypadły "Bajki dla malucha" Wydawnictwa Skrzat. Proste ilustracje ze zwierzętami i krótkie rymowanki o przygodach dziecięcych zwierzaków na pewno przypadną do gustu maluchom, które są w stanie przewracać strony. Wydawało mi się, że Ola wyrosła już z takich książeczek i wszystkie takie zabrał do przedszkola, a tu mała niespodzianka: czytała po kilka razy i chętnie pokazywała zwierzątka (Ola ma autyzm i pokazywanie przez nią różnych przedmiotów jest wielkim problemem). Poza walorami estetycznymi do kupna nakłania bardzo przystępna cena, która mnie zaskoczyła. Wcześniej kupowałam książeczki przy okazji zakupów w markecie i były dwa razy droższe, dlatego namawiam do wchodzenia na stronę wydawnictwa „Skrzat”: tam nie tylko są tanie książki dla najmłodszych, ale i bardzo ładne.

Książką, którą Olka jest zafascynowana kolejny miesiąc (ma doskonałą pamięć i zwykle po kilku razach czytania szuka nowości) jest książka „Ale kupa!”. Magii pieluszkowych okienek i urokowi ciekawskiej myszki ulegają wszystkie dzieci w otoczeniu. W szpitalu ta książka (razem z książkami, po których można pisać i mazać z Olesiejuka; napiszę o nich w styczniu) była hitem. Czytałam ją codziennie, a dzieci chciały jeszcze i jeszcze.

Wielkim zainteresowaniem u nas i innych dzieci cieszyły się opowieści o czarownicy, która w zimowe dni piekła pierniki, lepiła bałwany i ulegała magii zimy. Nam prawie udało się doświadczyć zimy podczas spaceru do lasu, w którym strumień zamarzł… Jak nie w naturze zima to w książce było jej sporo.

Z zainteresowaniem córka słuchała też opowieści o niezwykłym inżynierze, który marzy o skonstruowaniu niepowtarzalnego robota, który będzie wielkim osiągnięciem, przez które zdobędzie odznaczenia i już, już prawie mu się udaje, ale okazuje się, że to jedynie halucynacje, ale udaje mu się niezauważalnie „skonstruować” nowe życie… Opowieści o śrubkach i robotach polecam wszystkim małym konstruktorkom i konstruktorom.

Bliski nam był zbiór opowiadań o misiu Maurycym i Marcie w „Bardzo małej dziewczynce i bardzo dużym misiu” Katarzyny Zychli. Też mamy swego misia (może nie mieści się w dłoni, ale ma swój urok i żaden inny na razie nie jest w stanie go zastąpić), który jest dla nas całym światem. Bez niego nie ma szczęśliwego zasypiania.

Z tych samych powodów Ola polubiła Pam Pam Pama z książki Jarosława Szczudlika. Nasz królik jeździ z Olą na wszelkie wycieczki. Poza polską wersją jest tam również równocześnie tekst po angielsku, co ułatwi rodzicom naukę języka obcego swoje pociechy.

Bardzo ciekawą propozycję bajek przedstawiła Julia Śniarowska w zbiorze „Już się nie boję”, który ma pomóc maluchom pokonać lęki. Rodzice znajdą tam wiele cennych wskazówek dotyczący rozmów i zabaw, które mają oswoić ich przedszkolaków z nowymi sytuacjami. Niezwykłe opowieści pełne ciepła sprawiają, że dzieci postrzegają świat w przyjaznych barwach.

Dla przedszkolaków oraz uczniów pierwszych klas szkoły podstawowej jest „Księga językowych porad Lamelii Szczęśliwej” Joanny Krzyżanek. Autorka w interesujący sposób przybliża najmłodszym kwestie związane z językiem (zarówno fizyczne jak i dotyczące poprawnego mówienia). Niewielkie opowiadania towarzyszące każdemu „wykładowi” doskonale sprawdzą się, jako bajki na dobranoc.

Do gustu przypadły nam przygody Skrzata Jagódki w książeczkach Ewy Stadtmüller promujące wzajemną pomoc i współpracę oraz przyjaźń. W tych książeczkach rodzice chcący wpajać dzieciom wzorce zachowań bez przemocy znajdą przykłady opowieści.

Maluchom oswajającym się z literami polecam książki z wydawnictwa „bajdaraj”. W każdej książeczce znajdziemy jedną literkę, naklejki, kolorowankę i małe ćwiczenia oraz krótkie rymowanki do ćwiczenia dziecięcej pamięci. Zwykle tego typu książki grzeszą umieszczeniem wszystkich liter w jednej. Tu jest jedna w jednej, aby maluch miał czas na oswojenie się z nowo poznaną literą. Różnorodne zadania towarzyszące sprawiają, że stają się one lekturą na cały tydzień (nauka wierszyka troszkę trwa), dzięki czemu rodzić będzie mógł troszeczkę zwolnić i przystosować się do tempa przyswajania nowości przez własną pociechę. My mamy na razie trzy książeczki z literkami. Jedną już znamy z terapii logopedycznej, a pozostałych będziemy się uczyć. Pozostaje mi tylko żałować, że Ola nie mówi i proces nauki rymowanek odłożymy na później lub przemycimy je do przedszkola, żeby Ola się osłuchała z rówieśnikami. Książki z „bajdaraju” posiadają nie tylko przyjazne dla dzieci ilustracje, wprowadzają w świat liter, ale i mają bardzo przystępną cenę, a do tego na stronie wydawnictwa można znaleźć kilka kolorowanek do samodzielnego wydrukowania. Więcej o tych książkach napisze w tym miesiącu.

Naszą terapię zawsze urozmaicały książeczki dźwiękowe ze zwierzętami z Olesiejuka. W tym miesiącu nabyłyśmy również takie ze świątecznymi opowieściami, a od wydawnictwa dostałyśmy z małym pianinkiem, które pozwala najmłodszym na samodzielną naukę gry, poznawania nut. Mogą z niej korzystać już kilkumiesięczne maluchy, ale może być też świetną zabawka na domową rytmikę. Z tego samego wydawnictwa mamy książeczki, po których można pisać specjalnymi ścieralnymi pisakami. Zachęca ona nasze pociechy do rysowania, a następnie do ćwiczenia pisania. My jesteśmy na etapie zarysowywania zwierzątek, które w ten sposób bawią się z nami w chowanego, a Ola ćwiczy prawidłowe trzymanie pisaka i ukierunkowane rysowanie. O wszystkich tych książkach napiszę w tym miesiącu.

W grudniu ukazała się opowieść o małym, psotnym lwiątku Macieja Jadczaka. Jest to lektura dla wszystkich miłośników królów zwierząt. U nas robi ona od kilku miesięcy cudowną karierę, ponieważ Ola lubi naśladować ryk lwa. Z tego powodu po książkę sięgnęli jej koledzy i koleżanki z przedszkola i z odpowiednią „instrukcją” mojej córki nauczyli się naśladować lwy. „Zagubione lwiątko” to książka pełna tych uroczych zwierząt w różnych dziwnych pozach. Na końcu książki znajdziemy kilka ilustracji do kolorowania. Można je skserować, zeskanować, odrysować lub pomalować w książce. Jestem wielką zwolenniczką łączenia rysowania z czytaniem i ta książka doskonale wpisuje się w moją wizję książek. Gdyby jeszcze były w niej literki, okienka i muzyka to byłby mój wielki ideał.

Ze względu na wielką różnorodność książek trudno mi ocenić, która była najlepsza. Każda wnosiła w nasze wieczorne czytanie nieco inne elementy, dlatego poniższa tylko w niewielkim stopniu odzwierciedla nasze preferencje.



















Dla dzieci w szkole podstawowej:







 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza