-A gdzie ty dziecko masz buty? – Pyta się mijająca nas osoba.
Dzieci czasami gubią rękawiczki, czapki, szaliki. To norma. Moja córka też tak
robi. Czasami gubi z premedytacją (bo jej przeszkadza chociaż wcześniej nie
przeszkadzała). Takie przeszkaszające rzeczy najczęściej lądują w rowach czy
innych miejscach, w których potencjalnie mogę nie móc wyjąć. A później jest
szukanie tej rzeczy, bo to jednak ulubiona. Wzięłam się, więc na sposób:
przerobiłam rozkładany kij do mopa na kij z haczykiem na wszystkie wkurzające
rzeczy. Lepiej sięgnąć takim kijem niż włazić do rowu. Szybciej, czyściej.
O ile gubienie czapek i rękawiczek to norma u wszystkich dzieci to gubienie
butów już niekoniecznie. I to tych, w których dziecko idzie. Jakby było mało to
Ola potrafi też zgubić skarpety. I to te dopasowane, a nie zsuwające się…
Najzabawniejsze jest to, że ja zwykle (skupiona na innych niebezpieczeństwach)
dostrzegam to po przejściu jakiś 5-10 metrów albo gdy ktoś zwróci mi uwagę.
Szczytem było wyławianie Oli butów z kontenera. Zdjęła, rzuciła w złości jak
najdalej, a poszybowały wysoko i wpadły w czeluście wielkiego kontenera,
którego ktoś zapomniał zamknąć. I teraz albo wyłowię albo dziecko będzie
siedziało w wózku i zawiozę do domu. W głowie szybka kalkulacja: „30 minut
siedzenia i później nadaktywność. Co to to nie!”
Stoję przy kontenerze, wyławiam jej te buty naszym magicznym hakiem, ona siedzi
w wózku.
-Wstydziłaby się pani tak po kontenerach grzebać.- Słyszę za plecami, ale
ignoruję, bo przez tyle lat w ignorowaniu upominaczy i lepiej wiedzących
nabrałam wprawy.
Wyjmuję buty i zakładam Oli.
-Nowe buty by kupiła, a nie ze śmieci dziecku zakładała.
I weź tu tłumacz. Tego się nie da wytłumaczyć. To trzeba przeżyć na własnej
skórze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz